czwartek, 29 grudnia 2016

Podsumowanie roku 2016

Rok 2016 planowo miał obracać się wokół rozwijających się córach i synkach Santy. Mieliśmy obserwować jak stawiają pierwsze kroki w treningach sportowych, jak pierwszy raz odnajdują pozorantów... Santa miała zdać IPO1, startować w zawodach obedience. Ach, aż smutno wspominać.
Rok 2016 dał mi ostro po dupie, ale dzięki temu poukładałam i wyznaczyłam priorytety w moim życiu.
Odstawiłam na bok, to czego od zawsze pragnęłam - starty w zawodach. No trudno, łzy się polały. Trzeba iść dalej. Trzeba się rozwijać. Trzeba stawiać sobie kolejne cele.

"Któregoś dnia tak kiedyś powiedziałam sobie,
zrobię co kocham, raczej kocham to co robię.
Któregoś dnia wierzyłam ze będzie pięknie,
tego się trzymam i nigdy nie wymięknę."

STYCZEŃ
W styczniu postanowiłam zacząć pomagać innym osobom mającym problem ze swoimi psami. Dzięki temu przez moje ręce "przewinęły" się już dziesiątki psów, wobec tego mogę rozwijać się i pogłębiać wiedzę dotyczącą uczenia się psów. Nieocenione jest doświadczenie w rozwiązywaniu i szukaniu złotego środka w treningu z psami.


LUTY
W lutym w zasadzie nic nie robiliśmy. Nadal byłam załamana zachowaniem Santy i zrezygnowaniem z planów hodowlanych. Myśli zajęłam przygotowaniem się to przebiegów obedience oraz trenowaniem do nich.


MARZEC

Marzec upłynął nam pod znakiem I Wiosennych Treningowych Przebiegów Obedience. Organizowałam je i startowałam. Wtedy podjęłam, że Santa nie wystartuje w oficjalnych zawodach... najprawdopodobniej nigdy. To był cios.
Świat mi się zawalił, gdy ułamki sekundy brakowały do tragedii. Podczas omawiania ćwiczenia Santa upatrzyła sobie ofiarę w postać ozika jakieś 200m od nas. Kątem oka zobaczyłam jak zesztywniała i czekała na "sygnał do startu" od głównodowodzącej jednostki w jej głowie...

W tym miesiącu wybraliśmy się na drugie seminarium z Jiri Scucka, na temat eliminowania niepożądanych zachowań - agresja. Poznałam 7 podstawowych fundamentów pracy z agresją. Zaakceptowałam też fakt, że agresja to czysta natura i nie mogę mieć pretensji do psa rasy użytkowej (i agresywnej), że jest agresywna. Zresztą jej zachowanie zapowiadało sie na takie od kiedy zobaczyłam ja w hodowli. A szydło wyszło z worka akurat teraz.




KWIECIEŃ
"To nie moja wina jaki mam charakter, ale Twoja wina za to jak się zachowuje".
To moje motto w życiu z Santą.
To były jedne z trudniejszych chwil, gdy wszystkie zachowania Santy się nasilały przez regularne wprowadzane nakazy i zakazy w kontaktach z psami. To była walka. Gdybym przerwała teraz jej zachowanie było by bardziej dzikie, furiackie i nieprzewidywalne. (Dzieje się tak, bo pies zwiększa intensywność swojego zachowania by "sprawdzić" jak mocny jest zakaz, którego musi przestrzegać. Jeśli bym ustąpiła, to jej zachowanie było by tak mocne w jakim momencie odpuściłam.)

Byłyśmy też pierwszy raz w Kielcach u Sylwii i Yody oraz Natalii i Hebana.

MAJ

W maju Santa poznała swoją pierwszą koleżankę, która ją sprytnie ignorowała ;) Ciężko znaleźć odpowiedniego psa, który poradzi sobie sam z seryjnym mordercą. Mimo, że chodziły razem na sapcery bez smyczy Santa potrafiła sprzedać jej wpierdol dla zasady.



CZERWIEC

W czerwcu kolejny regres. Jakiś pół dziki kundel nas zaatakował... Cała jazda od nowa. Warczenie i rzucanie się do gardła psom nawet na treningu.
Nie ma co się użalać, trzeba trenować, bo zawody opłacone ;)

Santa obchodzi swoje 4 urodziny.

LIPIEC

W lipcu razem z Karoliną i Texasem wybrałyśmy się do Warszawy na Treningowe Zawody o Puchar Elmo. Nasz główny cel, brak uszkodzonych przez Santę psów na zawodach. Trochę zabawy i lekki trening. Łatwe rzeczy w trudnych dla niej warunkach, dużo zabawy i pozytywnej energii. Wszystko przebiegło po naszej myśli. Nawet zajęłyśmy 9 miejsce na 13 psów. Nie robiąc kwadratu i zostawanie na lince. Ba!  nagroda za najlepsze ogólne wrażenie ;)

Po regresie przychodzi progres. Jest lepiej, drobne sprzeczki z psami nie powodują już całkowitej zmiany zachowania do poziomu minus zero.



FILM ZE STARTU

SIERPIEŃ

W końcu wakacje! Długo wyczekiwane. Ekscytacja mieszała się ze strachem. Wybraliśmy się do Czech w góry, do Pragi, gdzie Santa stanęła oko w oko z wilkami. Właściwie cały sierpień łaziliśmy po górach. To jest to co wilczaste diabły lubią najbardziej ;) Wszystkie psy mijała bezkonfliktowo!


WRZESIEŃ
 Na blogu stuknęło 100 000 wyświetleń!
We wrześniu Sancie trafiło się kilka spacerów z psami. Wszystkie żyją.
Podjęłyśmy też decyzję o kolejnych zawodach treningowych, tym razem w Kielcach.
Rozpoczęłam kształcić się w kierunku technika weterynarii.

PAŹDZIERNIK
 Wyruszyłyśmy do Kielc na Maniakalne Przebiegi Obedience, na których zajęłyśmy 6 miejsce na 15 psów w klasie 0 z oceną doskonałą. Pierwszy raz zrobiłyśmy zostawanie bez linki i tyłem do psa. Punkty poleciały nam na chodzeniu przy nodze. Trochę ją rozwaliły emocje.
Mój mały uczeń Yoda zajęła 3 miejsce w klasie puppy :)

Niestety filmu nie mam, bo Sylwia nie umie obsługiwać się kamerą...

Santa pierwszy raz od baaardzo dawna spała z drugim psem w jednym domu, w pokoju nawet.
Santa przechodzi na BARF.


LISTOPAD

W końcu wzięłyśmy się ostro do dłubania aportu. I w końcu jest!
Rozpoczęłam naukę stój z przywołania.
Santa pierwszy raz biega i bawi się z psem!!

GRUDZIEŃ

Rok kończy się najbardziej pozytywnym akcentem jakim mogłam sobie wyobrazić.
W końcu udaje się kupić teren pod plac treningowy!
1,5 roku szukania odpowiedniego miejsca. Na reszcie się udało.

Wyniki kontrolne krwi Santy pokazują, że piesek jest zdrowy a mamcia umie zbilansować surowy posiłek :D
Santa uzyskuje spokój na gryzaku i rozpoczyna swój pierwszy trening obrony w roku.


Rok 2017 będzie zajebisty <3

czwartek, 15 grudnia 2016

Trzymanie koziołka raz jeszcze

Kiedy kupiłam pierwszy aport drewniany dla psa miałam wizję szybkiej nauki trzymania. W końcu od szczeniaczka ochoczo brała w pysk wszystko - metal, drewno, plastik... Kiedy pokazałam Sancie drewniany aport zareagowała ekscytacją, gdy podałam jej go do pyska... Mniej więcej na tym zakończył się jej i mój entuzjazm.
Podgryzanie, wypluwanie, aż w końcu moje nerwy, złość.. i całkowita niechęć psa do koziołka.
No pięknie.
Odpuściłam temat aportu formalnego, bo szkoda mi było nerwów.
Kiedy moja bezsilność sięgnęła zenitu zaczęłam szukać pomocy u szkoleniowców.
Efekty były, ale tylko na pierwszym treningu. Później wracałyśmy do punktu wyjścia.

Temat nauki trzymania koziołka wraca jak bumerang średnio raz w tygodniu na facebooku.
Już ponad miesiąc zbieram się do napisania tego postu. To chyba ten moment. Musze pisać szybko zanim stracę motywację!

Na blogu Pies do kwadratu Dominika opisała naukę trzymania w 3 krokach, a postanowiłam opisać metody, systemy, triki, lekarstwo (nie traćmy czasu na nazewnictwo) na naukę trzymania, z którymi ja się zetknęłam.


Nauka poprawnej zabawy
Zabawa to podstawa jakiejkolwiek pracy. Ważne są zasady, które pies rozumie i w pełni akceptuje.
Czyste puszczanie, szybkie łapanie. Wyciszanie i walka.
Jeśli pies potrafi te cztery jakże istotne czynności, możemy na gryzaku wprowadzić wstępnie komendę do trzymania, za którą pies zawsze jest sowicie nagrodzony.
Dzięki temu wyeliminowałam nerwowe podgryzanie koziołka, bowiem pies rozumiał, że gdy nie zaciśnie paszczy najmocniej jak potrafi "króliczek" ucieknie.
Te same zasady możemy wprowadzić na koziołku.
Kiedy udało mi się zrobić w miarę czyste puszczanie na gryzaku, wprowadziłam zabawę koziołkiem. (Moją największą wadą jest, że wszystko chce na już. Całe szczęście udało mi się nic nie popsuć, a całkiem szybko Santa zrozumiała ideę puszczania koziołka).


Samokontrola
Samokontrola jest często źle rozumiana podczas szkolenia.
Każdy zna obrazek psa siedzącego przed otwartą ręką ze smaczkami.
Pytanie tylko, czy ten pies na prawdę chce te smaczki?
Czy da się za nie pokroić, czy wskoczy za nie w ogień, czy w końcu jest wstanie trzymać w pysku przedmiot nie myśląc o nim, a jedynie o tym upragnionym kawałku, które trzymamy na wysokości jego nosa?
Czy może "jak dasz, to dasz, jak nie to tez przeżyję"?

NePoPo® (Bart Bellon)

NegativePositivePositive - metoda szkolenia oparta na negatywnym i pozytywnym wzmocnieniu.
Najkrócej mówiąc pies dostający jedno negatywne wzmocnienie, dostaje dwa pozytywne. Co w ogólnym rozrachunku jest dla psa najkorzystniejsze.
Popularna nazwa nauki trzymania aportu przez negatywne wzmocnienie to tzw. "metoda siłowa".
Groźnie to brzmi, a w rzeczywistości jest to napięcie obroży (negatywne wzmocnienie) i trzymanie jej tak długo, aż pies nie przestanie podgryzać. Tym samym dostaje dwa pozytywne wzmocnienia - brak napięcia + nagroda (jedzenie, piłka).
Oczywiście siłę napięcia i akcesoria jakie pies ma na swojej szyi dostosujemy do "oporności" psa w nauce.
Najlepiej nie robić tego samemu.
_________

To są podstawowe fundamenty pracy z psem. W zasadzie nie tylko w pracy nad trzymaniem aportu.
Całą naukę trzymania rozbiłam na malutkie etapy, które w końcowym efekcie pomogły psu zmierzyć się z tym strasznym drewnianym potworem.

Pozycja głowy
Głowa Santy nie miała jednego głównego miejsca na orbicie. Można to porównać do pelikana, który połyka szalona rybę. Mniej więcej tak jej głowa szalała z aportem.
I tym razem przydała się samokontrola, która nakazała Sancie skupienie się na rozłożonych na jej głowie i pysku smaczków. W różnych pozycjach.




Podbieranie aportu
Tradycyjne podbieranie aportu robimy osobno. Dzięki chowaniu aportu w różne zakamarki budowałam w psie motywacje na ten przedmiot. A motywacja na niego była zerowa (może i minusowa, pies odsuwał się na widok koziołka), dzięki mnie i pierwszych fazach nauki :) Santa bardzo intensywnie myślała i kombinowała jak wyciągnąć koziołek min. zawieszony pod spodem taborka.

Sztuczki z aportem
To już wersja zaawansowana ucząca psa skupiania się wyłącznie na tym co robi -> szeroko rozumiana samokontrola. To bardzo pomogło Sancie w etapach nauki dostawienia do nogi z aportem.

Budowanie napięcia
Dzięki budowaniu napięcia na przedmiot jakim jest koziołek, udawało mi się uzyskać frustrację wynikająca z nieotrzymania nagrody, którym de facto z czasem stał się koziołek. To był kolejny krok do zbudowania motywacji i super pozytywnych skojarzeń z aportem.
Przez bardzo dużą chęć zdobycia aportu, musiałam wygenerować jeszcze większą chęć zdobycia osobnej nagrody -> samokontrola.




Kliker
Przy pracy z aportem zależało mi na jak najmniejszej ilości emocji i zamieszania. Przy zaznaczaniu pochwałą Santa nie była tak skupiona na trzymaniu jakbym sobie tego życzyła. Przez co po każdej pochwale następowało jedno podgryzienie, które skutkowało, ze ciągle byłyśmy w tym samym miejscu.
Kliker można używać na wiele sposobów -
warunkowanie klasyczne, instrumentalne poprzez tzw. kształtowanie zachowań jak i przemostowanie. Ja użyłam tej ostatniej opcji, czyli przedłużenia odpowiedniego zachowania. 
Dzięki temu Santa o wiele lepsze skupienie, a ja mogłam bezpośrednio skupić się tylko na klikaniu tego co mi się podoba.
Zanim wdrążyłam to do koziołka, uczyłam Santę co oznacza klik na komendzie "głowa" (trzymanie głowy na podłodze).




czwartek, 27 października 2016

Kolejne zawody treningowe

Za nami trzecie już w tym roku treningowe zawody obedience.
Za nami kolejny test, który potwierdził, że zachowanie Santy uległo zmianie.
Za nami kolejny etap, udowadniający, że nasza więź się zwiększyła.


Tym razem wybrałyśmy się do Kielc na I Maniakalne przebiegi obedience.
Wyruszyłam dzień wcześniej, żeby odwiedzić Sylwię i jej spleśniałego bordera, Yodę.

Było lekkie ryzyko czy Yoda przeżyje ten weekend, ale obyło się bez większych spin. Wszelkie konflikty rozmywały się po warczeniu. Pewnie uniknęłybyśmy też warczenia, ale Yoda - jak typowy border - ma w nosie, to co "mówi" do niej drugi pies. Młoda jest i głupia. Nie dostała jeszcze wciry od drugiego psa ;P

W tym miejscu proszę tez niejaką panią S. o zajęciem się rozmnażaniem swoich siostrzanych psów, a nie rozgadywanie, że kupiłam sobie nowego psa... i inne takie :*


Do rzeczy...

Na przebiegi wybrałam się na totalnym luzie.
Jestem smutna, gdy słyszę, że ktoś nie wystartuje chociażby w treningowych zawodach, bo... bo ludzie będą gadać! Że pies ma tyle miesięcy, a jeszcze czegoś nie umie, albo robi to niedokładnie...
Do czego doszło, że ludzie kupują psy i boją się realizować swoje marzenia "bo ktoś będzie gadał".

To straszne.

Nasz start uważam za bardzo udany.
Udało mi się zrealizować swoje cele, a także umocnić Santę, że atmosfera zawodów to miejsce żarciem i piłkami płynące.
Ja po prostu kocham skupienie i motywację tego psa.
Ta energia, moc, chęć.... ta niedokładność :D

Według sędziny ćwiczenia były wykonane bardzo ładnie. Lekkie niedociągnięcia. Kuleje oczywiście chodzenie przy nodze. Jej fokus na mnie jest spektakularny, ale tak niedokładny, że lecą punkty jak śnieg w grudniu.

Jesteśmy w trakcie naprawy tego nieszczęsnego ćwiczenia. Na treningach wychodzi to już w miarę ładnie. Przed samym startem również szła prosto i nie wyprzedzała. A na starcie zrobiła "starą wersję". Myślę, że to chyba za małe skupienie z mojej strony. Jednak na treningu jak to ćwiczę, to aż mi z głowy dymi. Palą się zwoje, a na starcie chyba za bardzo się wyluzowałam. Przejęła to i popłynęła.



Oceny:

Skok przez przeszkodę 8,5 pkt.
- Moje ukochane Sancioszko postanowiło się o mnie odbić, a następnie się dostawić. Miała swój pomysł na to ćwiczenie.

Zmiany pozycji 9 pkt
- Bardzo szybkie waruj, wolne siad z warowania.

Chodzenie przy nodze na smyczy i bez smyczy 7,5 pkt.
- Napieranie i wyprzedzanie.

Zostawanie 9,5 pkt.
- Piękne skupienie przez całą minutę. Pół punktu za wolne dostawienie do nogi.

Przywołanie 9,5 pkt.
- Dotkniecie przy dostawieniu.

Aport przedmiotu własnego 9 pkt.
- Wolniejsze tempo powrotu niż wysłania do aportu. Poluzowanie chwytu przy dostawieniu.

Socjalizacja 10 pkt.
- Nawet nie drgnęła ;)

Wrażenie ogólne 9,5 pkt.
- Podobno wydawała jakieś dźwięki na początku.
Ja tam nic nie słyszałam.


Przed nami chwila przerwy, ale zaraz zbieramy się do nauki kwadratu po raz... po raz któryś xD
Na przyszły rok mam zamiar wziąć udział we wszystkich zawodach treningowych.

Moje cele na przyszły rok, to zostawanie przy psach bez linki. Pies to umie i rozumie, nie zerwie się. Musze walczyć ze swoją psychiką.
Zrobienie ćwiczeń do dwójki. (kwadrat :* )
Zrobienie oficjalnej zerówki.

Oby moje plany się ziściły....

wtorek, 20 września 2016

Dlaczego mój pies chodzi na flexi?

Santa na Flexi?

O S Z A L A Ł A Ś ?!


Smycze automatyczne cieszą się spora popularnością na psich spacerkach wokół bloku.
Jest to w sumie narzędzie do samo-wybiegania się psa, szczególnie małych piesków.

Smycz ma nam - właścicielom dać kontrolę nad psem. Smycz powinna być mocna i nie rozrywająca się przy pierwszym lepszym szarpnięciu. (tak straciłam 3 smycze - nie wiem czy jestem za silna czy po prostu produkują taki szit. A smycze nie były tanie, bo rzędu 60 zł..).

Dla mnie i dla mojego psa smycz nie jest narzędziem szkoleniowym. Jest to zabezpieczenie, które uniemożliwi zerwaniu się psa w trakcie W. 
Kontroluje swojego psa głosem i gestem ciała. Mój pies nie reaguje na szarpnięcia i inne takie... metody. Jest zbyt odporna, na to co wałkowałyśmy x lat temu.

Smycz musi być wygodna dla mnie - tak wiem jestem egoistką, ale to mnie bolą kości ;)
Dlatego też mamy dwie smycze.
Pierwsza z amortyzatorem, która jak sama nazwa wskazuje amortyzuje nagłe zrywy Santy, np do kota.

Druga - automatyczna smycz flexi 5 m. 
Ta smycz nie została zakupiona dla mojej wygody, a dla komfortu psa.

Smycz tą używamy, gdy spotykamy się z innymi psami, ponieważ Santa potrzebuje przestrzeni. 
Ma bardzo duże ego, którego nie jest wstanie pomieścić smycz 2 metrowa... :P

A poważnie mówiąc - Santa potrzebuje przestrzeni i swobody (ale nie za dużej, coby sobie nie pomyślała za dużo). Nie lubi, nie chce i nie toleruje chodzenia przy obcym psie. Chce uniknąć kontaktu, by nie sprowokować ataku. 
Bardzo często wychodzi na przód i na boki.
To jej pomaga. To wielka ulga dla jej psychiki, gdy wie, ze ma zapas paru metrów i nie musi dotykać tego obrzydliwego psa. 

Gdy zaakceptuje już fakt, że te psy są "swoje", to zaczynają ja interesować.
A ciekawość tego psa, to pierwszy stopień do polowania
Dlatego, gdy widzę, że zaczyna poganiać drugiego psa, to bardzo łatwo, szybko i skutecznie można ja wyrwać z tego stanu i puścić dalej.

Gdy mijamy obcego psa staram sie dać jej na tyle swobody, by mogła obejść psa szerokim łukiem, a jednocześnie mieć możliwie szybką reakcję na ściągniecie psa, gdyby coś poszło nie tak.

Nie taka flexi zła jak ja malują ;)

A czy Wy prowadzicie swoje psy na flexi?

Kolejny etap, to oczywiście bieganie w kagańcu, ale o tym może za jakiś czas :)

piątek, 16 września 2016

Odpowiedzi na Wasze pytania

Jaki jest najdziwniejszy nawyk Santy?

Nie wiem czy najdziwniejszy i czy w ogóle jest dziwny, ale memłanie piłki, tzw memłaka.
Santa potrzebuje tej piłki do kontrolowania, a może raczej do hamowania emocji w domu i do zaspokojenia popędu łupu na spacerze.
Dzięki temu udaje mi się przejść przy kotach nie zatrzymując się na najbliższym drzewie.
Bardzo też pomogło nam wychodzenie z memłakiem na spacery do parku, gdzie pełno było psów, a w tle wiewiórki, które uruchamiały w Sancie "pobiec, złapać, zabić". Często z frustracji próbowała polować na psy.

Wiele zawdzięczam memłakowi, ale chyba najbardziej to, że wychodzę w ciszy z domu na dwór.



Czy żyjąc razem kierujecie się jakimiś zasadami?

Nasze życie to cały kodeks zakazów i nakazów, które Santa z wielką pasją i determinacją łamie, pokazując jak bardzo ma mnie w szerokim poważaniu.. :D

A tak na serio.. dobra to wyżej było na serio xD

Podstawowymi zasadami jest siadanie przed jedzeniem, przed wyjściem z domu i po przyjściu do domu. Siadanie przed puszczeniem ze smyczy. No ogólnie siadanie to podstawa. Ważne jest też czekanie na każdym piętrze na mnie, cobym nie musiała lecieć jak długa ze schodów. Bardzo ważne jest zakaz wychodzenia z bagażnika po otworzeniu klapy bez hasła do wyjścia.
I chyba najbardziej bezlitosny zakaz w moim domu, to zakaz bezsensownego łażenia po domu i stania jak widły w gnoju. Pies albo robi coś konkretnego, np. sępi w kuchni, albo łasi sie do kogoś albo leży.
Irytuje mnie to jak pies bezmyślnie łazi po mieszkaniu.

Wiem jestem sadystką :P


Jaki jest must have w psich zabawkach dla Ciebie a jaki dla Santy?

Idealne pytanie dla mnie :D
Najpotrzebniejszą zabawką jest piłką.. i tylko piłkę mamy.
Okej, okej.
Teraz mamy dwie piłki Gappay, gryzak Gappay do ćwiczeń z wyciszania.
Piłkę futbolówkę to ćwiczeń na pozorancie, tzw nagroda odłożona.

No i w zasadzie to tyle.


Jaki jest Wasz najczęstszy zestaw spacerowy?

Na sikupę: Flexi 5 m i memłak

Na spacery z innymi psami: Flexi 5 m do swobodnego wybierania bliskości z psem, kaganiec JVM, opcjonalnie smycz do przypięcia do drzewa.

Na długie trasy: Szelki Pitman, kaganiec JVM, smycz z amortyzatorem Sali.


Co skłoniło Cię do prowadzenia bloga?

Kiedyś jak byłam młoda i głupia, chęć chwalenia się życiem z jamnikiem. Tak kiedyś chciałam się chwalić jakiego mam zajebistego psa :D

Obecnie, służy mi do tego bym mogła wylać swoje myśli tam gdzie moje królestwo.
Mam wiele kontrowersyjnych postów nieopublikowanych, które mogłyby się okazać zbyt kontrowersyjne, jak np dawny post o tym, jaki mam pogląd na hodowanie. Nikt nie zrozumiał, każdy miał swoją wersję.


piątek, 9 września 2016

Cyferki cyferki... 100 tyś wyświetleń!

Ponad 100 000 wyświetleń.
WOW


Bardzo się z tego cieszę, zważywszy na to, że od roku posty pojawiają się bardzo rzadko.
Jak wiecie mam bardzo dużo roboty z Santą, ale też i ze sobą.
W końcu to nie tylko pies musi się zmienić, aby razem lepiej i wygodniej się żyło.
Ale szczerze mówiąc sama nie wiem czy Was to interesuje, toteż mam kilkadziesiąt zaczętych postów, które czekają w otchłani nicości.

Napiszczcie w komentarzu, posty jakiej tematyki interesują Was najbardziej?

Pierwszy post pojawił się 15.10.2012 i była to smutna kontynuacja wcześniejszego bloga, który zniknął z niewiadomych przyczyn razem ze wspomnieniami z pierwszych dni z Santą, a także z ostatnimi wpisami z Rafikiem.
Rafik żyje, podobno ma się dobrze ;)

To była era aska, gdzie wyświetleń i komentarzy było wiele.

Przejdźmy do cyferek...

Łączna liczba wyświetleń  100 142
Liczba wyświetleń w ostatnim miesiącu  2 111
Obserwatorzy    136
 
 
 
Najczęściej wyświetlane posty:
13.01.2014, Komentarze: 19
1232








11.08.2016, Komentarze: 6
1061








05.08.2015, Komentarze: 17
714








05.05.2015, Komentarze: 11
682








18.11.2015, Komentarze: 5
552








01.04.2016, Komentarze: 7
439








434








24.11.2015, Komentarze: 15
421








29.11.2013, Komentarze: 29
419















Najczęściej wyszukujecie mojego bloga słowami: 
 
santa i rafik, santa blogspot, roni dobrzyków, santa dobrzyków, santaon
 
Skąd wchodzicie na mojego bloga ;) 
 
 



Liczba wyświetleń według kraju:
Polska
86172
Stany Zjednoczone
2803
Niemcy
2152
Rosja
1262
Francja
726
Ukraina
577
Wielka Brytania
371
Holandia
240
Mołdawia
214
Irlandia
196




I w zasadzie to wszystko.. Nie będę Was zanudzać cyferkami.
Dziękuję, że jesteście.
I nie zapomnijcie o komentarzu!





















piątek, 2 września 2016

Dzika podróż z dziką Santą


Jeszcze nigdy nie byłam tak podekscytowana i jednocześnie przerażona wyprawą z psem.

Z tym psem.
Z takim psem jakim jest Santa.

Nie będę się zagłębiać w jej psychikę i umiejętności wymuszania śpiewem operowym.



Celem naszego wyjazdu były Czechy oraz Jura krakowsko-czestochowska


CO ZABRAŁAM DLA SANTY

- Paszport
- Książeczka zdrowia
- Szelki Pitmann
- Smycz z amortyzatorem Sali
- Kaganiec JVM
- Łańcuszek (zaciskowy)
- Miska
- Worki na psie kupy
- Piłka memłak
- Suszone płuca
- Karma

Przechodząc do meritum posta...

.... Wyruszyliśmy rano wyznaczając sobie za cel dotarcie do granicy polsko-czeskiej, gdzie znaleźliśmy kemping dosłownie na samej granicy.
Rejestracja i bar był w starym budynku granicznym. 
Na ten dzień zaplanowaliśmy sobie lenia i zorganizowanie najbliższego tygodnia.
Pozwiedzaliśmy trochę okoliczne miasteczka, pozachwycaliśmy się pięknymi krętymi drogami i okazało się, ze w pobliżu nie ma żadnej konkretnej stacji benzynowej :D 
Oczywiście pełno stacji Benzina, ale.. nie przekonywała nas stara cysterna i opuszczony budynek w środku pola :P
Najbliższy Orlen okazał się być w Wałbrzychu. Byliśmy zatankowani i gotowi jednocześnie na późniejszą wyprawę do Pragi.

Na następny dzień wybraliśmy się do Adrspachu, który miał mi zapierać dech w piersiach... okazał się być miejscem turystycznym o pięknych widokach, ale zbyt ograniczającym ruchy jak dla nas. 



Wybraliśmy się o 9, akurat gdy otwierali. Wychodząc po godzinie 12 napotkaliśmy 1,5 km kolejkę do kas i prawie 2 km korek samochodów do parkingu. 

Straszna masówka Januszy na wakacjach. Bardzo dużo Polaków, ale i sporo Czechów.

Zaraz po Adspachu chcieliśmy wybrać się do Teplic. 
Przejeżdżając obok wejścia na skałki, ilość osób w kolejce była niewiele mniejsza jak w Adrspachu...
Pojechaliśmy dalej, myśląc, że znajdziemy coś bardziej ciekawego.
I się nie pomyliliśmy.

Z głównej drogi zjechaliśmy w boczną, która stromo prowadziła w górę. Kręta droga i mała hondzinka. Zmęczona honda dojechała na samą górę, a tam... "dzikie" skałki ;) 
Bez ograniczeń, bez ludzi.
Teplice nad Metuji SKLAY Černé jezírko -> mapka


Po drodze do Pragi i z Pragi oraz w drodze powrotnej wstąpiliśmy jeszcze nieraz poskakać po skałkach. 

W Pradze odwiedziliśmy miedzy innymi zoo.
Wyobrażałam sobie Santę, która rozwścieczona rzuca się na biedne zebry i antylopy.
Okazało się, ze zachowywała się całkiem przyzwoicie. Była zaciekawiona, obserwowała zwierzynę z ciekawością ale bez spojrzenia mordercy.
Na dłużej zatrzymaliśmy się przy kozicach, które chodziły po skalnej górze.
Tam widziałam, że Santa "ma chęć", ale reagując odpowiednio wcześnie zaprzestała myśleć o głupich rzeczach :P

Bardzo ciekawym przeżyciem było spotkanie z wilkami.
Co ciekawe Santa była większa od samic i podobnego wzrostu co samiec, ale masywniejsza od wilków.
Nie wiem czy to były młodziki czy dorosłe, ale większe wrażenie robiła Santa.
Obstawialiśmy w jakim czasie Santa zgładziłaby wilka :D
Takie wolne żarty :x

Byliśmy w dwóch parkach w Pradze. 
Bardzo podoba mi się jasne i czytelne oznakowanie parków.
Wyznaczone strefy spacerowania z psami na smyczy i strefa "luzu". 
Wchodząc w alejkę, gdzie psy mogły biegać luzem czułam się jakbym wchodziła na psia autostradę.
Co 10 metrów kosze na śmieci i przy każdym woreczki na psie kupy, których o dziwo... nikt nie kradnie...
 
 

W zasadzie wszędzie, gdzie wchodzi się z psem, dostaje się worki na psie kupy oraz "instrukcję obsługi" jak zachowywać się z psem, żeby wszystkim żyło się lepiej. Wszędzie są miski z wodą. I nikt nie patrzy na człowieka z psem jak na osobę chora na trąd. 

Co jeszcze rzuciło mi się w oczy to minimalna ilość kundli. 
Psów nierasowych mogę wymienić na palcach jednej ręki, które widziałam przez tydzień w Czechach. Same rasowce, i to nie byle jakie ;) 
Charty, rodezjany, oczywiście zatrzęsienie borderów i ozików. Pudle, JRT, CHUDE i SZCZUPŁE labradory mmmm Goldeny. Spotkaliśmy jednego użytka w górach.
Żadnego eksteriera (ON). Czesi wybierają mądrze :P 

W dodatku na każdym psie oryginalne obroże i szelki. Co drugi pies w szelkach hurtty.


Byliśmy też na Jurze krakowsko-częstochowskiej. 
Świetne skałki i widoki, mało ludzi, jedynym towarzystwem były dwa stada owiec pasących się na górach i... ogromne... przeogromne ilości śmieci.
Nie rozumiem jak można być taką świnią.. Ludzie wstydu nie mają. Pomijam fakt, ze w promieniu 2 km żadnego śmietnika, ale my tez mieliśmy rzeczy do wyrzucenia, które zabraliśmy ze sobą.

Korzystając z tego, że byliśmy jedyni ana ruinach zamku Santa biegała luzem po skałkach, bowiem po wcześniejszych kilku dniach Santa ewoluowała w kozicę i każda skałka była jej, co powodowało, że moje życie znajdowało się na granicy. Dosłownie.


Wbrew mojej panice Santa zachowywała się przyzwoicie. Nie odnotowano żadnego zabójstwa psa, sarny, kota jelenia czy kozicy ;) 
Była dla mnie bardzo dużym ułatwieniem wchodząc pod górę i bardzo dużym utrudnieniem schodzac z góry.







czwartek, 11 sierpnia 2016

Zbiór "śmieszności"

Taka jest teraz moda, że warto być kimś.
"Kimś" możemy się urodzić i od razu mieć przyszłość usłaną płatkami róż, ale większa część ludzi musi zapracować na uznanie. Jak to śmiesznie brzmi: "uznanie".
W psim światku wystarczy kupić psa zza granicy, albo po prostu by miał fajnie brzmiący przydomek i coś osiągnąć w psim sporcie czy w konkursach psiej urody.
Oj tak, wtedy jest się autorytetem.
Ludzie lubią mieć swoich idoli.
A idole kochają mieć fanów.

I wtedy przychodzi ta refleksja nad swoim życiem i ten nikczemny pomysł: JA TEŻ CHCĘ.
I od tego wszystko się zaczyna, a Internet chłonie... A ludzie czytajo... i się śmiejo...

I tak o to powstał post.
Zbiór "śmieszności", który ogarnia psi świat i ludzi z nim związanych.
Opisuje zacięte walki - rywalizacja to podstawa!, ale i paradoksy, hipokryzje, ale przede wszystkim, to jacy ludzie są zabawni w swoim ślepym dążeniu do bycia "kimś".

Bardzo proszę odebrać ten post z przymrużeniem oka, a jeśli ktoś cierpi na bóle głowy, tyłka albo innych części ciała, to polecam od razu, to wyłączyć ;)



Nie ma chyba bardziej irytującej sytuacji, niż ta, w której po wstawieniu zdjęcia pięknej, zgrabnej suczki popularnej albo i mniej modnej rasy następuje fala ochów i achów.
Moment wychwalenia pod niebiosa i to nieszczęsne zdanie..: "a planujesz szczeniaczki?"
I w głowie nagle mętlik no bo jak to? Szczeniaki?! Hmm, im się podoba, NA PEWNO KUPIĄ  hmmm czemu by nie!
- "Tak, planuję miot"...
Ludzie sobie nie zdają sprawy nad odpowiedzialnością, za to co urodzi się pod ich dachem...


Psie imiona..
Wyszukane, udziwnione, czasem nie wiadomo jak poskładać literki w głowie, by dobrze wypowiedzieć to na głos.
Indywidualne pomysły.
Byłoby szkoda, gdyby ktoś podkradł nasz pomysł wyjątkowego imienia, równie wyjątkowego psa...
Dlatego trzeba walczyć!
Trzeba wyzywać, trzeba zbesztać z błotem.
Należy wyśmiać i szydzić z drugiej osoby..
Tylko dlatego, że komuś spodobało się to samo imię i bardzo chciałby, żeby jego równie wyjątkowy pies nazywał się tak samo...
Jaki stres i gniew musi czuć osoba, które spotka się z drugą osobą o TYM SAMYM IMIENIU, które nadali jej rodzice, ponieważ bardzo im się spodobało imię córki koleżanki szwagra od strony ciotki ze strony babci taty.


Z roku na rok psie sporty zyskują na popularności.
Zastanawiam się kiedy postawimy flagę na szczycie popularności.. i kiedy dostawimy drugą flagę z napisem: "świadomość".
Nie wiem czy to już konieczność i przymus ze strony psiego społeczeństwa czy po prostu mniej lub bardziej "fajna moda", że mając psa TRZEBA z nim uprawiać jakiś sport. To jest jakiś nakaz trenowania z psem czegoś.
Byle co, ale żeby trenować.
Byle jak, ale musi być zdjęcie z treningu.

I gdy przychodzi ten moment, gdy ten nieszczęsny człowiek robi swojemu ukochanemu psu
prześwietlenie.. i wychodzi... dysplazja.
Zazwyczaj lekka, ale dysplazja.
O nie.
Koniec świata.
Słonko zaszło za ciemne chmury, życie straciło sens.
Listy pożegnalne.
Płacz i rozpacz.
To już jest koniec.
Przecież z psem z (lekką) dysplazją nie można nic zrobić!
Kaleka!
Ale dzień przed prześwietleniem salta w powietrzu robił.
I tu przychodzi ten termin - świadomość.
Pytanie czy ludzie nie mają pojęcia czy boją się negatywnych głosów środowiska. Skłaniam się ku drugiej opcji, niestety...
Gdy już życie nie ma sensu, a przecież psem trenuje się od roku i agility/frisbee/obedience/flyball stał się sensem życia i nie pamięta się jak fajnie było, gdy do życia wkroczyła rywalizacja o lepsze zdjęcie z treningu i lepsze wyniki i w ogóle o wszystko lepsze przychodzi ta myśl.

MUSZĘ KUPIĆ DRUGIEGO PSA DO SPORTU.


A już w ogóle hitem Internetu są dla mnie właściciele FIT psów, którzy sami noszą rozmiar XXL.
To przekracza moją wyobraźnię.
Dzień w dzień posty pochwalne dla mięśni Pipka, Fafika i Azorka. Dzień w dzień przewijam te same pytania: "jakie ćwiczenia na mięśnie i na odchudzanie", "jaka karma, żeby łatwiej było schudnąć psu?".
Zdjęcia porównujące, zdjęcie mięśni łap z każdej strony i pod każdym kątem...
Och ludzie.. Wy i te Wasze kompleksy... ;)
Wyżywacie się na tych biednych żyjątkach, a żeby samemu wziąć się za swoje cztery litery, to chęci brak.

Ale wiem... nie ma nagród za przysiady, nie ma kto przygotować fit posiłku, nie ma takich fajnych kolorowych piłeczek za którymi można biegać kółka na boisku :)

I nie, nie uznaję tłumaczeń, że ktoś jest chory!
Tłumaczy się tylko winny.
Znam wiele osób, którzy borykają się z różnymi chorobami, przez które mają tendencje do tycia. Żadne nie płacze, tylko ćwiczy wytrwale. Albo po prostu nie wpiernicza tyle hamburgerów i schabów.

I nie, to nie jest tak, że gadam o innych.
Osobiście jestem dotknięta "super" przypadkiem, który uniemożliwia mi intensywny wysiłek i obciążenia, po których jedyne co mogę robić to wyć z bólu.

Dlatego, wszystkie głupie tłumaczenia, że ktoś jest chory można sobie miedzy bajki włożyć.

Nic mi do tego jak ktoś lubi swój nadmiar ciałka :D 




Wiem, znienawidzicie mnie, ale na swoją obronę mam to, że bawi mnie więcej sytuacji, ale nie będę ich już wymieniać, bo nie chcę by ktoś poczuł się dotknięty osobiście ;)

piątek, 15 lipca 2016

Trip na 4 łapy: Podróż z psem pociągami Intercity

Z psem możemy podróżować na wiele sposobów, między innymi pociągami.
To wygodna, tania i o ile nie mamy opóźnień - szybka alternatywa przemieszczania się po kraju.
Na blogu podrozezpsem.pl można znaleźć podobny post o większości przewoźników -> KLIK
Chciałabym skupić się w tym poście na szczegółach dotyczących podróży z psem pociągami IC.
W pociągu potrzebny nam kaganiec, smycz i potwierdzenie szczepienia p-wściekliźnie.

PKP Intercity

Połączenia krajowe

Intercity oferuje nam 4 rodzaje pociągów - TLK, IC, EIC oraz EIP.
W każdym z tych składów obowiązują te same zasady i ceny za dodatkowe bagaże, rowery i zwierzęta.

Pies musi być w kagańcu, na smyczy. Musimy mieć książeczkę zdrowia z ważnym szczepieniem przeciwko wściekliźnie.
Bilet za psa: 15,20 zł.

Jeśli przewozimy psa w transporterze musimy uiścić opłatę jak za nadbagaż - 5,10 zł
Bezpłatnie przewieziemy psa trzymając transporter pod siedzeniem lub na kolanach.

Przewożąc psa w wagonie z przedziałami potrzebna jest nam zgoda współpasażerów na obecność psa. Jeśli któryś z obecnych osób na zastrzeżenia kierownik pociągu zobowiązany jest nam znaleźć inne miejsce. Nie potrzebujemy zgody współpasażerów w wagonach bezprzedziałowych.

Rodzaje pociągów
Pociągi TLK, to stare standardowe pociągu z przedziałami - w klasie 2 miejsc w przedziałach mamy 8, zaś w klasie 1 - 6 miejsc.

IC, to dwa typy pociągów. Nowe pociągi PesaDART oraz Flirt3 - obydwa pociągi są bezprzedziałowe. Jednocześnie tak samo oznaczone są odrestaurowane składy TLK - wagony zarówno z przedziałami i bez przedziałów.

EIC - Express Intercity, to składy kursujące w relacjach krajowych i międzynarodowych oferujące nam nowoczesne, komfortowe wagony z przedziałami 6 osobowymi oraz wagony otwarte.

Najwyższe standardy według Intercity oferuje nam EIP, czyli popularne Pendolino.
Pendolino, to pociąg bezprzedziałowy, znajdują się w nim 3 przedziały dla osób z dziećmi.

Miejsca sypialne

Mamy możliwość podróżowania z psem w przedziałach sypialnych o ile wykupimy cały przedział.
Bilet normalny + oplata dodatkowa za miejsce do leżenia.
Jeśli jedziemy sami, dobrze wybierać miejsca w przedziałach jednoosobowych, ponieważ po upływie 30 min jeśli ktoś nie zajmie miejsca do leżenia konduktor ma prawo odsprzedać to miejsce innej osobie!

Wymiary półek w pociągach IC

Bagaż (klatkę) można umieścić na specjalnych regałach zlokalizowanych przy drzwiach przejściowych
pomiędzy przedziałem pasażerskim, a przedsionkiem o wymiarze około 17cm x 20cm (dwie półki) do 52cm x 77cm (dwie półki).

Wymiary półek w pociągach Pendolino 

Wymiary luku bagażowego na składach EIP są następujące: 27 cm - szerokość 43 cm - długość 150 cm - wysokość W pociągu EIP znajduje się bardzo wiele różnej wielkości miejsc na bagaż, np. stojaki z półkami (w przedsionku i na początku wagonów) o wymiarach: szer. 75-85 cm x wys. 45-80 cm (w wybranych miejscach są większe luki) lub długie półki nad fotelami o wys. ok. 33 cm. Bagaż dużego gabarytu dobrze umieścić w wagonie nr 5 lub 6 w miejscu przeznaczonym do przewozu roweru, gdyż tam znajdują się składane półki na bagaż (cała wnęka ma szerokość 170 cm x głębokość 65 cm).

W miejscach na nadbagaże można umieścić klatkę z psem.

Półki w EIP

Gdzie nie może przebywać pies?

- w wagonach gastronomicznych, za wyjątkiem psów przewodników i asystujących osobom niepełnosprawnym
- na siedzeniach (także, gdy położymy nań kocyk)
- na miejscach do leżenia w wagonach sypialnych i w wagonach kuszetkowych.

Gdzie zakupić bilet dla psa?

Bilet dla psa możemy zakupić przez internet podczas kupowania biletu dla siebie lub tradycyjnie w kasie.
Możemy również zakupić bilet dla psa w pociągu, o ile nie ma kasy lub jest ona nieczynna na stacji w której wsiadamy nie ponosimy dodatkowych opłat. Jeśli kasa jest czynna - za każdy wystawiony bilet uiszczamy opłatę konduktorska w wysokości 10 zł.

 
Ważne!
Jeśli najpierw kupimy bilet dla siebie przez internet, nie możemy dokupić internetowo biletu dla psa.
W Pendolino możemy zakupić bilet dla psa, tylko jeśli okażemy swój uprzednio zakupiony bilet!

Połączenia międzynarodowe

W pociągach do Ostrawy, Pragi, Berlina, Wiednia koszt biletu dla psa to 50% ceny biletu w klasie 2.
W pociągu Jan Kiepura, który jedzie do Kolonii za psa zapłacimy 30 euro.

Może się przydać:

www.intercity.pl
infolinia: 19 757




wtorek, 12 lipca 2016

Nowy świat

Cztery lata wilczastego życia minęło jak z bicza strzelił.
Razem z Santą przez ten czas wiele zrobiłyśmy, wiele przeżyłyśmy. Wiele łez wylanych i wiele chwil beztroskiej radości razem przeżyłyśmy.

Ostatni czas to była próba. Próba dla mnie czy podołam, czy wyprowadzę psa na prostą w między czasie nie rozszarpując jej ze złości.
Oj, a było wiele takich momentów, gdy siłą woli (albo boska siłą) powstrzymywałam się od strasznych czynów...

W trudnych chwilach zawsze pomaga mi to zdanie:
"Mój temperament to nie moja wina, ale moje zachowanie to już Twoja wina".

To nam pomaga w ciężkich chwilach i nakręca do dalszej pracy.

W tym momencie kończymy smutne wątki i żale moje na temat dzikiego zachowania Santy.
Ile można czytać jak bardzo nie lubię Santy :P

https://www.facebook.com/marta-pieczerak-fotografia-201427376543957/

marta pieczarek | fotografia
___________________________________________


Wkraczamy w nowy etap!

Santa jest już całkiem normalnym psem. Ma swoich psich kolegów... "Kolegów", kto ja tam wie co jej w głowie siedzi. Nadal sprowokowana chętnie spuści komuś łomot, ale nie prowokuje pierwsza.
Rozumie, ze za dobre zachowanie dostanie smaczka, ale gdy idzie w stadzie z innym psem jedyną nagroda dla niej jest pochwała słowna.
Jest na prawdę dobrze.
Odważyłyśmy się wystartować w treningowych przebiegach w Warszawie, zajmując honorowe 9 miejsce na 13 psów oraz nagrodę za najlepsze ogólne wrażenie.







___________________________________________

Za dokładnie 33 dni wyruszamy w pierwszy trip na cztery łapy.
To główny temat niniejszego posta.
Będziecie mogli wyszukiwać w tagach posty związane z podróżą pod tymi właśnie hasłami
Trochę przestawiamy swój światopogląd, który mówił, że z tak dużym i "ciężkim do życia psem" nie opłaca się jechać nigdzie dalej, a każdy wyjazd to męczarnia. O ile moje szalone dziecko kwiat mi nie przeszkadza, tak są osoby, którym pies niekiedy przeszkadza nawet tym że oddycha... Jednocześnie bardzo go lubiąc. Za niektórymi się nie trafi ;P



To będzie nasz pierwszy próbny trip, który ma otworzyć nam drogę na nowe przygody.
Piszę o tym w poście, dlatego, że szukam od dawna informacji w Internecie i cisza... Brak jakichkolwiek informacji o tym jak przygotować się na podróże z psem.
Czytałam wiele postów wakacyjnych, ale brak w nich przydatnych informacji. Znalazłam kilka wartościowych postów, wiele postów z pięknymi zdjęciami wakacyjnych psów.
Ale... mało mi, a Wam?


Chcę żeby to było miejsce, gdzie znajdziecie odpowiedzi na swoje pytania i wątpliwości.
Jeśli macie jakieś sugestie co do postu - piszcie proszę w komentarzach, postaram się odpowiedzieć w formie osobnego postu.




wtorek, 10 maja 2016

Nieidealne ideały

Prowadzę bloga już na prawdę bardzo długo. Wcześniej o wspólnym życiu z Rafikiem (tak, on nadal żyje), kolejny perfidnie usunięty przez serwis, w którym były zapiski o szukaniu psa o pierwszych dniach Santy u mnie. Ehh... taka pamiątka!
Daleko mi było do idealnego życia z psami. Zawsze coś.
Rafik - pseudo jamnik. Chojrak tchórzliwy pies. Mój królik doświadczalny ;)
Santa - okropna poczwarka, która przerosła możliwości niedoświadczonej nastolatki, która - jak się okazało - nie pozjadała wszystkich rozumów jak myślała :P


W każdym z prowadzonych przeze mnie blogów żaliłam się i wspominałam o cudownych chwilach z moimi psełami.
Daleko mi było do fantazjowania o naszym cudownym życiu usłanym różami. Jasne zdarzały się przebłyski cudowności moich psów, albo po prostu ich wady stały się zaletami :P

Zawsze byłam "zdziwiona", czemu w całym psim i blogowym światku tylko ja miałam wadliwego psa. Pechowiec ze mnie...

Złudne moje myślenie, że gdy pisze się prawdę na blogu, to prawda również krąży wokół nas. Nic bardziej mylnego. Są niestety na tym świecie ludzie, którzy jeszcze nie potrafią czytać ze zrozumieniem, albo z tekstu wyczytują to co sami chcą przeczytać - to znaczy to, co sobie myślą, że jak powiedzą to będzie hit sezonu  plotkując ;)

Nie odpowiadam za to co ktoś zrozumiał, tylko za to co napisałam.

Są różnego rodzaju kursy, które pomagają ludziom uczyć się czytać. Oczywiście jest tez wiele kursów dla frustratów i dla osób bez niespełnionych ambicji. No ale mniejsza.

Przeglądając tego bloga można natknąć się na różnego rodzaju relacje z naszego zakręconego życia - szczęście, strach, rozpacz, happy day, oddam psa w dobre ręce.

Niemniej jednak Santa - mój najgorszy wybór w życiu (nie mówię, że go żałuje, ale mogłam postąpić mądrzej xD) - dała mi w życiu najcenniejsze lekcje. Nauczyła mnie pokory, szacunku, cierpliwości. Nauczyła mnie zajmować się swoim życiem, ignorować i podchodzić z rezerwą do ludzi, którzy chcą dla mnie najgorszego zła.
Jest dla mnie najcenniejsza.

Niedawno zauważyłam dziwną potrzebę u blogerów napisania prawdy, o tym jakie ich psy są na prawdę. Nagle okazuje się, że większość psów ma jakieś problemy!
O jejku, jak to możliwe?
Przecież jeszcze nie dawno były idealne!
Nie neguję tego. Jasne, że nie. Ale to śmieszne, serio.
To kolejny nurt, o którym muszą koniecznie napisać psi blogerzy. Teraz "modne" jest mieć psa z problemami i z nim pracować, niż mieć ideał - przecież teraz nikt nie uwierzy, że rodzą się ideały!
Heh... znów robiłam to, zanim stało się to modne :D
Wcześniej mój fit pies był głodzony, teraz te same osoby nie mogą wyjść z zachwytu jakie cudowne ciałko ma Santa - rzecz jasna uparcie odchudzając i ćwicząc na piłkach swoje psy.
Te same osoby, które uparcie obrabiają soczyste udka Santy sami nagle mają problem ze swoim psem.
No niemożliwe. Jak to się mogło stać?!



To nie przebłysk geniuszu ani nie wzrost świadomości. To kolejna (głupia?) moda, by być na czasie i cool.
Moda na posiadanie nieidealnie idealnego psa.



Ten post nie ma na celu obrażania NIKOGO. To moje przemyślenia, które kiełkują mi się w głowie przyglądając się z boku temu zafajdanemu psiemu światu..
Myślę, że każdy wie co mu w duszy gra i jeśli pisze te posty szczerze, to nie ma powodu się oburzać.


sobota, 30 kwietnia 2016

Wspólna egzystencja życia

"Czemu Ty już NIC nie robisz z Santą?!"

W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, że dojrzewa...
Tak... to chyba ten moment :P

Nie mam potrzeby już nikomu udowadniać, że Santa jest fajna, ze umie siadać i warować na komendę.
Nasze treningi są mniej lub bardziej regularne. Na pewno są to już treningi bez parcia na szkło, bo sportowa kariera Santy odeszła szybciej niż przyszła :(

Zachowanie Santy uległo zmianie z dnia na dzień. To był dla mnie szok, niedowierzanie, płacz.. Nagła zmiana planów - nie ma szczeniaczków, nie ma zawodów, nie ma luźnych spacerków w parku. To wszystko nagle znikło, wiatr rozdmuchał jak pył moje marzenia.

Musiałam od nowa nauczyć się żyć z psem, który realnie stwarza zagrożenie dla innych zwierząt ( NIE dla ludzi, proszę sobie nie dopowiadać..).
Szukanie pomocy, szukanie wyjaśnienia, szukanie rozwiązania. 

                                                    CO SIĘ STAŁO?    DLACZEGO?

Jednocześnie pojawiły się dwa problemy, dwa poważne problemy.
Po wielu konsultacjach, wertowania artykułów tematycznych, czytania książek i obserwacji przyszła odpowiedź.

Bardzo trudno hodować wyrównane psy, zdarza się, że i w miocie szczenięta znacznie różnią się od siebie temperamentem i popędami.
Hodowla idzie czasami za bardzo w prawo, a czasami za bardzo w lewo.
Mamy psy przerasowane względem wyglądu, ale i względem popędów.
I tu jest odpowiedź na pierwsze pytanie skąd u Santy tak mocno rozwinięty popęd łowiecki.
Jej potrzeba zaspokojenia jest tak duża, że niezaspokojona wyładowuje go świadomie na innych psach, kotach, wiewiórkach.
Santa od zawsze była diabłem wcielonym, ale dopiero teraz przelała się czara goryczy i pękło coś w niej. Polowanie jest zachowaniem samo-nagradzającym. Więcej psu do szczęścia nie potrzeba.

Był taki czas, że Santa polowała dosłownie na wszystko co żywe i co się rusza - na ignorowane gołębie, kaczki, niejedna wiewiórka pewnie miała stan przedzawałowy, koty chodziły po ścianach na widok Santy, a psy uciekały, gdzie pieprz rośnie. Chodzący armagedon.

Stopniowo udało się eliminować reakcje na ptaki i kaczki. Cudownie jest wychodzić z bloku i wchodzić do bloku bez strachu, ze mi pies zaraz połamie ręce, bo kilka kotów biega 10 metrów od nas. Cóż metoda dość prymitywna, ale obite chore kolana, obita twarz i nos i wybity bark... uświadomiły Sancie, że więcej takiego zachowania nie zdzierżę :P
Z psami, jak to z psami... Wiele zależy od środowiska, którego nie jestem w stanie kompletnie kontrolować. Mam wrażenie, że otaczają mnie ludzie z IQ mniejszym lub równym Amebie.



 Praca nad równowagą psiego umysłu jest o wiele bardziej pracochłonna niż nagrywanie filmów na YT ;) Stąd zastój w blogowaniu, zdjęciach i filmach.

To była trudna decyzja, ale ostatecznie zrezygnowałam z treningów obrony. Treningi za bardzo rozwalają ją emocjonalnie. W zasadzie nie wiem kogo bardziej - mnie, że nie daje rady być przewodnikiem dla takiej dominującej i niezależnej suki na obronie czy Santa, która ma mnie za przewodnika...
Potrzebujemy obie równowagi w życiu.
Wyciszamy emocje, zaczęłyśmy dogtrekking, dalej robimy obedience, chodzimy na spacery, spotykamy się z psimi ziomkami. Po prostu... żyjemy i egzystujemy wspólne życie.

Wszystko ma jakiś cel, naszym celem na najbliższe lata to zwiedzenie wspólnie świata.
Co za rymy xp

I..... przygotowujemy się do życia z drugim parszywym smrodkiem... ;)


 Ale nie powiem nic nikomu! To nasza wspólna tajemnica ;)



piątek, 8 kwietnia 2016

Postępy w reakcji na psy

Minęło już trochę czasu odkąd zachowanie Santy zmieniło się o 180 stopni.
Santa nadal jest krwiożerczą bestią, ale jestem wstanie znowu ją kontrolować.
Długa droga za nami, a przed nami jeszcze dłuższa do odzyskania spokoju i poukładania sobie wartości w Santowej główce.

Co udało nam się osiągnąć?

Wprowadzenie jasnej i czystej komendy dla psa oznaczającej "TO ZACHOWANIE JEST DOBRE, KONTYNUUJ JE". To jedyna komenda jaką używam przy psach. Santa uczyła się jej od nowa. Inne hasło, inna sytuacja, inne bodźce. To musiała być mocna komenda, która jednocześnie chwali i zakazuje psu innej czynności. Czynności, która jest samonagadzająca, a do tego bardzo kusi (zakazany owoc jest najlepszy :))
Jestem wzruszona, gdy widzę Santę w trudnej sytuacji, kiedy walczy sama ze sobą, kiedy pokusa jest tak duża, tak mocna, a z drugiej strony ja mogąca zaoferować jej "tylko" smaczka i pochwałę...

 Udało nam się wyeliminować jeżenie się podczas mijania się z innym psem. To drugi etap z długiej listy do przerobienia.
Mijany pies przestał być obiektem do konfrontacji i pokazu sił.
Nie ma już oglądania się za psem, jeżenia się (a jeżenie było bardzo imponujące), nie ma sztywnego chodu. Nie ma już niepewności w danej sytuacji - atak czy podążanie za przewodnikiem.

Obecnie Santa idzie luźnym krokiem mijając psa, lekko podnosi ogon. Ogon jest luźny, luźno machający. Bez spięcia. Sierść na miejscu.

Santa potrafi już oglądać psy z daleka i z bliska.

Czasami zdarza jej się przyczaić na psa, gdy idziemy na niego na wprost. Ale tak jak napisałam wyżej, gdy dochodzimy do psa jej zachowanie od razu ulega zmianie.


Potrafi odwołać się od patrzenia w psa. Potrafi odwołać się od wąchania psa.
U weterynarza sama proponuje "zapoznanie się" z drugim psem. Obwąchuje spokojnie, bez strachu, bez napięcia.

Zaczęła używać nosa gdy, widzi psa. Widać, że stara się odczytać sygnały innych psów.

Ostatnio była również na spacerze z małym shih-tzu. Totalny brak zainteresowania drugim psem.

w tle dwa psy


Nadal największym problemem są szczekające psy zza bramy. Pracuje przy psach, które są za bramą. Spokojnie obwąchuje się z tymi, które są zainteresowane. Chociaż widać, ze jeszcze dość niepewnie.
Nadal ma problem z opanowaniem się przy psach, które rzucają się jak opętane na siatkę, gdy obok nich przechodzimy. To dla niej jeszcze za trudne. Ale dzięki komendzie, którą wprowadziłam opanowuje się na tyle że jest wstanie przejść nie zagryzając psa przez siatkę :)
To wygląda jak walka Szatana z Bogiem. Miota nią, ale już coraz częściej i szybciej rezygnuje z jadki z psem zza ogrodzenia.

Kolejnym etapem będzie spacer z kilkoma spokojnymi psami. A następnie spacer luzem w kagańcu i ćwiczenie odwołania. Na sam koniec aktywne dotykanie i zostawanie w grupie bez linki.
Może kiedyś odważę się ponownie puścić Santę luzem w parku :)