sobota, 22 lipca 2017

Wilcze rzeczy, czyli psia szafa


  Tak, przyznaję się - uległam pokusie i postanowiłam porobić parę zdjęć tych wszystkich gratów, które są nam niezębne do życia.
Oczywiście nie zrobiłam zdjęć wszystkiego, bo to oznaczałoby wyrzucenie wszystkiego z szafek i poukładanie tego jeszcze raz, co dla mnie jest nie lada wyzwaniem :D

Zacznijmy może od rzeczy spacerowych. Nie mamy tego zbyt wiele, wiec pójdzie szybko.


1. Różowa obroża HUNTER, 4 cm. Santa nosi ja tylko wtedy, gdy zdejmę jej łańcuszek i nie mogę go znaleźć.
2. Niebieska smycz DOG'S CRAFT, 2m.
3. Łańcuszek, który nosi 24h/7 dni w tygodniu. Chyba, że go zdejmę i nie wiem gdzie położyłam...
4. Piłka "memłak", do wychodzenia na spacery, do żucia w domu.
5. Oprócz tego zestawu posiadamy jeszcze Smycz FLEXI Neon, 5m.


















Nie rozstajemy się na krok z najlepszym dobrodziejstwem jakie mogło mnie spotkać, czyli Obroża Elektryczna firmy DOG TRACE d-control 1000+



























Teraz przechodzimy do rzeczy spacerowych lvl ekspert, czyli akcesoria na wyprawy.

1. Pas z amortyzatorem firmy DOG STYLE.
2. Niebieska smycz z amortyzatorem firmy SALI.
3. Niebieskie szelki RUFFWEAR Web Master Harness.
4. Niebieskie szelki guardy firmy PITMAN.
5. Buty firmy TRIXIE Walker Active
 



I ostatnie nasze ulubione, czyli rzeczy na trening. Większość z tych rzeczy znajduje się w samochodzie, który jest moim i Santy drugim domem.

Wyrzucając zbędne (:P) koło zapasowe, mamy ogromny schowek na nasze rzeczy.
A są tam między innymi:


1. Pachołki.
2. Aporty.
3. Kamizelka treningowa oraz saszetka.
4. Linka treningowa 10 m.
5. Linka treningowa 3 m.
6. Znaczniki.
7. Dyski.
8. Kaganiec JVM.
9. 2 taśmy do kwadratu firmy DOG'S CRAFT oraz śledzie.
10. Miski na wodę.

Nad schowkiem swój tyłek wozi Santa w klatce firmy FREPLAST Atlas Car 80.


Klatka wyposażona jest w dwa schowki, w których chowam zabawki do treningu oraz kolczatkę i krótką smycz 1,5m.























1. Gryzak z materiału ringo firmy GAPPAY.
2. Piłka 7 cm firmy GAPPAY
3. Kolczatka na zatrzask firmy GAPPAY.
4. Smycz 1,5m firmy SOLOGNACK
Na drugim zdjeciu
5. Piłka z taśmą 7 cm firmy COLLAR Liker Cord
6. Piłka z amortyzatorem 6 cm firmy DOG'S CRAFT.


Aporty:
1. Para Aportów drewnianych  rozm. L firmy Collision Course
2. Aport metalowy hand made
3. Aport drewniany rozm. S firmy Collision Course

Oprócz tego w samochodzie wożę jeszcze przeszkodę oraz kolejne dobrodziejstwo, czyli bacik firmy GAPPAY.


W domu można jeszcze znaleźć  przedmioty do śladów, patyczki węchowe do obi, a'la furminator, kliker, kostki z foliami na psie odchody i smaczki...



poniedziałek, 26 czerwca 2017

6 błędów w wychowaniu szczeniaka


Euforia towarzysząca przy zakupie lub adopcji szczeniaka jest tak wielka, że w wielu przypadkach przyćmiewa rzeczywisty obraz. To wielkie wydarzenie, gdy w końcu do naszego domu przybywa długo wyczekiwany szczeniaczek. Plany co do niego mamy wielkie - zwłaszcza osoby związane ze sportami kynologicznymi - a ambicje jeszcze większe. Nie jest tu obce zjawisko - szybciej, więcej, lepiej, efektowniej... Podczas snucia planów na przyszłość, między palcami przecieka nam szybka teraźniejszość.
Co według mnie jest najpoważniejszymi problemami w wychowaniu szczeniaka i na co kładę największy nacisk?



1. Nie jest tajemnicą, że przerażony światem szczeniak puszczony ze smyczy będzie podążał za właścicielem. Zakładając, że już rozpoznaje kto jest kim. Nie jest również tajemnicą, że w późniejszym czasie, sporo szczeniaków przekłada swoją ciekawość świata nad bezpieczeństwo i kontakt z właścicielem. Tym samym szczeniak uczy się chodzić gdzie chce, kiedy chce i do kogo/czego chce. Chodzenie na smyczy przez kilka pierwszych miesięcy życia psa, nie jest karą ani odbieraniem szczeniakowi "dzieciństwa". Odpowiednio długa smycz (1,8-2,3 m), jest wystarczająca do odkrywania świata w bezpiecznej odległości i zawsze pod kontrolą człowieka. Pies uczy się, że korzyść zawsze znajduje się u przewodnika, a przez brak możliwości podchodzenia do wszystkiego co się rusza uczy ignorowania świata. A do tego uczy się przebywać blisko przewodnika. To właśnie w tym momencie pies uczy się idei luźnej smyczy, która jest jednym z najczęstszych problemów w życiu z psem. To przez brak luźnej smyczy spacer staje się koszmarem, męczarnią i szybką drogą do konfliktów i nieporozumień z psem.
Smycz, to przedłużenie ręki przewodnika. Dzięki smyczy komunikujemy się z psem - napięta smycz, to brak możliwości komunikowania się. Myślę, że nie jest Wam obce pojecie szumów komunikacyjnych - napięta smycz to nic innego jak przeszkoda w łączności z naszym psem. Każdy sygnał jest zniekształcony i niezrozumiały dla naszego psa. Napięta smycz, to głównie brak zainteresowania właścicielem, nuda czy ekscytacja środowiskiem.



2. Równie ważne i połączone z luźną smyczą jest przywołanie lub jak kto woli - odwołanie. Przemierzając świat ze szczeniakiem na długiej smyczy dajemy mu możliwość swobodnego eksplorowania otoczenia jednocześnie mając pełną kontrolę nad tym, aby naszego ciekawskiego szczeniacza odwołać. Przy pomocy smyczy, nie dajemy psu wariantu negocjacji co do szybkości swojej reakcji. Dzięki smyczy każda reakcja na zawołanie jest natychmiastowa. Pies nie zna innej opcji niż powrót do właściciela w jednej chwili. Puszczając szczeniaka luzem i dając mu możliwość odkrywać świat na własna łapę, nie mamy żadnej kontroli nad tym jak szybko pies do nas wróci.. i czy w ogóle wróci. Dajemy psu możliwość wyboru - wrócić czy nie wrócić. Prędzej czy później pojawiają się problemy, a czasem i katastrofa.

3. Każdy słyszał o socjalizacji. Szczeniaka należy socjalizować, by później niczego się nie bał, ani nie sprawiał problemów... No tak, słowo wszystkim znane, ale w większości nie zrozumiałe. Prawidłowa socjalizacja psa, to nie puszczenie go luzem w parku i niech się dzieje wola każdego, tylko nie nasza. Czasami to, co ludzie uważają za właściwą socjalizację, powoduje rozwój problemów, zamiast im zapobiegać.
Socjalizacja to proces przyzwyczajania psa do społeczeństwa, ale też obejmuje naukę prawidłowych relacji z ludźmi czy innymi psami (zwierzętami ogólnie).
W żadnym wypadku nie jest prawidłowym zachowaniem puszczanie szczeniaka samopas, by pobawił się ze swoimi "psimi kolegami", ani też głaskanie przez obcych ludzi w każdej sytuacji. Prawidłową socjalizacją nie jest także chodzenie z przerażonym szczeniakiem po różnego rodzaju eventów ludzkich czy psich.



4. Brak zakazu
Tradycyjnie "ojojanie", albo "groźby" bez pokrycia są na nic, kiedy pies nie rozumie idei korekty, albo kary. Aktualnie nie wyobrażam sobie życia z Santą bez komendy zakazującej. Maksymalne jej wzmocnienie, to miód na moje serce w życiu codziennym z tym potworem.
Im dłużej szczeniak będzie bezkarnie robił co chciał i nas ignorował, tym trudniej będzie w przyszłości wyegzekwować zakaz. Warto o tym pamiętać nawet wtedy, gdy nasz szczeniak wiedzie beztroskie życie.


5. Brak podstaw w treningu
Wszystko na już, na teraz, na za 5 minut. Brak podstaw zawsze się zemści. Nie można liczyć funkcji trygonometrycznej bez umiejętności dodawania, odejmowania i mnożenia... Dlaczego więc  każemy szczeniakowi robić skomplikowane czynności, skoro nie zna prostych, ale jakże ważnych rzeczy jak chociażby podążanie za ręką ze smaczkiem, jak komenda zwalniająca, jak znaczenie pochwał...
I jedno z ważniejszych dla mnie, czyli dbanie o psie emocje. Myślę, że można to zakwalifikować do podstaw w treningu.

Cieszę się, że od niedawana istnieje moda na dawanie szczeniakom dzieciństwa.. byle tylko teraz nie poszło to w drugą stronę. Wszystko z umiarem.


6. Brak konsultacji z trenerem
"Ja już wszystko wiem, to nie jest mój pierwszy pies". Oj znana i popularna postawa. Wcześniej czy później i tak pojawimy się na dywaniku u trenera i będziemy bawić się w naprawianie tego co spartoliliśmy na początku ;) Nawet będąc doświadczonym trenerem, właścicielem warto trenować przy kimś, kto spojrzy z boku i doradzi, z kim można zrobić burze mózgów i nie stać w miejscu.


To tylko subiektywne przemyślenia odnośnie szczeniąt. Temat wychowania szczeniaka i wprowadzenia go w dorosłe psie życie jest ciągle na czasie.
Z własnego doświadczenia wiem, jak wiele głupich błędów popełniłam, które w okresie "buntu" i późniejszym odbiły się na naszych relacjach z Santą.  Można powiedzieć, że większość powyższych kwestii przerabiałam od początku z czteroletnim psem, któremu przestawiły się horyzonty ;) 
Pamiętajcie, że zachowania wyuczone i mocno nagradzane przez środowisko bardzo trudno "anulować" w psiej świadomości. Doskonale przecież wiemy, że łatwo pisze się na czystej, białej karcie papieru, niż na zamazanej i pogniecionej kartce.

środa, 26 kwietnia 2017

7 podstawowych zasad w pracy z agresywnym psem.

W poprzednim poście obiecałam zająć się tym tematem. Była bardzo dużo głosów za, wiec jest...
7 podstawowych zasad w pracy (resocjalizacji) z agresywnym psem.

To 7 szeroko rozumianych zasad w pracy nad większością psich zachowań, które należy rozpracować i przypisać indywidualnie do każdego przypadku.
Żeby nie były to tylko suche fakty i czysta teoria do każdego z punktów podam przykładowe ćwiczenia, które wprowadziłam w resocjalizacji Santy.

1. Prewencja, czyli wszystkie działania mające na celu zapobieganiu wystąpienia danego zachowania, ale także przewidywaniu przez nas jak zachowa się pies.

W naszym przypadku najstraszniejszą sytuacją było spotkanie luźno-biegających, podbiegających i szczekających psów sąsiadów, które doprowadzały Sante do furii, która później przenosiła się na psy o podobnym wyglądzie (np. średniej wielkości czarne kundle), a co za tym idzie dostawała wścieklizny na widok takich psów.
Szarpanie się z własnym psem, próba odgonienia tamtych delikwentów i jeszcze strzępienie gardła żeby sąsiedzi zabrali psy było najtrudniejszym elementem w mojej układance. Ciągłe konflikty i nienarastająca frustracja podczas takiego cyrku powodowała na samym początku, że każdy mały sukcesik znikał w czarnej otchłani.
Aby ograniczyć do minimum spotkania z tymi psami, musiałam zapoznać się z harmonogramem wychodzenia z psami wszystkich sąsiadów i wymykać się z domu z psem gdy droga była "czysta".

Inna sytuacja to przewidywanie zachowania obcego psa. Podczas resocjalizacji należy mieć oczy dookoła głowy i wyszukiwać psów szybciej niż mój własny to zrobi. tym samym jeśli zauważę luzem biegającego obcego psa pierwsza, wnet wołam swojego, zapinam na smycz i idę w drugą stronę nie powodując konfliktu.


2. Współpraca z lekarzem weterynarii jest chyba za każdym razem proponowana przez behawiorystów. Nawet wtedy, gdy pies po prostu ciągnie na smyczy ;) O ile w takich przypadkach jest to co najmniej śmieszne, tak w zachowaniach agresywnych, które nie wynikają jasno z sytuacji (pogryzienie, lękliwość, terytorializm, itp) warto udać się do weterynarza i przeprowadzić badania.  Agresja może wynikać z bólu, może mieć podłoże neurologiczne albo może mieć związek z zaburzeniami hormonalnymi.


3. Trening posłuszeństwa i komunikacji ze swoim psem. Negatywne zachowania u psa zazwyczaj pojawiają się wtedy, gdy następuje konflikt w sygnałach wysyłanych przez parę człowiek-pies.

Nasze relacje z Santą nie były najgorsze, ba nawet myślałam, że są na fajnym poziomie zrozumienia obustronnego. Wydawało mi się. Byłam bardzo skupiona na efektach treningu sportowego, ale zapomniałam zwrócić uwagę na to co jest poza treningiem.
To bardzo istotna sprawa, chociaż nie zawsze dostrzegana.
Zrezygnowałam na rok z treningów obrony i częściowo z treningów obedience. Całkowicie skupiłam się na spacerach, odrywaniu zachowań i reakcji psa. I moich.
Rzecz jasna robiłam krótkie treningi posłuszeństwa, które w praktyce były moją nauką jasnej komunikacji w treningu z psem. Tym sposobem - przez odpowiednie i jasne tłumaczenie - pies nauczył się puszczać piłkę, a później rękaw.

A, no i oczywiście dosadne zrozumienie co oznacza luźna smycz i co grozi za napięcie smyczy podczas chęci ataku na innego psa.

Przez trening rozumiem także zaspokojenie naturalnych potrzeb psa - wysiłek psychiczny i fizyczny, aby wyeliminować wybuch agresji wynikającej z frustracji i potrzeby "wyżycia się".


4. Kontrwarunkowanie, to najprościej mówiąc
odwrócenie o 180 stopni uczuć i skojarzeń psa dotyczących danej sytuacji. Negatywne skojarzenia zastępujemy pozytywnymi wzmocnieniami.
Tym samym spokojna obserwacja obcego psa oznacza nagrodę od przewodnika.
Za każde spojrzenie na psa Santa dostawała nagrodę, za każde spokojne przejście obok psa - nagroda. Na początku była to szarża (ale w granicach luźnej smyczy), później totalne napięcie i jeżozwierz na ciele, później tylko zjeżenie, aż do całkowitego luzu. Oczywiście każde z tych zachowań występuje nadal - sporadycznie, aczkolwiek jej pozycja ciała zależy w dużej mierze od tego w jakiej sytuacji się znalazła . Wiadomo.


5. Habituacja (przywykać)
odgrywa istotną rolę, ponieważ umożliwia pomijanie informacji nieistotnych (widok i obecność psów). Można ją traktować jako najprostszą formę uczenia się, polegającą na wyzbywaniu się dawnych reakcji i stopniowym eliminowaniu bezużytecznych działań. Stopniowo pies przestaje reagować na powtarzające się bodźce, które nie mają istotnego znaczenia biologicznego, a zarazem nie są nagradzane ani karane.
Najprościej proces habituacji przeprowadzić w parkach, chociaż najlepszą formą przywykania do obecności psów są wspólne spacery ze zrównoważonymi psami, które są obojętne do środowiska. Psy nadpobudliwe i zachęcające do zabawy zazwyczaj są irytujące dla psa z problemem i łatwo wyprowadzić go z równowagi.
Ponadto treningi grupowe i praca w rozproszeniu przy innych psach warunkuje w psie, że nawet inny czterołap jest częścią nic nie znaczącego środowiska, a nie elementem , który należy wyeliminować ze świata.



6. Desensytyzacja (odczulanie) jest procesem stopniowego wprowadzania w życie psa innych osobników tego samego gatunku (w naszym przypadku - agresja do psów) w celu zmniejszenia wrażliwości na ich obecność. Desensytyzacja polega również na prowadzeniu psa w stan relaksu w obecności innych psów. Czyli dążymy do tego by pies nie był zestresowany, spięty i czyhający na odpowiedni moment, by móc zaatakować, ale żeby czuł sie zrelaksowany, odprężony i swobodny.
Dążymy do równowagi w emocjach psa.


7. Aktywne dotykanie polega na tym, by pies zaczął komunikować się ze swoim gatunkiem. W grę wchodzi obwąchiwanie, przypadkowe dotkniecie czy wpadnięcie w drugiego psa. Aktywne dotykanie przygotowuje psa, do tego że bezpośredni kontakt to nie jest rzucona rękawica i zniewaga, która wymaga rozlewu krwi. 
To było najtrudniejsze dla mnie, bo strach mi nie pozwalał na puszczenie Santy luzem już tak na dobre. Wcześniejsze próby kończyły się dosyć drastycznie, a nawet obicie kagańcem drugiego psa kończyło się nieciekawie.
Kiedy Santa zrozumiała zasady komunikowania się z psami przyszedł moment zdjęcia kagańca, ale z dodatkowym zabezpieczeniem - OE.


Przeprowadzenie wszystkich 7 punktów gwarantuje nam sukces. Wiele problemów ciągnie się latami, o ile nie przez całe życie, bo zazwyczaj pies uczy się jedynie kontrwarunkowania.

Choć zachowanie Santy uległo diametralnej zmianie, to nadal niebezpieczne stworzenie, które potrafi wyrządzić sporo krzywdy. I tylko pod moją pełną kontrolą jesteśmy w stanie normalnie funkcjonować w wielkim mieście i wśród innych psów.


I bardzo Was proszę, nie pracujcie z agresją swojego psa na własna rękę... Może nam sie wydawać wiele, że jesteśmy Bóg jedyny wie jakimi znawcami, ale dajmy spojrzeć i doradzić się u osoby z doświadczeniem. 

I pamiętajcie - strzeżcie się Behawiorystów!
Zachowań agresywnych nie da się wyeliminować smaczkami i ciumkaniem do psa.

niedziela, 9 kwietnia 2017

Pies o jakim marzyłam

Kiedy w 2016 roku wybrałam się na drugie seminarium z Jirim Scucka dotyczące agresywnych zachowań u psów myślałam, że to seminarium wyjaśni mi dlaczego mój pies z dnia na dzień stał się dzikim stworzeniem
Jiri powiedział, żeby nie rozmyślać co jest przyczyną, bo zachowanie już jest i się utrwala i trzeba zacząć działać. Trzeba patrzeć na efekty.

Nie pozwalało mi to jednak spać. Każde nowe zachowanie, czasami niejasne dla mnie i w sumie dla innych psów również wprawiało mnie w osłupienie.
Serio nie wiedziałam czy ten pies ma traumę, czy się boi, czy głosy każą mu zagryzać wszystko co się rusza. Czy to agresja socjalna, lękowa, nieafektywna, terytorialna,  wynikająca z frustracji, pamięciowa....
Czy po prostu dojrzała i tak jej się spodobało, że zostanie killerem.




Wiele czynników nałożyło się na to zachowanie. Nie zawsze występuje jeden typ agresji, który podany jest jak na tacy. Okazało się, że u Santy można podpiąć się i pod agresję nieafektywną (łowną), która była i jest u nas największą bolączką. Co za tym idzie zachowania agresywne pojawiały się wyniku frustracji z niemożliwości upolowania czegoś na ząb i zaspokojenia łańcucha łowieckiego.

Kolejna sprawa tyczyła się charakteru i temperamentu Santy.
No nie jest to jedno z najmilszych stworzonek.
Można to było zauważyć na treningach obrony, gdzie swego czasu pluła jadem dalej niż widziała. Nie było to dobre, bo jej treningi były jednym wielkim i niekończącym się pojedynkiem.
Wcześniej zdarzały się sytuacje, gdy zaatakowało nas coś albo ktoś to zęby szły w ruch.
Taki pies, taka rasa.

Uwielbiam takie psy, lubię psy temperamentne. Wszak nie po to kupiłam użytka, żeby płakać, że jest agresywny.
Co to, to nie.
Aczkolwiek nagła zmiana zachowania była dla mnie tak drastycznym wydarzeniem połączona z zrezygnowaniem z hodowli, że totalnie rozłożyła mnie na łopatki.

Cały misterny plan się rozpadł na kawałki tak samo jak moje marzenia, którym brakowało ociupinkę do spełniania.


Czekaliśmy na cieczkę. Cieczka się spóźniała, a mnie zachowanie Santy coraz bardziej zastanawiało.
Czas mijał, a ja na kazdym spacerze wracałam zapłakana, bo muszę podjąć decyzję.
I podjęłam.

Santa została wieczną dziewicą, a ja rozdarta na pół próbowałam poskładać siebie i tego dzikusa.

Cieczki nadal nie było. Pomyślałam, że może to było spowodowane tym, ze przenieśliśmy się w nowe miejsce. Chociaż wcześniej przeprowadziliśmy się i cieczka przyszła punktualnie.


To co działo się u nas przez te rok opisałam pokrótce w podsumowaniu 2016 roku.

Rok mijał a cieczki ani widu ani słychu.
Po 1,5 roku dostała w końcu cieczkę. Kompletnie nie spodziewanie. Wcześniej każda cieczka przychodziła punktualnie co do dnia.
W dniu, kiedy nieznany nam pies był zainteresowany randką z Santą nigdy nie zapomnę. Wszak o mało co biedny kawaler prawie zginął, a ja skutki ratowania go odczuwałam przez ponad miesiąc.

Z czasem udało się wyegzekwować spokój na smyczy i choćby skały skakały to za wyrwanie się do psa na smyczy groziła jedna kara. Kara śmierci. Piesek doskonale rozumiał, ale czasem sprawdzał, czy nadal aktualne.

No ale co z tego, że na smyczy jest luz, jak nie mogę spuścić psa ze smyczy w miejscu publicznym, bo albo mnie nerwica bierze jak patrzę na ludzi mających wszystko w nosie albo muszę co chwilę łapać psa, bo psy luzem biegają i zawsze jakiś odbiegnie. Czasem wiewiórka (brak zakończenia łowieckiego -> frustracja -> atak na najbliższe zwierze).

Przyszła kolejna cieczka. +/- po pół roku od poprzedniej.  Czyli w miarę trzymała się kalendarza.
I od tamtej pory zachowanie Santy zmienia się o wiele szybciej i z większym efektem niż poprzednio.

Wykorzystując Blowa, i to, że to bardzo stabilny i zrównoważony pies Santa dawała się przekonać,że pieski nie są takie straszne jak o nich mówią.
Oczywiście, nie było kolorowo Santa dawała upust swoim nagromadzonym emocjom w pogoni za Blow. I to było coś, czego kurcze nie mogłam przeskoczyć. No jak mam ją zatrzymać z pogoni? O ile przy samym psie i ataku na niego mogę się wydrzeć i ją odwołać od walki, tak z samej pogoni - nie ma bata.


Znowu stanęliśmy w miejscu.
Santa znowu trafiła na psy, które skutecznie wyprowadzały ją z równowagi i znowu pluła jadem.

Aż pewnego dnia pogoniła sarnę i tym samym zapieczętowała swoją przyszłość. 
OE.
Dzięki dobrze zastosowanej i uwarunkowanej obroży Santa na spacerach zeszła z poziomu "no dalej, gdzie jest ta ofiara, no dalej, niech mi tylko wyskoczy zaraz ją dorwę". Rzadko zdarzało się, by relaksowała się przez cały spacer. Jak weszła w tryb łowcy tak koniec. Po psie. Pies przepadł.

Nieoczekiwanie zastosowanie OE zadziałało również na ekscytacje psami, wszak wcześniej one tez były potencjalnymi ofiarami.
Santa zaczęła ignorować psy, chodzić sobie koło mnie. Może teraz wygląda na smutnego pieska, ale teraz na spacerze na prawdę widać, że odpoczywa.

I to nasza historia. Cieszę się, że Santa wróciła. W końcu (znowu) mam psa jakiego chciałam. Co prawda zawsze z palcem na "czerwonym guziku", ale to niesamowita ulga dla mnie i dla psa.

Santa w końcu daje mi kontrolować sytuację. Kiedy obcy pies podchodzi daje mi czas na reakcję bym odsunęła psa od niej. Wiele psów, które koniecznie chcą się przywitać przeżywają pierwszy kontakt z Santą, bo ona doskonale rozumie, że za to jest super nagroda.

Podsumowując nagła zmiana zachowania, to najprawdopodobniej zaburzenia hormonalne połączone z jej naturalnymi predyspozycjami do zachowań agresywnych.
To nadal pies dominujący i lubiący konfrontację. To co wyprawiała przez ponad rok dawało jej wielka radochę i satysfakcję - wygrana walka z psem to bardzo nagradzające i podnoszące samoocenę zachowanie. I nadal to pamięta, a ja nie zabraniam jej już obrony przed innymi psami pod blokiem. Lepsze to niż szarpanie się z 30 kg psem i nakręcaniem go jeszcze bardziej.

Ten rok to była jazda bez trzymanki. Szkoła życia. Najlepszy nauczyciel. Duże doświadczenie. Po prostu bomba ;)





W następnym poście spróbuję opisać na naszym przykładzie 7 podstawowych zasad w pracy w resocjalizacji agresywnego psa (każdego zachowania, które nie jest normalne).

wtorek, 7 marca 2017

Jak BARF zmienił pieskie życie

Jestem wygodnym człowiekiem, a do tego strasznym leniem. Do tego kompletnie nie wyobrażałam sobie trenować z psem i nie móc go niczym pożywnym nagrodzić.
 
Nie no, BARF? Jakaś abstrakcja.
Do czasu.

Szukałam jakiś naturalnych specyfików na gronkowca. Ani antybiotyki nie działały (jedynie zaleczyła tego Gnojka do następnej wilgoci, albo obniżenia odporności, np cieczki.), ani dobre karmy, ani witaminki, cuda wianki. Chuchanie i dmuchanie też nie podziałało.

Czytałam coraz więcej o surowym żywieniu psów, coraz więcej czytałam o tym jaki syf jest w  suchej karmie. Przerażało mnie, to co dzieje się z biegiem czasu w psim organizmie.

Podjęłam decyzję.
Przechodzimy na BARF.
Nieoceniona była pomoc Kamili, która z cierpliwością i szczegółowo odpowiadała na każde nawet najprostsze pytania. Zresztą do tej pory to robi, za co bardzo Jej dziękuje.
Chyba jak każdy, kto przechodził na surowe karmienie wpadał w panikę, bowiem legendy i mity krążące wokół tej diety są nieprawdopodobne.

W między czasie zmieniłam Sancie karmę z markusa na caniverę. Chciałam zobaczyć jak zareaguje na karmę standardową (markus jest tłoczony na zimno). Długo mieszałam jej te dwa rodzaje karmy i w momencie, gdy 3/4 dawki stanowiła canivera, tak szybko pies zaczął tracić na wadze, sierść wypadała jak przy przyjmowaniu chemii. Każde głaskanie psa kończyło się odkurzaniem całego pokoju. Sierść nie muszę mówić, ze z przyzwoitej zmieniła się w trociny.

Nie ma co czekać do końca worka, bo z owczarka zrobi mi się nagi peruwiańczyk. Cały worek wydany za pół darmo - byle tylko to ktoś wziął - i do sklepu po mięso.

I tak zaczęła się nasza mięsna przygoda.
Po 2 tygodniach sierść przestała wypadać, zaczęła się błyszczeć. Z czasem zrobiła się mięciutka, a jednocześnie nie zatraciła swoich wodoodpornych właściwości.
Zęby są idealnie czyste i nie śmierdzi jej z pyska jak z groty niedźwiedzia.

Ale najważniejsze. Uszy! Od 4 miesięcy nie było u nas gronkowca. A przecież przeszłyśmy najtrudniejszy czas - jesień i zimę i teraz mokra wiosnę. ba! Była nawet cieczka. Tu kolejny fenomen. Wcześniej Santa liniała raz do roku - jej sezon zrzucania sierści to ok 365 dni.. ;) W tym roku Santa zaczęło lekko zrzucać sierść z tydzień przed cieczką, zakończyła wylinkę jakoś w połowie.
I już.
To jest cudowne.

Po ok 2 miesiącach zrobiłam kontrolne badania, który wyszły bardzo dobrze.

Nie zostanę BARFnym fanatykiem, bo sama będę musiała sięgnąć co jakiś czas po suchą karmę.
Natomiast nigdy już nie wrócę do karmienia samą suchą karmą.