czwartek, 31 sierpnia 2017

Baltic Obedience Cup - nasz debiut

Ponad miesiąc temu zadebiutowałyśmy z Santą na oficjalnych zawodach obedience.
Właściwie, to z przypadku. Byłam jedną z organizatorek Baltic Obedience Cup. Na początku w ogóle nie dopuszczałam myśli, żeby startować. Nawet na to nie wpadłam. No bo jak, z Santą? Przecież miała zakończyć karierę jako mistrz zawodów treningowych.

Zgłosiłam się. Ahoj przygodo!

To zgłoszenie było totalnym spontanem i kompletnie nieprzemyślane.
Zawody były w lipcu, ja w połowie maja rozbiłam wszystkie ćwiczenia na czynniki pierwsze i zaczęłam uczyć Santy kwadratu. Właściwie 2 dni przed zawodami, zrobiłyśmy pierwsze zatrzymanie w kwadracie, a drugie było na zawodach.

Chodzenie przy nodze nadal odbywało się z naprowadzania żarciem, totalna rozsypka.
Santa przestała omijać pachołek, i dodatkowo miała zmienione przywołanie z dostawienia na do mnie, czyli siad przede mną.

Założenie było proste. Nie jedziemy tam po punkty, bo za co te punkty? Jedziemy zdać egzamin z życia. Jeśli coś by się wydarzyło, to oznaczałoby, że ze mnie przewodnik-dupa, a Santa wróciłaby do Azkabanu.




W podróż wybrałam się z Patrycją i Blow. Wyjechałyśmy w piątek rano, by wieczorem zrobić trening i ogarnąć ostatnie sprawy organizacyjne. I znaleźć kemping.




Zazwyczaj wszelkie sprawy organizacyjne załatwiam sama, jednak sprawę namiotu zostawiłam Patrycji. Jak się później okazało, z namiotu został sam tropik i kilka patyków xD
Jakoś z tego ulepiłyśmy domek na jedną noc. Ważne, żeby tego nikt nie dotykał, bo by się posypał jak domek z kart.


Podczas karmienia Santa wciągnęła torebkę foliową. Cała radość i euforia z wyjazdu i z zawodów od razu mi zeszła. Nie wiedziałam czy rano będziemy jechać do weterynarza czy na zawody.
Pół nocy nie przespałam, bo obserwowałam co dzieje się z psem. Santa przespała całą noc, ale w ciągu dnia było widać że foliówka uwiera jej w brzuszku.




Startowałyśmy jako pierwsze w klasie 1. Trochę za wcześniej wyjęłam Sante z samochodu, ale nie sądziłam że rozdanie nagród zerówki tak się przeciągnie.

Nasz start był niedokładny, a ból brzucha Santy jeszcze zabrał nam szybkość i dynamikę wykonywania ćwiczeń. Mogłam zapomnieć o szybkim warowaniu i siadaniu. Było mi smutno, bo zmiany w marszu to nasze ulubione ćwiczenie. Pielęgnowane.

Przy okazji Santa nie mogła zdecydować się na jedną formę wykończenia ćwiczenia, więc zrobiła pół na pół. Siadała sobie po skosie, czego nigdy nie robiła.


Obedience kl. 1, lokata 2/4, ocena bardzo dobra, 240 pkt.

1. Siad w grupie przez 1 min - 10 pkt. - Serce waliło mi tak dzwon 😃
2. Chodzenie przy nodze - 7 pkt
3. Stój w marszu - 8 pkt.
4. Przywołanie - 8,5 pkt.
5. Siad z marszu - 8 pkt.
6. Wysyłanie psa do kwadratu i waruj - 7 pkt.
7. Aport drewnianego koziołka 7 pkt.
8. Zmiany pozycji na odległość - 6 pkt.
9. Przywołanie i skok przez przeszkodę - 8,5 pkt.
10. Obieganie pachołka z przywołaniem 5 pkt.
11. Wrażenie ogólne - 8 pkt.





1 września wyjeżdżamy na wakacje. Będą góry, jeziora i morze. Od razu z trasy wpadamy na Zbalansowane zawody obi. Te zawody mają nam pokazać, czy nasze treningi przyniosły oczekiwane rezultaty i możemy już wystartować w kolejnych oficjalnych zawodach.

sobota, 22 lipca 2017

Wilcze rzeczy, czyli psia szafa


  Tak, przyznaję się - uległam pokusie i postanowiłam porobić parę zdjęć tych wszystkich gratów, które są nam niezębne do życia.
Oczywiście nie zrobiłam zdjęć wszystkiego, bo to oznaczałoby wyrzucenie wszystkiego z szafek i poukładanie tego jeszcze raz, co dla mnie jest nie lada wyzwaniem :D

Zacznijmy może od rzeczy spacerowych. Nie mamy tego zbyt wiele, wiec pójdzie szybko.


1. Różowa obroża HUNTER, 4 cm. Santa nosi ja tylko wtedy, gdy zdejmę jej łańcuszek i nie mogę go znaleźć.
2. Niebieska smycz DOG'S CRAFT, 2m.
3. Łańcuszek, który nosi 24h/7 dni w tygodniu. Chyba, że go zdejmę i nie wiem gdzie położyłam...
4. Piłka "memłak", do wychodzenia na spacery, do żucia w domu.
5. Oprócz tego zestawu posiadamy jeszcze Smycz FLEXI Neon, 5m.


















Nie rozstajemy się na krok z najlepszym dobrodziejstwem jakie mogło mnie spotkać, czyli Obroża Elektryczna firmy DOG TRACE d-control 1000+



























Teraz przechodzimy do rzeczy spacerowych lvl ekspert, czyli akcesoria na wyprawy.

1. Pas z amortyzatorem firmy DOG STYLE.
2. Niebieska smycz z amortyzatorem firmy SALI.
3. Niebieskie szelki RUFFWEAR Web Master Harness.
4. Niebieskie szelki guardy firmy PITMAN.
5. Buty firmy TRIXIE Walker Active
 



I ostatnie nasze ulubione, czyli rzeczy na trening. Większość z tych rzeczy znajduje się w samochodzie, który jest moim i Santy drugim domem.

Wyrzucając zbędne (:P) koło zapasowe, mamy ogromny schowek na nasze rzeczy.
A są tam między innymi:


1. Pachołki.
2. Aporty.
3. Kamizelka treningowa oraz saszetka.
4. Linka treningowa 10 m.
5. Linka treningowa 3 m.
6. Znaczniki.
7. Dyski.
8. Kaganiec JVM.
9. 2 taśmy do kwadratu firmy DOG'S CRAFT oraz śledzie.
10. Miski na wodę.

Nad schowkiem swój tyłek wozi Santa w klatce firmy FREPLAST Atlas Car 80.


Klatka wyposażona jest w dwa schowki, w których chowam zabawki do treningu oraz kolczatkę i krótką smycz 1,5m.























1. Gryzak z materiału ringo firmy GAPPAY.
2. Piłka 7 cm firmy GAPPAY
3. Kolczatka na zatrzask firmy GAPPAY.
4. Smycz 1,5m firmy SOLOGNACK
Na drugim zdjeciu
5. Piłka z taśmą 7 cm firmy COLLAR Liker Cord
6. Piłka z amortyzatorem 6 cm firmy DOG'S CRAFT.


Aporty:
1. Para Aportów drewnianych  rozm. L firmy Collision Course
2. Aport metalowy hand made
3. Aport drewniany rozm. S firmy Collision Course

Oprócz tego w samochodzie wożę jeszcze przeszkodę oraz kolejne dobrodziejstwo, czyli bacik firmy GAPPAY.


W domu można jeszcze znaleźć  przedmioty do śladów, patyczki węchowe do obi, a'la furminator, kliker, kostki z foliami na psie odchody i smaczki...



poniedziałek, 26 czerwca 2017

6 błędów w wychowaniu szczeniaka


Euforia towarzysząca przy zakupie lub adopcji szczeniaka jest tak wielka, że w wielu przypadkach przyćmiewa rzeczywisty obraz. To wielkie wydarzenie, gdy w końcu do naszego domu przybywa długo wyczekiwany szczeniaczek. Plany co do niego mamy wielkie - zwłaszcza osoby związane ze sportami kynologicznymi - a ambicje jeszcze większe. Nie jest tu obce zjawisko - szybciej, więcej, lepiej, efektowniej... Podczas snucia planów na przyszłość, między palcami przecieka nam szybka teraźniejszość.
Co według mnie jest najpoważniejszymi problemami w wychowaniu szczeniaka i na co kładę największy nacisk?



1. Nie jest tajemnicą, że przerażony światem szczeniak puszczony ze smyczy będzie podążał za właścicielem. Zakładając, że już rozpoznaje kto jest kim. Nie jest również tajemnicą, że w późniejszym czasie, sporo szczeniaków przekłada swoją ciekawość świata nad bezpieczeństwo i kontakt z właścicielem. Tym samym szczeniak uczy się chodzić gdzie chce, kiedy chce i do kogo/czego chce. Chodzenie na smyczy przez kilka pierwszych miesięcy życia psa, nie jest karą ani odbieraniem szczeniakowi "dzieciństwa". Odpowiednio długa smycz (1,8-2,3 m), jest wystarczająca do odkrywania świata w bezpiecznej odległości i zawsze pod kontrolą człowieka. Pies uczy się, że korzyść zawsze znajduje się u przewodnika, a przez brak możliwości podchodzenia do wszystkiego co się rusza uczy ignorowania świata. A do tego uczy się przebywać blisko przewodnika. To właśnie w tym momencie pies uczy się idei luźnej smyczy, która jest jednym z najczęstszych problemów w życiu z psem. To przez brak luźnej smyczy spacer staje się koszmarem, męczarnią i szybką drogą do konfliktów i nieporozumień z psem.
Smycz, to przedłużenie ręki przewodnika. Dzięki smyczy komunikujemy się z psem - napięta smycz, to brak możliwości komunikowania się. Myślę, że nie jest Wam obce pojecie szumów komunikacyjnych - napięta smycz to nic innego jak przeszkoda w łączności z naszym psem. Każdy sygnał jest zniekształcony i niezrozumiały dla naszego psa. Napięta smycz, to głównie brak zainteresowania właścicielem, nuda czy ekscytacja środowiskiem.



2. Równie ważne i połączone z luźną smyczą jest przywołanie lub jak kto woli - odwołanie. Przemierzając świat ze szczeniakiem na długiej smyczy dajemy mu możliwość swobodnego eksplorowania otoczenia jednocześnie mając pełną kontrolę nad tym, aby naszego ciekawskiego szczeniacza odwołać. Przy pomocy smyczy, nie dajemy psu wariantu negocjacji co do szybkości swojej reakcji. Dzięki smyczy każda reakcja na zawołanie jest natychmiastowa. Pies nie zna innej opcji niż powrót do właściciela w jednej chwili. Puszczając szczeniaka luzem i dając mu możliwość odkrywać świat na własna łapę, nie mamy żadnej kontroli nad tym jak szybko pies do nas wróci.. i czy w ogóle wróci. Dajemy psu możliwość wyboru - wrócić czy nie wrócić. Prędzej czy później pojawiają się problemy, a czasem i katastrofa.

3. Każdy słyszał o socjalizacji. Szczeniaka należy socjalizować, by później niczego się nie bał, ani nie sprawiał problemów... No tak, słowo wszystkim znane, ale w większości nie zrozumiałe. Prawidłowa socjalizacja psa, to nie puszczenie go luzem w parku i niech się dzieje wola każdego, tylko nie nasza. Czasami to, co ludzie uważają za właściwą socjalizację, powoduje rozwój problemów, zamiast im zapobiegać.
Socjalizacja to proces przyzwyczajania psa do społeczeństwa, ale też obejmuje naukę prawidłowych relacji z ludźmi czy innymi psami (zwierzętami ogólnie).
W żadnym wypadku nie jest prawidłowym zachowaniem puszczanie szczeniaka samopas, by pobawił się ze swoimi "psimi kolegami", ani też głaskanie przez obcych ludzi w każdej sytuacji. Prawidłową socjalizacją nie jest także chodzenie z przerażonym szczeniakiem po różnego rodzaju eventów ludzkich czy psich.



4. Brak zakazu
Tradycyjnie "ojojanie", albo "groźby" bez pokrycia są na nic, kiedy pies nie rozumie idei korekty, albo kary. Aktualnie nie wyobrażam sobie życia z Santą bez komendy zakazującej. Maksymalne jej wzmocnienie, to miód na moje serce w życiu codziennym z tym potworem.
Im dłużej szczeniak będzie bezkarnie robił co chciał i nas ignorował, tym trudniej będzie w przyszłości wyegzekwować zakaz. Warto o tym pamiętać nawet wtedy, gdy nasz szczeniak wiedzie beztroskie życie.


5. Brak podstaw w treningu
Wszystko na już, na teraz, na za 5 minut. Brak podstaw zawsze się zemści. Nie można liczyć funkcji trygonometrycznej bez umiejętności dodawania, odejmowania i mnożenia... Dlaczego więc  każemy szczeniakowi robić skomplikowane czynności, skoro nie zna prostych, ale jakże ważnych rzeczy jak chociażby podążanie za ręką ze smaczkiem, jak komenda zwalniająca, jak znaczenie pochwał...
I jedno z ważniejszych dla mnie, czyli dbanie o psie emocje. Myślę, że można to zakwalifikować do podstaw w treningu.

Cieszę się, że od niedawana istnieje moda na dawanie szczeniakom dzieciństwa.. byle tylko teraz nie poszło to w drugą stronę. Wszystko z umiarem.


6. Brak konsultacji z trenerem
"Ja już wszystko wiem, to nie jest mój pierwszy pies". Oj znana i popularna postawa. Wcześniej czy później i tak pojawimy się na dywaniku u trenera i będziemy bawić się w naprawianie tego co spartoliliśmy na początku ;) Nawet będąc doświadczonym trenerem, właścicielem warto trenować przy kimś, kto spojrzy z boku i doradzi, z kim można zrobić burze mózgów i nie stać w miejscu.


To tylko subiektywne przemyślenia odnośnie szczeniąt. Temat wychowania szczeniaka i wprowadzenia go w dorosłe psie życie jest ciągle na czasie.
Z własnego doświadczenia wiem, jak wiele głupich błędów popełniłam, które w okresie "buntu" i późniejszym odbiły się na naszych relacjach z Santą.  Można powiedzieć, że większość powyższych kwestii przerabiałam od początku z czteroletnim psem, któremu przestawiły się horyzonty ;) 
Pamiętajcie, że zachowania wyuczone i mocno nagradzane przez środowisko bardzo trudno "anulować" w psiej świadomości. Doskonale przecież wiemy, że łatwo pisze się na czystej, białej karcie papieru, niż na zamazanej i pogniecionej kartce.

środa, 26 kwietnia 2017

7 podstawowych zasad w pracy z agresywnym psem.

W poprzednim poście obiecałam zająć się tym tematem. Była bardzo dużo głosów za, wiec jest...
7 podstawowych zasad w pracy (resocjalizacji) z agresywnym psem.

To 7 szeroko rozumianych zasad w pracy nad większością psich zachowań, które należy rozpracować i przypisać indywidualnie do każdego przypadku.
Żeby nie były to tylko suche fakty i czysta teoria do każdego z punktów podam przykładowe ćwiczenia, które wprowadziłam w resocjalizacji Santy.

1. Prewencja, czyli wszystkie działania mające na celu zapobieganiu wystąpienia danego zachowania, ale także przewidywaniu przez nas jak zachowa się pies.

W naszym przypadku najstraszniejszą sytuacją było spotkanie luźno-biegających, podbiegających i szczekających psów sąsiadów, które doprowadzały Sante do furii, która później przenosiła się na psy o podobnym wyglądzie (np. średniej wielkości czarne kundle), a co za tym idzie dostawała wścieklizny na widok takich psów.
Szarpanie się z własnym psem, próba odgonienia tamtych delikwentów i jeszcze strzępienie gardła żeby sąsiedzi zabrali psy było najtrudniejszym elementem w mojej układance. Ciągłe konflikty i nienarastająca frustracja podczas takiego cyrku powodowała na samym początku, że każdy mały sukcesik znikał w czarnej otchłani.
Aby ograniczyć do minimum spotkania z tymi psami, musiałam zapoznać się z harmonogramem wychodzenia z psami wszystkich sąsiadów i wymykać się z domu z psem gdy droga była "czysta".

Inna sytuacja to przewidywanie zachowania obcego psa. Podczas resocjalizacji należy mieć oczy dookoła głowy i wyszukiwać psów szybciej niż mój własny to zrobi. tym samym jeśli zauważę luzem biegającego obcego psa pierwsza, wnet wołam swojego, zapinam na smycz i idę w drugą stronę nie powodując konfliktu.


2. Współpraca z lekarzem weterynarii jest chyba za każdym razem proponowana przez behawiorystów. Nawet wtedy, gdy pies po prostu ciągnie na smyczy ;) O ile w takich przypadkach jest to co najmniej śmieszne, tak w zachowaniach agresywnych, które nie wynikają jasno z sytuacji (pogryzienie, lękliwość, terytorializm, itp) warto udać się do weterynarza i przeprowadzić badania.  Agresja może wynikać z bólu, może mieć podłoże neurologiczne albo może mieć związek z zaburzeniami hormonalnymi.


3. Trening posłuszeństwa i komunikacji ze swoim psem. Negatywne zachowania u psa zazwyczaj pojawiają się wtedy, gdy następuje konflikt w sygnałach wysyłanych przez parę człowiek-pies.

Nasze relacje z Santą nie były najgorsze, ba nawet myślałam, że są na fajnym poziomie zrozumienia obustronnego. Wydawało mi się. Byłam bardzo skupiona na efektach treningu sportowego, ale zapomniałam zwrócić uwagę na to co jest poza treningiem.
To bardzo istotna sprawa, chociaż nie zawsze dostrzegana.
Zrezygnowałam na rok z treningów obrony i częściowo z treningów obedience. Całkowicie skupiłam się na spacerach, odrywaniu zachowań i reakcji psa. I moich.
Rzecz jasna robiłam krótkie treningi posłuszeństwa, które w praktyce były moją nauką jasnej komunikacji w treningu z psem. Tym sposobem - przez odpowiednie i jasne tłumaczenie - pies nauczył się puszczać piłkę, a później rękaw.

A, no i oczywiście dosadne zrozumienie co oznacza luźna smycz i co grozi za napięcie smyczy podczas chęci ataku na innego psa.

Przez trening rozumiem także zaspokojenie naturalnych potrzeb psa - wysiłek psychiczny i fizyczny, aby wyeliminować wybuch agresji wynikającej z frustracji i potrzeby "wyżycia się".


4. Kontrwarunkowanie, to najprościej mówiąc
odwrócenie o 180 stopni uczuć i skojarzeń psa dotyczących danej sytuacji. Negatywne skojarzenia zastępujemy pozytywnymi wzmocnieniami.
Tym samym spokojna obserwacja obcego psa oznacza nagrodę od przewodnika.
Za każde spojrzenie na psa Santa dostawała nagrodę, za każde spokojne przejście obok psa - nagroda. Na początku była to szarża (ale w granicach luźnej smyczy), później totalne napięcie i jeżozwierz na ciele, później tylko zjeżenie, aż do całkowitego luzu. Oczywiście każde z tych zachowań występuje nadal - sporadycznie, aczkolwiek jej pozycja ciała zależy w dużej mierze od tego w jakiej sytuacji się znalazła . Wiadomo.


5. Habituacja (przywykać)
odgrywa istotną rolę, ponieważ umożliwia pomijanie informacji nieistotnych (widok i obecność psów). Można ją traktować jako najprostszą formę uczenia się, polegającą na wyzbywaniu się dawnych reakcji i stopniowym eliminowaniu bezużytecznych działań. Stopniowo pies przestaje reagować na powtarzające się bodźce, które nie mają istotnego znaczenia biologicznego, a zarazem nie są nagradzane ani karane.
Najprościej proces habituacji przeprowadzić w parkach, chociaż najlepszą formą przywykania do obecności psów są wspólne spacery ze zrównoważonymi psami, które są obojętne do środowiska. Psy nadpobudliwe i zachęcające do zabawy zazwyczaj są irytujące dla psa z problemem i łatwo wyprowadzić go z równowagi.
Ponadto treningi grupowe i praca w rozproszeniu przy innych psach warunkuje w psie, że nawet inny czterołap jest częścią nic nie znaczącego środowiska, a nie elementem , który należy wyeliminować ze świata.



6. Desensytyzacja (odczulanie) jest procesem stopniowego wprowadzania w życie psa innych osobników tego samego gatunku (w naszym przypadku - agresja do psów) w celu zmniejszenia wrażliwości na ich obecność. Desensytyzacja polega również na prowadzeniu psa w stan relaksu w obecności innych psów. Czyli dążymy do tego by pies nie był zestresowany, spięty i czyhający na odpowiedni moment, by móc zaatakować, ale żeby czuł sie zrelaksowany, odprężony i swobodny.
Dążymy do równowagi w emocjach psa.


7. Aktywne dotykanie polega na tym, by pies zaczął komunikować się ze swoim gatunkiem. W grę wchodzi obwąchiwanie, przypadkowe dotkniecie czy wpadnięcie w drugiego psa. Aktywne dotykanie przygotowuje psa, do tego że bezpośredni kontakt to nie jest rzucona rękawica i zniewaga, która wymaga rozlewu krwi. 
To było najtrudniejsze dla mnie, bo strach mi nie pozwalał na puszczenie Santy luzem już tak na dobre. Wcześniejsze próby kończyły się dosyć drastycznie, a nawet obicie kagańcem drugiego psa kończyło się nieciekawie.
Kiedy Santa zrozumiała zasady komunikowania się z psami przyszedł moment zdjęcia kagańca, ale z dodatkowym zabezpieczeniem - OE.


Przeprowadzenie wszystkich 7 punktów gwarantuje nam sukces. Wiele problemów ciągnie się latami, o ile nie przez całe życie, bo zazwyczaj pies uczy się jedynie kontrwarunkowania.

Choć zachowanie Santy uległo diametralnej zmianie, to nadal niebezpieczne stworzenie, które potrafi wyrządzić sporo krzywdy. I tylko pod moją pełną kontrolą jesteśmy w stanie normalnie funkcjonować w wielkim mieście i wśród innych psów.


I bardzo Was proszę, nie pracujcie z agresją swojego psa na własna rękę... Może nam sie wydawać wiele, że jesteśmy Bóg jedyny wie jakimi znawcami, ale dajmy spojrzeć i doradzić się u osoby z doświadczeniem. 

I pamiętajcie - strzeżcie się Behawiorystów!
Zachowań agresywnych nie da się wyeliminować smaczkami i ciumkaniem do psa.

niedziela, 9 kwietnia 2017

Pies o jakim marzyłam

Kiedy w 2016 roku wybrałam się na drugie seminarium z Jirim Scucka dotyczące agresywnych zachowań u psów myślałam, że to seminarium wyjaśni mi dlaczego mój pies z dnia na dzień stał się dzikim stworzeniem
Jiri powiedział, żeby nie rozmyślać co jest przyczyną, bo zachowanie już jest i się utrwala i trzeba zacząć działać. Trzeba patrzeć na efekty.

Nie pozwalało mi to jednak spać. Każde nowe zachowanie, czasami niejasne dla mnie i w sumie dla innych psów również wprawiało mnie w osłupienie.
Serio nie wiedziałam czy ten pies ma traumę, czy się boi, czy głosy każą mu zagryzać wszystko co się rusza. Czy to agresja socjalna, lękowa, nieafektywna, terytorialna,  wynikająca z frustracji, pamięciowa....
Czy po prostu dojrzała i tak jej się spodobało, że zostanie killerem.




Wiele czynników nałożyło się na to zachowanie. Nie zawsze występuje jeden typ agresji, który podany jest jak na tacy. Okazało się, że u Santy można podpiąć się i pod agresję nieafektywną (łowną), która była i jest u nas największą bolączką. Co za tym idzie zachowania agresywne pojawiały się wyniku frustracji z niemożliwości upolowania czegoś na ząb i zaspokojenia łańcucha łowieckiego.

Kolejna sprawa tyczyła się charakteru i temperamentu Santy.
No nie jest to jedno z najmilszych stworzonek.
Można to było zauważyć na treningach obrony, gdzie swego czasu pluła jadem dalej niż widziała. Nie było to dobre, bo jej treningi były jednym wielkim i niekończącym się pojedynkiem.
Wcześniej zdarzały się sytuacje, gdy zaatakowało nas coś albo ktoś to zęby szły w ruch.
Taki pies, taka rasa.

Uwielbiam takie psy, lubię psy temperamentne. Wszak nie po to kupiłam użytka, żeby płakać, że jest agresywny.
Co to, to nie.
Aczkolwiek nagła zmiana zachowania była dla mnie tak drastycznym wydarzeniem połączona z zrezygnowaniem z hodowli, że totalnie rozłożyła mnie na łopatki.

Cały misterny plan się rozpadł na kawałki tak samo jak moje marzenia, którym brakowało ociupinkę do spełniania.


Czekaliśmy na cieczkę. Cieczka się spóźniała, a mnie zachowanie Santy coraz bardziej zastanawiało.
Czas mijał, a ja na kazdym spacerze wracałam zapłakana, bo muszę podjąć decyzję.
I podjęłam.

Santa została wieczną dziewicą, a ja rozdarta na pół próbowałam poskładać siebie i tego dzikusa.

Cieczki nadal nie było. Pomyślałam, że może to było spowodowane tym, ze przenieśliśmy się w nowe miejsce. Chociaż wcześniej przeprowadziliśmy się i cieczka przyszła punktualnie.


To co działo się u nas przez te rok opisałam pokrótce w podsumowaniu 2016 roku.

Rok mijał a cieczki ani widu ani słychu.
Po 1,5 roku dostała w końcu cieczkę. Kompletnie nie spodziewanie. Wcześniej każda cieczka przychodziła punktualnie co do dnia.
W dniu, kiedy nieznany nam pies był zainteresowany randką z Santą nigdy nie zapomnę. Wszak o mało co biedny kawaler prawie zginął, a ja skutki ratowania go odczuwałam przez ponad miesiąc.

Z czasem udało się wyegzekwować spokój na smyczy i choćby skały skakały to za wyrwanie się do psa na smyczy groziła jedna kara. Kara śmierci. Piesek doskonale rozumiał, ale czasem sprawdzał, czy nadal aktualne.

No ale co z tego, że na smyczy jest luz, jak nie mogę spuścić psa ze smyczy w miejscu publicznym, bo albo mnie nerwica bierze jak patrzę na ludzi mających wszystko w nosie albo muszę co chwilę łapać psa, bo psy luzem biegają i zawsze jakiś odbiegnie. Czasem wiewiórka (brak zakończenia łowieckiego -> frustracja -> atak na najbliższe zwierze).

Przyszła kolejna cieczka. +/- po pół roku od poprzedniej.  Czyli w miarę trzymała się kalendarza.
I od tamtej pory zachowanie Santy zmienia się o wiele szybciej i z większym efektem niż poprzednio.

Wykorzystując Blowa, i to, że to bardzo stabilny i zrównoważony pies Santa dawała się przekonać,że pieski nie są takie straszne jak o nich mówią.
Oczywiście, nie było kolorowo Santa dawała upust swoim nagromadzonym emocjom w pogoni za Blow. I to było coś, czego kurcze nie mogłam przeskoczyć. No jak mam ją zatrzymać z pogoni? O ile przy samym psie i ataku na niego mogę się wydrzeć i ją odwołać od walki, tak z samej pogoni - nie ma bata.


Znowu stanęliśmy w miejscu.
Santa znowu trafiła na psy, które skutecznie wyprowadzały ją z równowagi i znowu pluła jadem.

Aż pewnego dnia pogoniła sarnę i tym samym zapieczętowała swoją przyszłość. 
OE.
Dzięki dobrze zastosowanej i uwarunkowanej obroży Santa na spacerach zeszła z poziomu "no dalej, gdzie jest ta ofiara, no dalej, niech mi tylko wyskoczy zaraz ją dorwę". Rzadko zdarzało się, by relaksowała się przez cały spacer. Jak weszła w tryb łowcy tak koniec. Po psie. Pies przepadł.

Nieoczekiwanie zastosowanie OE zadziałało również na ekscytacje psami, wszak wcześniej one tez były potencjalnymi ofiarami.
Santa zaczęła ignorować psy, chodzić sobie koło mnie. Może teraz wygląda na smutnego pieska, ale teraz na spacerze na prawdę widać, że odpoczywa.

I to nasza historia. Cieszę się, że Santa wróciła. W końcu (znowu) mam psa jakiego chciałam. Co prawda zawsze z palcem na "czerwonym guziku", ale to niesamowita ulga dla mnie i dla psa.

Santa w końcu daje mi kontrolować sytuację. Kiedy obcy pies podchodzi daje mi czas na reakcję bym odsunęła psa od niej. Wiele psów, które koniecznie chcą się przywitać przeżywają pierwszy kontakt z Santą, bo ona doskonale rozumie, że za to jest super nagroda.

Podsumowując nagła zmiana zachowania, to najprawdopodobniej zaburzenia hormonalne połączone z jej naturalnymi predyspozycjami do zachowań agresywnych.
To nadal pies dominujący i lubiący konfrontację. To co wyprawiała przez ponad rok dawało jej wielka radochę i satysfakcję - wygrana walka z psem to bardzo nagradzające i podnoszące samoocenę zachowanie. I nadal to pamięta, a ja nie zabraniam jej już obrony przed innymi psami pod blokiem. Lepsze to niż szarpanie się z 30 kg psem i nakręcaniem go jeszcze bardziej.

Ten rok to była jazda bez trzymanki. Szkoła życia. Najlepszy nauczyciel. Duże doświadczenie. Po prostu bomba ;)





W następnym poście spróbuję opisać na naszym przykładzie 7 podstawowych zasad w pracy w resocjalizacji agresywnego psa (każdego zachowania, które nie jest normalne).

wtorek, 7 marca 2017

Jak BARF zmienił pieskie życie

Jestem wygodnym człowiekiem, a do tego strasznym leniem. Do tego kompletnie nie wyobrażałam sobie trenować z psem i nie móc go niczym pożywnym nagrodzić.
 
Nie no, BARF? Jakaś abstrakcja.
Do czasu.

Szukałam jakiś naturalnych specyfików na gronkowca. Ani antybiotyki nie działały (jedynie zaleczyła tego Gnojka do następnej wilgoci, albo obniżenia odporności, np cieczki.), ani dobre karmy, ani witaminki, cuda wianki. Chuchanie i dmuchanie też nie podziałało.

Czytałam coraz więcej o surowym żywieniu psów, coraz więcej czytałam o tym jaki syf jest w  suchej karmie. Przerażało mnie, to co dzieje się z biegiem czasu w psim organizmie.

Podjęłam decyzję.
Przechodzimy na BARF.
Nieoceniona była pomoc Kamili, która z cierpliwością i szczegółowo odpowiadała na każde nawet najprostsze pytania. Zresztą do tej pory to robi, za co bardzo Jej dziękuje.
Chyba jak każdy, kto przechodził na surowe karmienie wpadał w panikę, bowiem legendy i mity krążące wokół tej diety są nieprawdopodobne.

W między czasie zmieniłam Sancie karmę z markusa na caniverę. Chciałam zobaczyć jak zareaguje na karmę standardową (markus jest tłoczony na zimno). Długo mieszałam jej te dwa rodzaje karmy i w momencie, gdy 3/4 dawki stanowiła canivera, tak szybko pies zaczął tracić na wadze, sierść wypadała jak przy przyjmowaniu chemii. Każde głaskanie psa kończyło się odkurzaniem całego pokoju. Sierść nie muszę mówić, ze z przyzwoitej zmieniła się w trociny.

Nie ma co czekać do końca worka, bo z owczarka zrobi mi się nagi peruwiańczyk. Cały worek wydany za pół darmo - byle tylko to ktoś wziął - i do sklepu po mięso.

I tak zaczęła się nasza mięsna przygoda.
Po 2 tygodniach sierść przestała wypadać, zaczęła się błyszczeć. Z czasem zrobiła się mięciutka, a jednocześnie nie zatraciła swoich wodoodpornych właściwości.
Zęby są idealnie czyste i nie śmierdzi jej z pyska jak z groty niedźwiedzia.

Ale najważniejsze. Uszy! Od 4 miesięcy nie było u nas gronkowca. A przecież przeszłyśmy najtrudniejszy czas - jesień i zimę i teraz mokra wiosnę. ba! Była nawet cieczka. Tu kolejny fenomen. Wcześniej Santa liniała raz do roku - jej sezon zrzucania sierści to ok 365 dni.. ;) W tym roku Santa zaczęło lekko zrzucać sierść z tydzień przed cieczką, zakończyła wylinkę jakoś w połowie.
I już.
To jest cudowne.

Po ok 2 miesiącach zrobiłam kontrolne badania, który wyszły bardzo dobrze.

Nie zostanę BARFnym fanatykiem, bo sama będę musiała sięgnąć co jakiś czas po suchą karmę.
Natomiast nigdy już nie wrócę do karmienia samą suchą karmą.

czwartek, 29 grudnia 2016

Podsumowanie roku 2016

Rok 2016 planowo miał obracać się wokół rozwijających się córach i synkach Santy. Mieliśmy obserwować jak stawiają pierwsze kroki w treningach sportowych, jak pierwszy raz odnajdują pozorantów... Santa miała zdać IPO1, startować w zawodach obedience. Ach, aż smutno wspominać.
Rok 2016 dał mi ostro po dupie, ale dzięki temu poukładałam i wyznaczyłam priorytety w moim życiu.
Odstawiłam na bok, to czego od zawsze pragnęłam - starty w zawodach. No trudno, łzy się polały. Trzeba iść dalej. Trzeba się rozwijać. Trzeba stawiać sobie kolejne cele.

"Któregoś dnia tak kiedyś powiedziałam sobie,
zrobię co kocham, raczej kocham to co robię.
Któregoś dnia wierzyłam ze będzie pięknie,
tego się trzymam i nigdy nie wymięknę."

STYCZEŃ
W styczniu postanowiłam zacząć pomagać innym osobom mającym problem ze swoimi psami. Dzięki temu przez moje ręce "przewinęły" się już dziesiątki psów, wobec tego mogę rozwijać się i pogłębiać wiedzę dotyczącą uczenia się psów. Nieocenione jest doświadczenie w rozwiązywaniu i szukaniu złotego środka w treningu z psami.


LUTY
W lutym w zasadzie nic nie robiliśmy. Nadal byłam załamana zachowaniem Santy i zrezygnowaniem z planów hodowlanych. Myśli zajęłam przygotowaniem się to przebiegów obedience oraz trenowaniem do nich.


MARZEC

Marzec upłynął nam pod znakiem I Wiosennych Treningowych Przebiegów Obedience. Organizowałam je i startowałam. Wtedy podjęłam, że Santa nie wystartuje w oficjalnych zawodach... najprawdopodobniej nigdy. To był cios.
Świat mi się zawalił, gdy ułamki sekundy brakowały do tragedii. Podczas omawiania ćwiczenia Santa upatrzyła sobie ofiarę w postać ozika jakieś 200m od nas. Kątem oka zobaczyłam jak zesztywniała i czekała na "sygnał do startu" od głównodowodzącej jednostki w jej głowie...

W tym miesiącu wybraliśmy się na drugie seminarium z Jiri Scucka, na temat eliminowania niepożądanych zachowań - agresja. Poznałam 7 podstawowych fundamentów pracy z agresją. Zaakceptowałam też fakt, że agresja to czysta natura i nie mogę mieć pretensji do psa rasy użytkowej (i agresywnej), że jest agresywna. Zresztą jej zachowanie zapowiadało sie na takie od kiedy zobaczyłam ja w hodowli. A szydło wyszło z worka akurat teraz.




KWIECIEŃ
"To nie moja wina jaki mam charakter, ale Twoja wina za to jak się zachowuje".
To moje motto w życiu z Santą.
To były jedne z trudniejszych chwil, gdy wszystkie zachowania Santy się nasilały przez regularne wprowadzane nakazy i zakazy w kontaktach z psami. To była walka. Gdybym przerwała teraz jej zachowanie było by bardziej dzikie, furiackie i nieprzewidywalne. (Dzieje się tak, bo pies zwiększa intensywność swojego zachowania by "sprawdzić" jak mocny jest zakaz, którego musi przestrzegać. Jeśli bym ustąpiła, to jej zachowanie było by tak mocne w jakim momencie odpuściłam.)

Byłyśmy też pierwszy raz w Kielcach u Sylwii i Yody oraz Natalii i Hebana.

MAJ

W maju Santa poznała swoją pierwszą koleżankę, która ją sprytnie ignorowała ;) Ciężko znaleźć odpowiedniego psa, który poradzi sobie sam z seryjnym mordercą. Mimo, że chodziły razem na sapcery bez smyczy Santa potrafiła sprzedać jej wpierdol dla zasady.



CZERWIEC

W czerwcu kolejny regres. Jakiś pół dziki kundel nas zaatakował... Cała jazda od nowa. Warczenie i rzucanie się do gardła psom nawet na treningu.
Nie ma co się użalać, trzeba trenować, bo zawody opłacone ;)

Santa obchodzi swoje 4 urodziny.

LIPIEC

W lipcu razem z Karoliną i Texasem wybrałyśmy się do Warszawy na Treningowe Zawody o Puchar Elmo. Nasz główny cel, brak uszkodzonych przez Santę psów na zawodach. Trochę zabawy i lekki trening. Łatwe rzeczy w trudnych dla niej warunkach, dużo zabawy i pozytywnej energii. Wszystko przebiegło po naszej myśli. Nawet zajęłyśmy 9 miejsce na 13 psów. Nie robiąc kwadratu i zostawanie na lince. Ba!  nagroda za najlepsze ogólne wrażenie ;)

Po regresie przychodzi progres. Jest lepiej, drobne sprzeczki z psami nie powodują już całkowitej zmiany zachowania do poziomu minus zero.



FILM ZE STARTU

SIERPIEŃ

W końcu wakacje! Długo wyczekiwane. Ekscytacja mieszała się ze strachem. Wybraliśmy się do Czech w góry, do Pragi, gdzie Santa stanęła oko w oko z wilkami. Właściwie cały sierpień łaziliśmy po górach. To jest to co wilczaste diabły lubią najbardziej ;) Wszystkie psy mijała bezkonfliktowo!


WRZESIEŃ
 Na blogu stuknęło 100 000 wyświetleń!
We wrześniu Sancie trafiło się kilka spacerów z psami. Wszystkie żyją.
Podjęłyśmy też decyzję o kolejnych zawodach treningowych, tym razem w Kielcach.
Rozpoczęłam kształcić się w kierunku technika weterynarii.

PAŹDZIERNIK
 Wyruszyłyśmy do Kielc na Maniakalne Przebiegi Obedience, na których zajęłyśmy 6 miejsce na 15 psów w klasie 0 z oceną doskonałą. Pierwszy raz zrobiłyśmy zostawanie bez linki i tyłem do psa. Punkty poleciały nam na chodzeniu przy nodze. Trochę ją rozwaliły emocje.
Mój mały uczeń Yoda zajęła 3 miejsce w klasie puppy :)

Niestety filmu nie mam, bo Sylwia nie umie obsługiwać się kamerą...

Santa pierwszy raz od baaardzo dawna spała z drugim psem w jednym domu, w pokoju nawet.
Santa przechodzi na BARF.


LISTOPAD

W końcu wzięłyśmy się ostro do dłubania aportu. I w końcu jest!
Rozpoczęłam naukę stój z przywołania.
Santa pierwszy raz biega i bawi się z psem!!

GRUDZIEŃ

Rok kończy się najbardziej pozytywnym akcentem jakim mogłam sobie wyobrazić.
W końcu udaje się kupić teren pod plac treningowy!
1,5 roku szukania odpowiedniego miejsca. Na reszcie się udało.

Wyniki kontrolne krwi Santy pokazują, że piesek jest zdrowy a mamcia umie zbilansować surowy posiłek :D
Santa uzyskuje spokój na gryzaku i rozpoczyna swój pierwszy trening obrony w roku.


Rok 2017 będzie zajebisty <3