niedziela, 9 kwietnia 2017

Pies o jakim marzyłam

Kiedy w 2016 roku wybrałam się na drugie seminarium z Jirim Scucka dotyczące agresywnych zachowań u psów myślałam, że to seminarium wyjaśni mi dlaczego mój pies z dnia na dzień stał się dzikim stworzeniem
Jiri powiedział, żeby nie rozmyślać co jest przyczyną, bo zachowanie już jest i się utrwala i trzeba zacząć działać. Trzeba patrzeć na efekty.

Nie pozwalało mi to jednak spać. Każde nowe zachowanie, czasami niejasne dla mnie i w sumie dla innych psów również wprawiało mnie w osłupienie.
Serio nie wiedziałam czy ten pies ma traumę, czy się boi, czy głosy każą mu zagryzać wszystko co się rusza. Czy to agresja socjalna, lękowa, nieafektywna, terytorialna,  wynikająca z frustracji, pamięciowa....
Czy po prostu dojrzała i tak jej się spodobało, że zostanie killerem.




Wiele czynników nałożyło się na to zachowanie. Nie zawsze występuje jeden typ agresji, który podany jest jak na tacy. Okazało się, że u Santy można podpiąć się i pod agresję nieafektywną (łowną), która była i jest u nas największą bolączką. Co za tym idzie zachowania agresywne pojawiały się wyniku frustracji z niemożliwości upolowania czegoś na ząb i zaspokojenia łańcucha łowieckiego.

Kolejna sprawa tyczyła się charakteru i temperamentu Santy.
No nie jest to jedno z najmilszych stworzonek.
Można to było zauważyć na treningach obrony, gdzie swego czasu pluła jadem dalej niż widziała. Nie było to dobre, bo jej treningi były jednym wielkim i niekończącym się pojedynkiem.
Wcześniej zdarzały się sytuacje, gdy zaatakowało nas coś albo ktoś to zęby szły w ruch.
Taki pies, taka rasa.

Uwielbiam takie psy, lubię psy temperamentne. Wszak nie po to kupiłam użytka, żeby płakać, że jest agresywny.
Co to, to nie.
Aczkolwiek nagła zmiana zachowania była dla mnie tak drastycznym wydarzeniem połączona z zrezygnowaniem z hodowli, że totalnie rozłożyła mnie na łopatki.

Cały misterny plan się rozpadł na kawałki tak samo jak moje marzenia, którym brakowało ociupinkę do spełniania.


Czekaliśmy na cieczkę. Cieczka się spóźniała, a mnie zachowanie Santy coraz bardziej zastanawiało.
Czas mijał, a ja na kazdym spacerze wracałam zapłakana, bo muszę podjąć decyzję.
I podjęłam.

Santa została wieczną dziewicą, a ja rozdarta na pół próbowałam poskładać siebie i tego dzikusa.

Cieczki nadal nie było. Pomyślałam, że może to było spowodowane tym, ze przenieśliśmy się w nowe miejsce. Chociaż wcześniej przeprowadziliśmy się i cieczka przyszła punktualnie.


To co działo się u nas przez te rok opisałam pokrótce w podsumowaniu 2016 roku.

Rok mijał a cieczki ani widu ani słychu.
Po 1,5 roku dostała w końcu cieczkę. Kompletnie nie spodziewanie. Wcześniej każda cieczka przychodziła punktualnie co do dnia.
W dniu, kiedy nieznany nam pies był zainteresowany randką z Santą nigdy nie zapomnę. Wszak o mało co biedny kawaler prawie zginął, a ja skutki ratowania go odczuwałam przez ponad miesiąc.

Z czasem udało się wyegzekwować spokój na smyczy i choćby skały skakały to za wyrwanie się do psa na smyczy groziła jedna kara. Kara śmierci. Piesek doskonale rozumiał, ale czasem sprawdzał, czy nadal aktualne.

No ale co z tego, że na smyczy jest luz, jak nie mogę spuścić psa ze smyczy w miejscu publicznym, bo albo mnie nerwica bierze jak patrzę na ludzi mających wszystko w nosie albo muszę co chwilę łapać psa, bo psy luzem biegają i zawsze jakiś odbiegnie. Czasem wiewiórka (brak zakończenia łowieckiego -> frustracja -> atak na najbliższe zwierze).

Przyszła kolejna cieczka. +/- po pół roku od poprzedniej.  Czyli w miarę trzymała się kalendarza.
I od tamtej pory zachowanie Santy zmienia się o wiele szybciej i z większym efektem niż poprzednio.

Wykorzystując Blowa, i to, że to bardzo stabilny i zrównoważony pies Santa dawała się przekonać,że pieski nie są takie straszne jak o nich mówią.
Oczywiście, nie było kolorowo Santa dawała upust swoim nagromadzonym emocjom w pogoni za Blow. I to było coś, czego kurcze nie mogłam przeskoczyć. No jak mam ją zatrzymać z pogoni? O ile przy samym psie i ataku na niego mogę się wydrzeć i ją odwołać od walki, tak z samej pogoni - nie ma bata.


Znowu stanęliśmy w miejscu.
Santa znowu trafiła na psy, które skutecznie wyprowadzały ją z równowagi i znowu pluła jadem.

Aż pewnego dnia pogoniła sarnę i tym samym zapieczętowała swoją przyszłość. 
OE.
Dzięki dobrze zastosowanej i uwarunkowanej obroży Santa na spacerach zeszła z poziomu "no dalej, gdzie jest ta ofiara, no dalej, niech mi tylko wyskoczy zaraz ją dorwę". Rzadko zdarzało się, by relaksowała się przez cały spacer. Jak weszła w tryb łowcy tak koniec. Po psie. Pies przepadł.

Nieoczekiwanie zastosowanie OE zadziałało również na ekscytacje psami, wszak wcześniej one tez były potencjalnymi ofiarami.
Santa zaczęła ignorować psy, chodzić sobie koło mnie. Może teraz wygląda na smutnego pieska, ale teraz na spacerze na prawdę widać, że odpoczywa.

I to nasza historia. Cieszę się, że Santa wróciła. W końcu (znowu) mam psa jakiego chciałam. Co prawda zawsze z palcem na "czerwonym guziku", ale to niesamowita ulga dla mnie i dla psa.

Santa w końcu daje mi kontrolować sytuację. Kiedy obcy pies podchodzi daje mi czas na reakcję bym odsunęła psa od niej. Wiele psów, które koniecznie chcą się przywitać przeżywają pierwszy kontakt z Santą, bo ona doskonale rozumie, że za to jest super nagroda.

Podsumowując nagła zmiana zachowania, to najprawdopodobniej zaburzenia hormonalne połączone z jej naturalnymi predyspozycjami do zachowań agresywnych.
To nadal pies dominujący i lubiący konfrontację. To co wyprawiała przez ponad rok dawało jej wielka radochę i satysfakcję - wygrana walka z psem to bardzo nagradzające i podnoszące samoocenę zachowanie. I nadal to pamięta, a ja nie zabraniam jej już obrony przed innymi psami pod blokiem. Lepsze to niż szarpanie się z 30 kg psem i nakręcaniem go jeszcze bardziej.

Ten rok to była jazda bez trzymanki. Szkoła życia. Najlepszy nauczyciel. Duże doświadczenie. Po prostu bomba ;)





W następnym poście spróbuję opisać na naszym przykładzie 7 podstawowych zasad w pracy w resocjalizacji agresywnego psa (każdego zachowania, które nie jest normalne).

wtorek, 7 marca 2017

Jak BARF zmienił pieskie życie

Jestem wygodnym człowiekiem, a do tego strasznym leniem. Do tego kompletnie nie wyobrażałam sobie trenować z psem i nie móc go niczym pożywnym nagrodzić.
 
Nie no, BARF? Jakaś abstrakcja.
Do czasu.

Szukałam jakiś naturalnych specyfików na gronkowca. Ani antybiotyki nie działały (jedynie zaleczyła tego Gnojka do następnej wilgoci, albo obniżenia odporności, np cieczki.), ani dobre karmy, ani witaminki, cuda wianki. Chuchanie i dmuchanie też nie podziałało.

Czytałam coraz więcej o surowym żywieniu psów, coraz więcej czytałam o tym jaki syf jest w  suchej karmie. Przerażało mnie, to co dzieje się z biegiem czasu w psim organizmie.

Podjęłam decyzję.
Przechodzimy na BARF.
Nieoceniona była pomoc Kamili, która z cierpliwością i szczegółowo odpowiadała na każde nawet najprostsze pytania. Zresztą do tej pory to robi, za co bardzo Jej dziękuje.
Chyba jak każdy, kto przechodził na surowe karmienie wpadał w panikę, bowiem legendy i mity krążące wokół tej diety są nieprawdopodobne.

W między czasie zmieniłam Sancie karmę z markusa na caniverę. Chciałam zobaczyć jak zareaguje na karmę standardową (markus jest tłoczony na zimno). Długo mieszałam jej te dwa rodzaje karmy i w momencie, gdy 3/4 dawki stanowiła canivera, tak szybko pies zaczął tracić na wadze, sierść wypadała jak przy przyjmowaniu chemii. Każde głaskanie psa kończyło się odkurzaniem całego pokoju. Sierść nie muszę mówić, ze z przyzwoitej zmieniła się w trociny.

Nie ma co czekać do końca worka, bo z owczarka zrobi mi się nagi peruwiańczyk. Cały worek wydany za pół darmo - byle tylko to ktoś wziął - i do sklepu po mięso.

I tak zaczęła się nasza mięsna przygoda.
Po 2 tygodniach sierść przestała wypadać, zaczęła się błyszczeć. Z czasem zrobiła się mięciutka, a jednocześnie nie zatraciła swoich wodoodpornych właściwości.
Zęby są idealnie czyste i nie śmierdzi jej z pyska jak z groty niedźwiedzia.

Ale najważniejsze. Uszy! Od 4 miesięcy nie było u nas gronkowca. A przecież przeszłyśmy najtrudniejszy czas - jesień i zimę i teraz mokra wiosnę. ba! Była nawet cieczka. Tu kolejny fenomen. Wcześniej Santa liniała raz do roku - jej sezon zrzucania sierści to ok 365 dni.. ;) W tym roku Santa zaczęło lekko zrzucać sierść z tydzień przed cieczką, zakończyła wylinkę jakoś w połowie.
I już.
To jest cudowne.

Po ok 2 miesiącach zrobiłam kontrolne badania, który wyszły bardzo dobrze.

Nie zostanę BARFnym fanatykiem, bo sama będę musiała sięgnąć co jakiś czas po suchą karmę.
Natomiast nigdy już nie wrócę do karmienia samą suchą karmą.

czwartek, 29 grudnia 2016

Podsumowanie roku 2016

Rok 2016 planowo miał obracać się wokół rozwijających się córach i synkach Santy. Mieliśmy obserwować jak stawiają pierwsze kroki w treningach sportowych, jak pierwszy raz odnajdują pozorantów... Santa miała zdać IPO1, startować w zawodach obedience. Ach, aż smutno wspominać.
Rok 2016 dał mi ostro po dupie, ale dzięki temu poukładałam i wyznaczyłam priorytety w moim życiu.
Odstawiłam na bok, to czego od zawsze pragnęłam - starty w zawodach. No trudno, łzy się polały. Trzeba iść dalej. Trzeba się rozwijać. Trzeba stawiać sobie kolejne cele.

"Któregoś dnia tak kiedyś powiedziałam sobie,
zrobię co kocham, raczej kocham to co robię.
Któregoś dnia wierzyłam ze będzie pięknie,
tego się trzymam i nigdy nie wymięknę."

STYCZEŃ
W styczniu postanowiłam zacząć pomagać innym osobom mającym problem ze swoimi psami. Dzięki temu przez moje ręce "przewinęły" się już dziesiątki psów, wobec tego mogę rozwijać się i pogłębiać wiedzę dotyczącą uczenia się psów. Nieocenione jest doświadczenie w rozwiązywaniu i szukaniu złotego środka w treningu z psami.


LUTY
W lutym w zasadzie nic nie robiliśmy. Nadal byłam załamana zachowaniem Santy i zrezygnowaniem z planów hodowlanych. Myśli zajęłam przygotowaniem się to przebiegów obedience oraz trenowaniem do nich.


MARZEC

Marzec upłynął nam pod znakiem I Wiosennych Treningowych Przebiegów Obedience. Organizowałam je i startowałam. Wtedy podjęłam, że Santa nie wystartuje w oficjalnych zawodach... najprawdopodobniej nigdy. To był cios.
Świat mi się zawalił, gdy ułamki sekundy brakowały do tragedii. Podczas omawiania ćwiczenia Santa upatrzyła sobie ofiarę w postać ozika jakieś 200m od nas. Kątem oka zobaczyłam jak zesztywniała i czekała na "sygnał do startu" od głównodowodzącej jednostki w jej głowie...

W tym miesiącu wybraliśmy się na drugie seminarium z Jiri Scucka, na temat eliminowania niepożądanych zachowań - agresja. Poznałam 7 podstawowych fundamentów pracy z agresją. Zaakceptowałam też fakt, że agresja to czysta natura i nie mogę mieć pretensji do psa rasy użytkowej (i agresywnej), że jest agresywna. Zresztą jej zachowanie zapowiadało sie na takie od kiedy zobaczyłam ja w hodowli. A szydło wyszło z worka akurat teraz.




KWIECIEŃ
"To nie moja wina jaki mam charakter, ale Twoja wina za to jak się zachowuje".
To moje motto w życiu z Santą.
To były jedne z trudniejszych chwil, gdy wszystkie zachowania Santy się nasilały przez regularne wprowadzane nakazy i zakazy w kontaktach z psami. To była walka. Gdybym przerwała teraz jej zachowanie było by bardziej dzikie, furiackie i nieprzewidywalne. (Dzieje się tak, bo pies zwiększa intensywność swojego zachowania by "sprawdzić" jak mocny jest zakaz, którego musi przestrzegać. Jeśli bym ustąpiła, to jej zachowanie było by tak mocne w jakim momencie odpuściłam.)

Byłyśmy też pierwszy raz w Kielcach u Sylwii i Yody oraz Natalii i Hebana.

MAJ

W maju Santa poznała swoją pierwszą koleżankę, która ją sprytnie ignorowała ;) Ciężko znaleźć odpowiedniego psa, który poradzi sobie sam z seryjnym mordercą. Mimo, że chodziły razem na sapcery bez smyczy Santa potrafiła sprzedać jej wpierdol dla zasady.



CZERWIEC

W czerwcu kolejny regres. Jakiś pół dziki kundel nas zaatakował... Cała jazda od nowa. Warczenie i rzucanie się do gardła psom nawet na treningu.
Nie ma co się użalać, trzeba trenować, bo zawody opłacone ;)

Santa obchodzi swoje 4 urodziny.

LIPIEC

W lipcu razem z Karoliną i Texasem wybrałyśmy się do Warszawy na Treningowe Zawody o Puchar Elmo. Nasz główny cel, brak uszkodzonych przez Santę psów na zawodach. Trochę zabawy i lekki trening. Łatwe rzeczy w trudnych dla niej warunkach, dużo zabawy i pozytywnej energii. Wszystko przebiegło po naszej myśli. Nawet zajęłyśmy 9 miejsce na 13 psów. Nie robiąc kwadratu i zostawanie na lince. Ba!  nagroda za najlepsze ogólne wrażenie ;)

Po regresie przychodzi progres. Jest lepiej, drobne sprzeczki z psami nie powodują już całkowitej zmiany zachowania do poziomu minus zero.



FILM ZE STARTU

SIERPIEŃ

W końcu wakacje! Długo wyczekiwane. Ekscytacja mieszała się ze strachem. Wybraliśmy się do Czech w góry, do Pragi, gdzie Santa stanęła oko w oko z wilkami. Właściwie cały sierpień łaziliśmy po górach. To jest to co wilczaste diabły lubią najbardziej ;) Wszystkie psy mijała bezkonfliktowo!


WRZESIEŃ
 Na blogu stuknęło 100 000 wyświetleń!
We wrześniu Sancie trafiło się kilka spacerów z psami. Wszystkie żyją.
Podjęłyśmy też decyzję o kolejnych zawodach treningowych, tym razem w Kielcach.
Rozpoczęłam kształcić się w kierunku technika weterynarii.

PAŹDZIERNIK
 Wyruszyłyśmy do Kielc na Maniakalne Przebiegi Obedience, na których zajęłyśmy 6 miejsce na 15 psów w klasie 0 z oceną doskonałą. Pierwszy raz zrobiłyśmy zostawanie bez linki i tyłem do psa. Punkty poleciały nam na chodzeniu przy nodze. Trochę ją rozwaliły emocje.
Mój mały uczeń Yoda zajęła 3 miejsce w klasie puppy :)

Niestety filmu nie mam, bo Sylwia nie umie obsługiwać się kamerą...

Santa pierwszy raz od baaardzo dawna spała z drugim psem w jednym domu, w pokoju nawet.
Santa przechodzi na BARF.


LISTOPAD

W końcu wzięłyśmy się ostro do dłubania aportu. I w końcu jest!
Rozpoczęłam naukę stój z przywołania.
Santa pierwszy raz biega i bawi się z psem!!

GRUDZIEŃ

Rok kończy się najbardziej pozytywnym akcentem jakim mogłam sobie wyobrazić.
W końcu udaje się kupić teren pod plac treningowy!
1,5 roku szukania odpowiedniego miejsca. Na reszcie się udało.

Wyniki kontrolne krwi Santy pokazują, że piesek jest zdrowy a mamcia umie zbilansować surowy posiłek :D
Santa uzyskuje spokój na gryzaku i rozpoczyna swój pierwszy trening obrony w roku.


Rok 2017 będzie zajebisty <3

czwartek, 15 grudnia 2016

Trzymanie koziołka raz jeszcze

Kiedy kupiłam pierwszy aport drewniany dla psa miałam wizję szybkiej nauki trzymania. W końcu od szczeniaczka ochoczo brała w pysk wszystko - metal, drewno, plastik... Kiedy pokazałam Sancie drewniany aport zareagowała ekscytacją, gdy podałam jej go do pyska... Mniej więcej na tym zakończył się jej i mój entuzjazm.
Podgryzanie, wypluwanie, aż w końcu moje nerwy, złość.. i całkowita niechęć psa do koziołka.
No pięknie.
Odpuściłam temat aportu formalnego, bo szkoda mi było nerwów.
Kiedy moja bezsilność sięgnęła zenitu zaczęłam szukać pomocy u szkoleniowców.
Efekty były, ale tylko na pierwszym treningu. Później wracałyśmy do punktu wyjścia.

Temat nauki trzymania koziołka wraca jak bumerang średnio raz w tygodniu na facebooku.
Już ponad miesiąc zbieram się do napisania tego postu. To chyba ten moment. Musze pisać szybko zanim stracę motywację!

Na blogu Pies do kwadratu Dominika opisała naukę trzymania w 3 krokach, a postanowiłam opisać metody, systemy, triki, lekarstwo (nie traćmy czasu na nazewnictwo) na naukę trzymania, z którymi ja się zetknęłam.


Nauka poprawnej zabawy
Zabawa to podstawa jakiejkolwiek pracy. Ważne są zasady, które pies rozumie i w pełni akceptuje.
Czyste puszczanie, szybkie łapanie. Wyciszanie i walka.
Jeśli pies potrafi te cztery jakże istotne czynności, możemy na gryzaku wprowadzić wstępnie komendę do trzymania, za którą pies zawsze jest sowicie nagrodzony.
Dzięki temu wyeliminowałam nerwowe podgryzanie koziołka, bowiem pies rozumiał, że gdy nie zaciśnie paszczy najmocniej jak potrafi "króliczek" ucieknie.
Te same zasady możemy wprowadzić na koziołku.
Kiedy udało mi się zrobić w miarę czyste puszczanie na gryzaku, wprowadziłam zabawę koziołkiem. (Moją największą wadą jest, że wszystko chce na już. Całe szczęście udało mi się nic nie popsuć, a całkiem szybko Santa zrozumiała ideę puszczania koziołka).


Samokontrola
Samokontrola jest często źle rozumiana podczas szkolenia.
Każdy zna obrazek psa siedzącego przed otwartą ręką ze smaczkami.
Pytanie tylko, czy ten pies na prawdę chce te smaczki?
Czy da się za nie pokroić, czy wskoczy za nie w ogień, czy w końcu jest wstanie trzymać w pysku przedmiot nie myśląc o nim, a jedynie o tym upragnionym kawałku, które trzymamy na wysokości jego nosa?
Czy może "jak dasz, to dasz, jak nie to tez przeżyję"?

NePoPo® (Bart Bellon)

NegativePositivePositive - metoda szkolenia oparta na negatywnym i pozytywnym wzmocnieniu.
Najkrócej mówiąc pies dostający jedno negatywne wzmocnienie, dostaje dwa pozytywne. Co w ogólnym rozrachunku jest dla psa najkorzystniejsze.
Popularna nazwa nauki trzymania aportu przez negatywne wzmocnienie to tzw. "metoda siłowa".
Groźnie to brzmi, a w rzeczywistości jest to napięcie obroży (negatywne wzmocnienie) i trzymanie jej tak długo, aż pies nie przestanie podgryzać. Tym samym dostaje dwa pozytywne wzmocnienia - brak napięcia + nagroda (jedzenie, piłka).
Oczywiście siłę napięcia i akcesoria jakie pies ma na swojej szyi dostosujemy do "oporności" psa w nauce.
Najlepiej nie robić tego samemu.
_________

To są podstawowe fundamenty pracy z psem. W zasadzie nie tylko w pracy nad trzymaniem aportu.
Całą naukę trzymania rozbiłam na malutkie etapy, które w końcowym efekcie pomogły psu zmierzyć się z tym strasznym drewnianym potworem.

Pozycja głowy
Głowa Santy nie miała jednego głównego miejsca na orbicie. Można to porównać do pelikana, który połyka szalona rybę. Mniej więcej tak jej głowa szalała z aportem.
I tym razem przydała się samokontrola, która nakazała Sancie skupienie się na rozłożonych na jej głowie i pysku smaczków. W różnych pozycjach.




Podbieranie aportu
Tradycyjne podbieranie aportu robimy osobno. Dzięki chowaniu aportu w różne zakamarki budowałam w psie motywacje na ten przedmiot. A motywacja na niego była zerowa (może i minusowa, pies odsuwał się na widok koziołka), dzięki mnie i pierwszych fazach nauki :) Santa bardzo intensywnie myślała i kombinowała jak wyciągnąć koziołek min. zawieszony pod spodem taborka.

Sztuczki z aportem
To już wersja zaawansowana ucząca psa skupiania się wyłącznie na tym co robi -> szeroko rozumiana samokontrola. To bardzo pomogło Sancie w etapach nauki dostawienia do nogi z aportem.

Budowanie napięcia
Dzięki budowaniu napięcia na przedmiot jakim jest koziołek, udawało mi się uzyskać frustrację wynikająca z nieotrzymania nagrody, którym de facto z czasem stał się koziołek. To był kolejny krok do zbudowania motywacji i super pozytywnych skojarzeń z aportem.
Przez bardzo dużą chęć zdobycia aportu, musiałam wygenerować jeszcze większą chęć zdobycia osobnej nagrody -> samokontrola.


video


Kliker
Przy pracy z aportem zależało mi na jak najmniejszej ilości emocji i zamieszania. Przy zaznaczaniu pochwałą Santa nie była tak skupiona na trzymaniu jakbym sobie tego życzyła. Przez co po każdej pochwale następowało jedno podgryzienie, które skutkowało, ze ciągle byłyśmy w tym samym miejscu.
Kliker można używać na wiele sposobów -
warunkowanie klasyczne, instrumentalne poprzez tzw. kształtowanie zachowań jak i przemostowanie. Ja użyłam tej ostatniej opcji, czyli przedłużenia odpowiedniego zachowania. 
Dzięki temu Santa o wiele lepsze skupienie, a ja mogłam bezpośrednio skupić się tylko na klikaniu tego co mi się podoba.
Zanim wdrążyłam to do koziołka, uczyłam Santę co oznacza klik na komendzie "głowa" (trzymanie głowy na podłodze).




czwartek, 27 października 2016

Kolejne zawody treningowe

Za nami trzecie już w tym roku treningowe zawody obedience.
Za nami kolejny test, który potwierdził, że zachowanie Santy uległo zmianie.
Za nami kolejny etap, udowadniający, że nasza więź się zwiększyła.


Tym razem wybrałyśmy się do Kielc na I Maniakalne przebiegi obedience.
Wyruszyłam dzień wcześniej, żeby odwiedzić Sylwię i jej spleśniałego bordera, Yodę.

Było lekkie ryzyko czy Yoda przeżyje ten weekend, ale obyło się bez większych spin. Wszelkie konflikty rozmywały się po warczeniu. Pewnie uniknęłybyśmy też warczenia, ale Yoda - jak typowy border - ma w nosie, to co "mówi" do niej drugi pies. Młoda jest i głupia. Nie dostała jeszcze wciry od drugiego psa ;P

W tym miejscu proszę tez niejaką panią S. o zajęciem się rozmnażaniem swoich siostrzanych psów, a nie rozgadywanie, że kupiłam sobie nowego psa... i inne takie :*


Do rzeczy...

Na przebiegi wybrałam się na totalnym luzie.
Jestem smutna, gdy słyszę, że ktoś nie wystartuje chociażby w treningowych zawodach, bo... bo ludzie będą gadać! Że pies ma tyle miesięcy, a jeszcze czegoś nie umie, albo robi to niedokładnie...
Do czego doszło, że ludzie kupują psy i boją się realizować swoje marzenia "bo ktoś będzie gadał".

To straszne.

Nasz start uważam za bardzo udany.
Udało mi się zrealizować swoje cele, a także umocnić Santę, że atmosfera zawodów to miejsce żarciem i piłkami płynące.
Ja po prostu kocham skupienie i motywację tego psa.
Ta energia, moc, chęć.... ta niedokładność :D

Według sędziny ćwiczenia były wykonane bardzo ładnie. Lekkie niedociągnięcia. Kuleje oczywiście chodzenie przy nodze. Jej fokus na mnie jest spektakularny, ale tak niedokładny, że lecą punkty jak śnieg w grudniu.

Jesteśmy w trakcie naprawy tego nieszczęsnego ćwiczenia. Na treningach wychodzi to już w miarę ładnie. Przed samym startem również szła prosto i nie wyprzedzała. A na starcie zrobiła "starą wersję". Myślę, że to chyba za małe skupienie z mojej strony. Jednak na treningu jak to ćwiczę, to aż mi z głowy dymi. Palą się zwoje, a na starcie chyba za bardzo się wyluzowałam. Przejęła to i popłynęła.



Oceny:

Skok przez przeszkodę 8,5 pkt.
- Moje ukochane Sancioszko postanowiło się o mnie odbić, a następnie się dostawić. Miała swój pomysł na to ćwiczenie.

Zmiany pozycji 9 pkt
- Bardzo szybkie waruj, wolne siad z warowania.

Chodzenie przy nodze na smyczy i bez smyczy 7,5 pkt.
- Napieranie i wyprzedzanie.

Zostawanie 9,5 pkt.
- Piękne skupienie przez całą minutę. Pół punktu za wolne dostawienie do nogi.

Przywołanie 9,5 pkt.
- Dotkniecie przy dostawieniu.

Aport przedmiotu własnego 9 pkt.
- Wolniejsze tempo powrotu niż wysłania do aportu. Poluzowanie chwytu przy dostawieniu.

Socjalizacja 10 pkt.
- Nawet nie drgnęła ;)

Wrażenie ogólne 9,5 pkt.
- Podobno wydawała jakieś dźwięki na początku.
Ja tam nic nie słyszałam.


Przed nami chwila przerwy, ale zaraz zbieramy się do nauki kwadratu po raz... po raz któryś xD
Na przyszły rok mam zamiar wziąć udział we wszystkich zawodach treningowych.

Moje cele na przyszły rok, to zostawanie przy psach bez linki. Pies to umie i rozumie, nie zerwie się. Musze walczyć ze swoją psychiką.
Zrobienie ćwiczeń do dwójki. (kwadrat :* )
Zrobienie oficjalnej zerówki.

Oby moje plany się ziściły....

wtorek, 20 września 2016

Dlaczego mój pies chodzi na flexi?

Santa na Flexi?

O S Z A L A Ł A Ś ?!


Smycze automatyczne cieszą się spora popularnością na psich spacerkach wokół bloku.
Jest to w sumie narzędzie do samo-wybiegania się psa, szczególnie małych piesków.

Smycz ma nam - właścicielom dać kontrolę nad psem. Smycz powinna być mocna i nie rozrywająca się przy pierwszym lepszym szarpnięciu. (tak straciłam 3 smycze - nie wiem czy jestem za silna czy po prostu produkują taki szit. A smycze nie były tanie, bo rzędu 60 zł..).

Dla mnie i dla mojego psa smycz nie jest narzędziem szkoleniowym. Jest to zabezpieczenie, które uniemożliwi zerwaniu się psa w trakcie W. 
Kontroluje swojego psa głosem i gestem ciała. Mój pies nie reaguje na szarpnięcia i inne takie... metody. Jest zbyt odporna, na to co wałkowałyśmy x lat temu.

Smycz musi być wygodna dla mnie - tak wiem jestem egoistką, ale to mnie bolą kości ;)
Dlatego też mamy dwie smycze.
Pierwsza z amortyzatorem, która jak sama nazwa wskazuje amortyzuje nagłe zrywy Santy, np do kota.

Druga - automatyczna smycz flexi 5 m. 
Ta smycz nie została zakupiona dla mojej wygody, a dla komfortu psa.

Smycz tą używamy, gdy spotykamy się z innymi psami, ponieważ Santa potrzebuje przestrzeni. 
Ma bardzo duże ego, którego nie jest wstanie pomieścić smycz 2 metrowa... :P

A poważnie mówiąc - Santa potrzebuje przestrzeni i swobody (ale nie za dużej, coby sobie nie pomyślała za dużo). Nie lubi, nie chce i nie toleruje chodzenia przy obcym psie. Chce uniknąć kontaktu, by nie sprowokować ataku. 
Bardzo często wychodzi na przód i na boki.
To jej pomaga. To wielka ulga dla jej psychiki, gdy wie, ze ma zapas paru metrów i nie musi dotykać tego obrzydliwego psa. 

Gdy zaakceptuje już fakt, że te psy są "swoje", to zaczynają ja interesować.
A ciekawość tego psa, to pierwszy stopień do polowania
Dlatego, gdy widzę, że zaczyna poganiać drugiego psa, to bardzo łatwo, szybko i skutecznie można ja wyrwać z tego stanu i puścić dalej.

Gdy mijamy obcego psa staram sie dać jej na tyle swobody, by mogła obejść psa szerokim łukiem, a jednocześnie mieć możliwie szybką reakcję na ściągniecie psa, gdyby coś poszło nie tak.

Nie taka flexi zła jak ja malują ;)

A czy Wy prowadzicie swoje psy na flexi?

Kolejny etap, to oczywiście bieganie w kagańcu, ale o tym może za jakiś czas :)

piątek, 16 września 2016

Odpowiedzi na Wasze pytania

Jaki jest najdziwniejszy nawyk Santy?

Nie wiem czy najdziwniejszy i czy w ogóle jest dziwny, ale memłanie piłki, tzw memłaka.
Santa potrzebuje tej piłki do kontrolowania, a może raczej do hamowania emocji w domu i do zaspokojenia popędu łupu na spacerze.
Dzięki temu udaje mi się przejść przy kotach nie zatrzymując się na najbliższym drzewie.
Bardzo też pomogło nam wychodzenie z memłakiem na spacery do parku, gdzie pełno było psów, a w tle wiewiórki, które uruchamiały w Sancie "pobiec, złapać, zabić". Często z frustracji próbowała polować na psy.

Wiele zawdzięczam memłakowi, ale chyba najbardziej to, że wychodzę w ciszy z domu na dwór.



Czy żyjąc razem kierujecie się jakimiś zasadami?

Nasze życie to cały kodeks zakazów i nakazów, które Santa z wielką pasją i determinacją łamie, pokazując jak bardzo ma mnie w szerokim poważaniu.. :D

A tak na serio.. dobra to wyżej było na serio xD

Podstawowymi zasadami jest siadanie przed jedzeniem, przed wyjściem z domu i po przyjściu do domu. Siadanie przed puszczeniem ze smyczy. No ogólnie siadanie to podstawa. Ważne jest też czekanie na każdym piętrze na mnie, cobym nie musiała lecieć jak długa ze schodów. Bardzo ważne jest zakaz wychodzenia z bagażnika po otworzeniu klapy bez hasła do wyjścia.
I chyba najbardziej bezlitosny zakaz w moim domu, to zakaz bezsensownego łażenia po domu i stania jak widły w gnoju. Pies albo robi coś konkretnego, np. sępi w kuchni, albo łasi sie do kogoś albo leży.
Irytuje mnie to jak pies bezmyślnie łazi po mieszkaniu.

Wiem jestem sadystką :P


Jaki jest must have w psich zabawkach dla Ciebie a jaki dla Santy?

Idealne pytanie dla mnie :D
Najpotrzebniejszą zabawką jest piłką.. i tylko piłkę mamy.
Okej, okej.
Teraz mamy dwie piłki Gappay, gryzak Gappay do ćwiczeń z wyciszania.
Piłkę futbolówkę to ćwiczeń na pozorancie, tzw nagroda odłożona.

No i w zasadzie to tyle.


Jaki jest Wasz najczęstszy zestaw spacerowy?

Na sikupę: Flexi 5 m i memłak

Na spacery z innymi psami: Flexi 5 m do swobodnego wybierania bliskości z psem, kaganiec JVM, opcjonalnie smycz do przypięcia do drzewa.

Na długie trasy: Szelki Pitman, kaganiec JVM, smycz z amortyzatorem Sali.


Co skłoniło Cię do prowadzenia bloga?

Kiedyś jak byłam młoda i głupia, chęć chwalenia się życiem z jamnikiem. Tak kiedyś chciałam się chwalić jakiego mam zajebistego psa :D

Obecnie, służy mi do tego bym mogła wylać swoje myśli tam gdzie moje królestwo.
Mam wiele kontrowersyjnych postów nieopublikowanych, które mogłyby się okazać zbyt kontrowersyjne, jak np dawny post o tym, jaki mam pogląd na hodowanie. Nikt nie zrozumiał, każdy miał swoją wersję.