niedziela, 9 kwietnia 2017

Pies o jakim marzyłam

Kiedy w 2016 roku wybrałam się na drugie seminarium z Jirim Scucka dotyczące agresywnych zachowań u psów myślałam, że to seminarium wyjaśni mi dlaczego mój pies z dnia na dzień stał się dzikim stworzeniem
Jiri powiedział, żeby nie rozmyślać co jest przyczyną, bo zachowanie już jest i się utrwala i trzeba zacząć działać. Trzeba patrzeć na efekty.

Nie pozwalało mi to jednak spać. Każde nowe zachowanie, czasami niejasne dla mnie i w sumie dla innych psów również wprawiało mnie w osłupienie.
Serio nie wiedziałam czy ten pies ma traumę, czy się boi, czy głosy każą mu zagryzać wszystko co się rusza. Czy to agresja socjalna, lękowa, nieafektywna, terytorialna,  wynikająca z frustracji, pamięciowa....
Czy po prostu dojrzała i tak jej się spodobało, że zostanie killerem.




Wiele czynników nałożyło się na to zachowanie. Nie zawsze występuje jeden typ agresji, który podany jest jak na tacy. Okazało się, że u Santy można podpiąć się i pod agresję nieafektywną (łowną), która była i jest u nas największą bolączką. Co za tym idzie zachowania agresywne pojawiały się wyniku frustracji z niemożliwości upolowania czegoś na ząb i zaspokojenia łańcucha łowieckiego.

Kolejna sprawa tyczyła się charakteru i temperamentu Santy.
No nie jest to jedno z najmilszych stworzonek.
Można to było zauważyć na treningach obrony, gdzie swego czasu pluła jadem dalej niż widziała. Nie było to dobre, bo jej treningi były jednym wielkim i niekończącym się pojedynkiem.
Wcześniej zdarzały się sytuacje, gdy zaatakowało nas coś albo ktoś to zęby szły w ruch.
Taki pies, taka rasa.

Uwielbiam takie psy, lubię psy temperamentne. Wszak nie po to kupiłam użytka, żeby płakać, że jest agresywny.
Co to, to nie.
Aczkolwiek nagła zmiana zachowania była dla mnie tak drastycznym wydarzeniem połączona z zrezygnowaniem z hodowli, że totalnie rozłożyła mnie na łopatki.

Cały misterny plan się rozpadł na kawałki tak samo jak moje marzenia, którym brakowało ociupinkę do spełniania.


Czekaliśmy na cieczkę. Cieczka się spóźniała, a mnie zachowanie Santy coraz bardziej zastanawiało.
Czas mijał, a ja na kazdym spacerze wracałam zapłakana, bo muszę podjąć decyzję.
I podjęłam.

Santa została wieczną dziewicą, a ja rozdarta na pół próbowałam poskładać siebie i tego dzikusa.

Cieczki nadal nie było. Pomyślałam, że może to było spowodowane tym, ze przenieśliśmy się w nowe miejsce. Chociaż wcześniej przeprowadziliśmy się i cieczka przyszła punktualnie.


To co działo się u nas przez te rok opisałam pokrótce w podsumowaniu 2016 roku.

Rok mijał a cieczki ani widu ani słychu.
Po 1,5 roku dostała w końcu cieczkę. Kompletnie nie spodziewanie. Wcześniej każda cieczka przychodziła punktualnie co do dnia.
W dniu, kiedy nieznany nam pies był zainteresowany randką z Santą nigdy nie zapomnę. Wszak o mało co biedny kawaler prawie zginął, a ja skutki ratowania go odczuwałam przez ponad miesiąc.

Z czasem udało się wyegzekwować spokój na smyczy i choćby skały skakały to za wyrwanie się do psa na smyczy groziła jedna kara. Kara śmierci. Piesek doskonale rozumiał, ale czasem sprawdzał, czy nadal aktualne.

No ale co z tego, że na smyczy jest luz, jak nie mogę spuścić psa ze smyczy w miejscu publicznym, bo albo mnie nerwica bierze jak patrzę na ludzi mających wszystko w nosie albo muszę co chwilę łapać psa, bo psy luzem biegają i zawsze jakiś odbiegnie. Czasem wiewiórka (brak zakończenia łowieckiego -> frustracja -> atak na najbliższe zwierze).

Przyszła kolejna cieczka. +/- po pół roku od poprzedniej.  Czyli w miarę trzymała się kalendarza.
I od tamtej pory zachowanie Santy zmienia się o wiele szybciej i z większym efektem niż poprzednio.

Wykorzystując Blowa, i to, że to bardzo stabilny i zrównoważony pies Santa dawała się przekonać,że pieski nie są takie straszne jak o nich mówią.
Oczywiście, nie było kolorowo Santa dawała upust swoim nagromadzonym emocjom w pogoni za Blow. I to było coś, czego kurcze nie mogłam przeskoczyć. No jak mam ją zatrzymać z pogoni? O ile przy samym psie i ataku na niego mogę się wydrzeć i ją odwołać od walki, tak z samej pogoni - nie ma bata.


Znowu stanęliśmy w miejscu.
Santa znowu trafiła na psy, które skutecznie wyprowadzały ją z równowagi i znowu pluła jadem.

Aż pewnego dnia pogoniła sarnę i tym samym zapieczętowała swoją przyszłość. 
OE.
Dzięki dobrze zastosowanej i uwarunkowanej obroży Santa na spacerach zeszła z poziomu "no dalej, gdzie jest ta ofiara, no dalej, niech mi tylko wyskoczy zaraz ją dorwę". Rzadko zdarzało się, by relaksowała się przez cały spacer. Jak weszła w tryb łowcy tak koniec. Po psie. Pies przepadł.

Nieoczekiwanie zastosowanie OE zadziałało również na ekscytacje psami, wszak wcześniej one tez były potencjalnymi ofiarami.
Santa zaczęła ignorować psy, chodzić sobie koło mnie. Może teraz wygląda na smutnego pieska, ale teraz na spacerze na prawdę widać, że odpoczywa.

I to nasza historia. Cieszę się, że Santa wróciła. W końcu (znowu) mam psa jakiego chciałam. Co prawda zawsze z palcem na "czerwonym guziku", ale to niesamowita ulga dla mnie i dla psa.

Santa w końcu daje mi kontrolować sytuację. Kiedy obcy pies podchodzi daje mi czas na reakcję bym odsunęła psa od niej. Wiele psów, które koniecznie chcą się przywitać przeżywają pierwszy kontakt z Santą, bo ona doskonale rozumie, że za to jest super nagroda.

Podsumowując nagła zmiana zachowania, to najprawdopodobniej zaburzenia hormonalne połączone z jej naturalnymi predyspozycjami do zachowań agresywnych.
To nadal pies dominujący i lubiący konfrontację. To co wyprawiała przez ponad rok dawało jej wielka radochę i satysfakcję - wygrana walka z psem to bardzo nagradzające i podnoszące samoocenę zachowanie. I nadal to pamięta, a ja nie zabraniam jej już obrony przed innymi psami pod blokiem. Lepsze to niż szarpanie się z 30 kg psem i nakręcaniem go jeszcze bardziej.

Ten rok to była jazda bez trzymanki. Szkoła życia. Najlepszy nauczyciel. Duże doświadczenie. Po prostu bomba ;)





W następnym poście spróbuję opisać na naszym przykładzie 7 podstawowych zasad w pracy w resocjalizacji agresywnego psa (każdego zachowania, które nie jest normalne).

wtorek, 7 marca 2017

Jak BARF zmienił pieskie życie

Jestem wygodnym człowiekiem, a do tego strasznym leniem. Do tego kompletnie nie wyobrażałam sobie trenować z psem i nie móc go niczym pożywnym nagrodzić.
 
Nie no, BARF? Jakaś abstrakcja.
Do czasu.

Szukałam jakiś naturalnych specyfików na gronkowca. Ani antybiotyki nie działały (jedynie zaleczyła tego Gnojka do następnej wilgoci, albo obniżenia odporności, np cieczki.), ani dobre karmy, ani witaminki, cuda wianki. Chuchanie i dmuchanie też nie podziałało.

Czytałam coraz więcej o surowym żywieniu psów, coraz więcej czytałam o tym jaki syf jest w  suchej karmie. Przerażało mnie, to co dzieje się z biegiem czasu w psim organizmie.

Podjęłam decyzję.
Przechodzimy na BARF.
Nieoceniona była pomoc Kamili, która z cierpliwością i szczegółowo odpowiadała na każde nawet najprostsze pytania. Zresztą do tej pory to robi, za co bardzo Jej dziękuje.
Chyba jak każdy, kto przechodził na surowe karmienie wpadał w panikę, bowiem legendy i mity krążące wokół tej diety są nieprawdopodobne.

W między czasie zmieniłam Sancie karmę z markusa na caniverę. Chciałam zobaczyć jak zareaguje na karmę standardową (markus jest tłoczony na zimno). Długo mieszałam jej te dwa rodzaje karmy i w momencie, gdy 3/4 dawki stanowiła canivera, tak szybko pies zaczął tracić na wadze, sierść wypadała jak przy przyjmowaniu chemii. Każde głaskanie psa kończyło się odkurzaniem całego pokoju. Sierść nie muszę mówić, ze z przyzwoitej zmieniła się w trociny.

Nie ma co czekać do końca worka, bo z owczarka zrobi mi się nagi peruwiańczyk. Cały worek wydany za pół darmo - byle tylko to ktoś wziął - i do sklepu po mięso.

I tak zaczęła się nasza mięsna przygoda.
Po 2 tygodniach sierść przestała wypadać, zaczęła się błyszczeć. Z czasem zrobiła się mięciutka, a jednocześnie nie zatraciła swoich wodoodpornych właściwości.
Zęby są idealnie czyste i nie śmierdzi jej z pyska jak z groty niedźwiedzia.

Ale najważniejsze. Uszy! Od 4 miesięcy nie było u nas gronkowca. A przecież przeszłyśmy najtrudniejszy czas - jesień i zimę i teraz mokra wiosnę. ba! Była nawet cieczka. Tu kolejny fenomen. Wcześniej Santa liniała raz do roku - jej sezon zrzucania sierści to ok 365 dni.. ;) W tym roku Santa zaczęło lekko zrzucać sierść z tydzień przed cieczką, zakończyła wylinkę jakoś w połowie.
I już.
To jest cudowne.

Po ok 2 miesiącach zrobiłam kontrolne badania, który wyszły bardzo dobrze.

Nie zostanę BARFnym fanatykiem, bo sama będę musiała sięgnąć co jakiś czas po suchą karmę.
Natomiast nigdy już nie wrócę do karmienia samą suchą karmą.