wtorek, 12 lipca 2016

Nowy świat

Cztery lata wilczastego życia minęło jak z bicza strzelił.
Razem z Santą przez ten czas wiele zrobiłyśmy, wiele przeżyłyśmy. Wiele łez wylanych i wiele chwil beztroskiej radości razem przeżyłyśmy.

Ostatni czas to była próba. Próba dla mnie czy podołam, czy wyprowadzę psa na prostą w między czasie nie rozszarpując jej ze złości.
Oj, a było wiele takich momentów, gdy siłą woli (albo boska siłą) powstrzymywałam się od strasznych czynów...

W trudnych chwilach zawsze pomaga mi to zdanie:
"Mój temperament to nie moja wina, ale moje zachowanie to już Twoja wina".

To nam pomaga w ciężkich chwilach i nakręca do dalszej pracy.

W tym momencie kończymy smutne wątki i żale moje na temat dzikiego zachowania Santy.
Ile można czytać jak bardzo nie lubię Santy :P

https://www.facebook.com/marta-pieczerak-fotografia-201427376543957/

marta pieczarek | fotografia
___________________________________________


Wkraczamy w nowy etap!

Santa jest już całkiem normalnym psem. Ma swoich psich kolegów... "Kolegów", kto ja tam wie co jej w głowie siedzi. Nadal sprowokowana chętnie spuści komuś łomot, ale nie prowokuje pierwsza.
Rozumie, ze za dobre zachowanie dostanie smaczka, ale gdy idzie w stadzie z innym psem jedyną nagroda dla niej jest pochwała słowna.
Jest na prawdę dobrze.
Odważyłyśmy się wystartować w treningowych przebiegach w Warszawie, zajmując honorowe 9 miejsce na 13 psów oraz nagrodę za najlepsze ogólne wrażenie.







___________________________________________

Za dokładnie 33 dni wyruszamy w pierwszy trip na cztery łapy.
To główny temat niniejszego posta.
Będziecie mogli wyszukiwać w tagach posty związane z podróżą pod tymi właśnie hasłami
Trochę przestawiamy swój światopogląd, który mówił, że z tak dużym i "ciężkim do życia psem" nie opłaca się jechać nigdzie dalej, a każdy wyjazd to męczarnia. O ile moje szalone dziecko kwiat mi nie przeszkadza, tak są osoby, którym pies niekiedy przeszkadza nawet tym że oddycha... Jednocześnie bardzo go lubiąc. Za niektórymi się nie trafi ;P



To będzie nasz pierwszy próbny trip, który ma otworzyć nam drogę na nowe przygody.
Piszę o tym w poście, dlatego, że szukam od dawna informacji w Internecie i cisza... Brak jakichkolwiek informacji o tym jak przygotować się na podróże z psem.
Czytałam wiele postów wakacyjnych, ale brak w nich przydatnych informacji. Znalazłam kilka wartościowych postów, wiele postów z pięknymi zdjęciami wakacyjnych psów.
Ale... mało mi, a Wam?


Chcę żeby to było miejsce, gdzie znajdziecie odpowiedzi na swoje pytania i wątpliwości.
Jeśli macie jakieś sugestie co do postu - piszcie proszę w komentarzach, postaram się odpowiedzieć w formie osobnego postu.




wtorek, 10 maja 2016

Nieidealne ideały

Prowadzę bloga już na prawdę bardzo długo. Wcześniej o wspólnym życiu z Rafikiem (tak, on nadal żyje), kolejny perfidnie usunięty przez serwis, w którym były zapiski o szukaniu psa o pierwszych dniach Santy u mnie. Ehh... taka pamiątka!
Daleko mi było do idealnego życia z psami. Zawsze coś.
Rafik - pseudo jamnik. Chojrak tchórzliwy pies. Mój królik doświadczalny ;)
Santa - okropna poczwarka, która przerosła możliwości niedoświadczonej nastolatki, która - jak się okazało - nie pozjadała wszystkich rozumów jak myślała :P


W każdym z prowadzonych przeze mnie blogów żaliłam się i wspominałam o cudownych chwilach z moimi psełami.
Daleko mi było do fantazjowania o naszym cudownym życiu usłanym różami. Jasne zdarzały się przebłyski cudowności moich psów, albo po prostu ich wady stały się zaletami :P

Zawsze byłam "zdziwiona", czemu w całym psim i blogowym światku tylko ja miałam wadliwego psa. Pechowiec ze mnie...

Złudne moje myślenie, że gdy pisze się prawdę na blogu, to prawda również krąży wokół nas. Nic bardziej mylnego. Są niestety na tym świecie ludzie, którzy jeszcze nie potrafią czytać ze zrozumieniem, albo z tekstu wyczytują to co sami chcą przeczytać - to znaczy to, co sobie myślą, że jak powiedzą to będzie hit sezonu  plotkując ;)

Nie odpowiadam za to co ktoś zrozumiał, tylko za to co napisałam.

Są różnego rodzaju kursy, które pomagają ludziom uczyć się czytać. Oczywiście jest tez wiele kursów dla frustratów i dla osób bez niespełnionych ambicji. No ale mniejsza.

Przeglądając tego bloga można natknąć się na różnego rodzaju relacje z naszego zakręconego życia - szczęście, strach, rozpacz, happy day, oddam psa w dobre ręce.

Niemniej jednak Santa - mój najgorszy wybór w życiu (nie mówię, że go żałuje, ale mogłam postąpić mądrzej xD) - dała mi w życiu najcenniejsze lekcje. Nauczyła mnie pokory, szacunku, cierpliwości. Nauczyła mnie zajmować się swoim życiem, ignorować i podchodzić z rezerwą do ludzi, którzy chcą dla mnie najgorszego zła.
Jest dla mnie najcenniejsza.

Niedawno zauważyłam dziwną potrzebę u blogerów napisania prawdy, o tym jakie ich psy są na prawdę. Nagle okazuje się, że większość psów ma jakieś problemy!
O jejku, jak to możliwe?
Przecież jeszcze nie dawno były idealne!
Nie neguję tego. Jasne, że nie. Ale to śmieszne, serio.
To kolejny nurt, o którym muszą koniecznie napisać psi blogerzy. Teraz "modne" jest mieć psa z problemami i z nim pracować, niż mieć ideał - przecież teraz nikt nie uwierzy, że rodzą się ideały!
Heh... znów robiłam to, zanim stało się to modne :D
Wcześniej mój fit pies był głodzony, teraz te same osoby nie mogą wyjść z zachwytu jakie cudowne ciałko ma Santa - rzecz jasna uparcie odchudzając i ćwicząc na piłkach swoje psy.
Te same osoby, które uparcie obrabiają soczyste udka Santy sami nagle mają problem ze swoim psem.
No niemożliwe. Jak to się mogło stać?!



To nie przebłysk geniuszu ani nie wzrost świadomości. To kolejna (głupia?) moda, by być na czasie i cool.
Moda na posiadanie nieidealnie idealnego psa.



Ten post nie ma na celu obrażania NIKOGO. To moje przemyślenia, które kiełkują mi się w głowie przyglądając się z boku temu zafajdanemu psiemu światu..
Myślę, że każdy wie co mu w duszy gra i jeśli pisze te posty szczerze, to nie ma powodu się oburzać.


sobota, 30 kwietnia 2016

Wspólna egzystencja życia

"Czemu Ty już NIC nie robisz z Santą?!"

W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, że dojrzewa...
Tak... to chyba ten moment :P

Nie mam potrzeby już nikomu udowadniać, że Santa jest fajna, ze umie siadać i warować na komendę.
Nasze treningi są mniej lub bardziej regularne. Na pewno są to już treningi bez parcia na szkło, bo sportowa kariera Santy odeszła szybciej niż przyszła :(

Zachowanie Santy uległo zmianie z dnia na dzień. To był dla mnie szok, niedowierzanie, płacz.. Nagła zmiana planów - nie ma szczeniaczków, nie ma zawodów, nie ma luźnych spacerków w parku. To wszystko nagle znikło, wiatr rozdmuchał jak pył moje marzenia.

Musiałam od nowa nauczyć się żyć z psem, który realnie stwarza zagrożenie dla innych zwierząt ( NIE dla ludzi, proszę sobie nie dopowiadać..).
Szukanie pomocy, szukanie wyjaśnienia, szukanie rozwiązania. 

                                                    CO SIĘ STAŁO?    DLACZEGO?

Jednocześnie pojawiły się dwa problemy, dwa poważne problemy.
Po wielu konsultacjach, wertowania artykułów tematycznych, czytania książek i obserwacji przyszła odpowiedź.

Bardzo trudno hodować wyrównane psy, zdarza się, że i w miocie szczenięta znacznie różnią się od siebie temperamentem i popędami.
Hodowla idzie czasami za bardzo w prawo, a czasami za bardzo w lewo.
Mamy psy przerasowane względem wyglądu, ale i względem popędów.
I tu jest odpowiedź na pierwsze pytanie skąd u Santy tak mocno rozwinięty popęd łowiecki.
Jej potrzeba zaspokojenia jest tak duża, że niezaspokojona wyładowuje go świadomie na innych psach, kotach, wiewiórkach.
Santa od zawsze była diabłem wcielonym, ale dopiero teraz przelała się czara goryczy i pękło coś w niej. Polowanie jest zachowaniem samo-nagradzającym. Więcej psu do szczęścia nie potrzeba.

Był taki czas, że Santa polowała dosłownie na wszystko co żywe i co się rusza - na ignorowane gołębie, kaczki, niejedna wiewiórka pewnie miała stan przedzawałowy, koty chodziły po ścianach na widok Santy, a psy uciekały, gdzie pieprz rośnie. Chodzący armagedon.

Stopniowo udało się eliminować reakcje na ptaki i kaczki. Cudownie jest wychodzić z bloku i wchodzić do bloku bez strachu, ze mi pies zaraz połamie ręce, bo kilka kotów biega 10 metrów od nas. Cóż metoda dość prymitywna, ale obite chore kolana, obita twarz i nos i wybity bark... uświadomiły Sancie, że więcej takiego zachowania nie zdzierżę :P
Z psami, jak to z psami... Wiele zależy od środowiska, którego nie jestem w stanie kompletnie kontrolować. Mam wrażenie, że otaczają mnie ludzie z IQ mniejszym lub równym Amebie.



 Praca nad równowagą psiego umysłu jest o wiele bardziej pracochłonna niż nagrywanie filmów na YT ;) Stąd zastój w blogowaniu, zdjęciach i filmach.

To była trudna decyzja, ale ostatecznie zrezygnowałam z treningów obrony. Treningi za bardzo rozwalają ją emocjonalnie. W zasadzie nie wiem kogo bardziej - mnie, że nie daje rady być przewodnikiem dla takiej dominującej i niezależnej suki na obronie czy Santa, która ma mnie za przewodnika...
Potrzebujemy obie równowagi w życiu.
Wyciszamy emocje, zaczęłyśmy dogtrekking, dalej robimy obedience, chodzimy na spacery, spotykamy się z psimi ziomkami. Po prostu... żyjemy i egzystujemy wspólne życie.

Wszystko ma jakiś cel, naszym celem na najbliższe lata to zwiedzenie wspólnie świata.
Co za rymy xp

I..... przygotowujemy się do życia z drugim parszywym smrodkiem... ;)


 Ale nie powiem nic nikomu! To nasza wspólna tajemnica ;)



piątek, 8 kwietnia 2016

Postępy w reakcji na psy

Minęło już trochę czasu odkąd zachowanie Santy zmieniło się o 180 stopni.
Santa nadal jest krwiożerczą bestią, ale jestem wstanie znowu ją kontrolować.
Długa droga za nami, a przed nami jeszcze dłuższa do odzyskania spokoju i poukładania sobie wartości w Santowej główce.

Co udało nam się osiągnąć?

Wprowadzenie jasnej i czystej komendy dla psa oznaczającej "TO ZACHOWANIE JEST DOBRE, KONTYNUUJ JE". To jedyna komenda jaką używam przy psach. Santa uczyła się jej od nowa. Inne hasło, inna sytuacja, inne bodźce. To musiała być mocna komenda, która jednocześnie chwali i zakazuje psu innej czynności. Czynności, która jest samonagadzająca, a do tego bardzo kusi (zakazany owoc jest najlepszy :))
Jestem wzruszona, gdy widzę Santę w trudnej sytuacji, kiedy walczy sama ze sobą, kiedy pokusa jest tak duża, tak mocna, a z drugiej strony ja mogąca zaoferować jej "tylko" smaczka i pochwałę...

 Udało nam się wyeliminować jeżenie się podczas mijania się z innym psem. To drugi etap z długiej listy do przerobienia.
Mijany pies przestał być obiektem do konfrontacji i pokazu sił.
Nie ma już oglądania się za psem, jeżenia się (a jeżenie było bardzo imponujące), nie ma sztywnego chodu. Nie ma już niepewności w danej sytuacji - atak czy podążanie za przewodnikiem.

Obecnie Santa idzie luźnym krokiem mijając psa, lekko podnosi ogon. Ogon jest luźny, luźno machający. Bez spięcia. Sierść na miejscu.

Santa potrafi już oglądać psy z daleka i z bliska.

Czasami zdarza jej się przyczaić na psa, gdy idziemy na niego na wprost. Ale tak jak napisałam wyżej, gdy dochodzimy do psa jej zachowanie od razu ulega zmianie.


Potrafi odwołać się od patrzenia w psa. Potrafi odwołać się od wąchania psa.
U weterynarza sama proponuje "zapoznanie się" z drugim psem. Obwąchuje spokojnie, bez strachu, bez napięcia.

Zaczęła używać nosa gdy, widzi psa. Widać, że stara się odczytać sygnały innych psów.

Ostatnio była również na spacerze z małym shih-tzu. Totalny brak zainteresowania drugim psem.

w tle dwa psy


Nadal największym problemem są szczekające psy zza bramy. Pracuje przy psach, które są za bramą. Spokojnie obwąchuje się z tymi, które są zainteresowane. Chociaż widać, ze jeszcze dość niepewnie.
Nadal ma problem z opanowaniem się przy psach, które rzucają się jak opętane na siatkę, gdy obok nich przechodzimy. To dla niej jeszcze za trudne. Ale dzięki komendzie, którą wprowadziłam opanowuje się na tyle że jest wstanie przejść nie zagryzając psa przez siatkę :)
To wygląda jak walka Szatana z Bogiem. Miota nią, ale już coraz częściej i szybciej rezygnuje z jadki z psem zza ogrodzenia.

Kolejnym etapem będzie spacer z kilkoma spokojnymi psami. A następnie spacer luzem w kagańcu i ćwiczenie odwołania. Na sam koniec aktywne dotykanie i zostawanie w grupie bez linki.
Może kiedyś odważę się ponownie puścić Santę luzem w parku :)


piątek, 1 kwietnia 2016

Zanim zdecydujesz sie na użytka

Popularność owczarków niemieckich z linii użytkowych od jakiegoś czasu zaskakująco rośnie. I chyba nie jest to dobra informacja dla miłośników użytków...

Na popularność linii użytkowej na pewno ma wpływ większa świadomość ludzi, zainteresowanie zdrowiem psa i chęć uprawiania z psem sportu. To super! Na prawdę.

Szkoda, że (pseudo)hodowcy już wypatrzyli okazję...
Co rusz widuję zapowiedzi nowych miotów. Co krok ktoś rozmnaża swoją ukochana sukę, która jest taka mega zrównoważona, super w pracy, a popędy.. "Łooo panie! Żaden pies takich nie ma!"

Mija się to niestety z celem hodowli psów użytkowych. Psy trafiają "na kolanka", do pilnowania ogródka i do aportowania patyków w lesie.



Nie ważne czym zafascynowała Cie ta rasa, ale pamiętaj, że:

Owczarki niemieckie z linii użytkowej potrzebują o wiele więcej uwagi ze strony przewodnika niż psy eksterierowe. Te psy od lat hodowane są dla pracy i do pracy. Sensem życia tych psów jest robota, a nie chodzenie na uwięzi wokół bloku.

Psy z linii użytkowej są o wiele trudniejsze w wychowaniu i jednocześnie "banalnie" proste w treningu. To psy z charakterem, które grożenie paluszkiem uznają za niezły żart od właściciela.
To nie jest pies dla bezradnej dziewczynki, która boi się głośniej odezwać do psa.
To nie jest pies, którego się bije by być "Alfą".
To jest pies, który wymaga szacunku, dyscypliny i twardej ręki.
To jest pies, który z przyjemnością zrobi coś według swojego uznania, chociaż wie, że mu nie wypada ;)
To jest pies, który trening jest w stanie zrobić o każdej porze dnia i nocy. A jeśli ci się nie chce robić treningu - masz pecha, ale psu się chce ;)
To jest pies, który na skinienie palca jest gotów do działania.
To nie jest słodki pluszak. To jest pies, który faktycznie może stać się niebezpieczny.


Mój pies waży 27 kg. Regularnie ćwiczy różne sporty. Jest silna. Bardzo silna.
Na prawdę musiałam ostro przypakować, żeby w razie "W" móc utrzymać bestię na smyczy. Ale nadal, gdy z zaskoczenia wybiegnie nam kot z podwórka, to droga hamowania kończy się na najbliższym drzewie, bo nie jestem w stanie jej zatrzymać.

Użytki nie są przyjaciółmi innych zwierzątek. Jasne, wiele zależy od wychowania a jeszcze więcej od doświadczenia psa. Ale nigdy nie jesteśmy wstanie kontrolować środowiska w 100% Wtedy niestety nie kończy się na kłapaniu ząbkami, tylko istnieje realne zagrożenie utraty zdrowia, a nawet życia.

Temperamenty tych psów nie jest przypadkowe. Długoletnia selekcja i hodowla pozwoliła uzyskać psy świetne do sportu, zrównoważone, o dobrych popędach. Często, to co jest niezbędne w sporcie utrudnia życie na co dzień.
Coś za coś.
Dlatego właśnie uważam, że użytki powinny być dalej hodowane tylko i wyłącznie pod kątem pracy i sportu.
Priorytetem hodowli psów użytkowych nie jest hodowanie psów do towarzystwa.
Do towarzystwa od wieków hodowane są inne rasy.

Każdego przyszłego nabywcę użytka proszę o przemyślenie tej decyzji 10 razy, a następnie wybrać hodowlę psów, która hoduje psy z prawdziwego zdarzenia, a nie z przypadku.
Znam wielu hodowców, którzy robią wokół siebie świetny PR, a w rzeczywistości wychodzi niezła klapa...

środa, 23 marca 2016

Seminarium i Przebiegi Obedience


12-13 marca spędziłam z Santą na seminarium dotyczącego agresji u psów. Prowadzącym seminarium był Jiri Scucka, u którego byłam na poprzednim seminarium o motywacji, komunikacji i metod szkoleniowych.

To seminarium było częścią drogi do zrozumienia zachowania Santy.
Nadal psychika Santy jest dla mnie jedną wielką zagadką. 
Na szczęście nie jest już niewiadomą ;) 
Człowiek myśli, ze juz sporo wie i przychodzi zderzenie z rzeczywistością i nagle okazuje się, ze jesteśmy zieloni jak szczypiorek. Ale tak już chyba jest, ze im więcej się dowiadujemy, tym więcej niewiadomych przed nami. Coraz więcej pytań, a odpowiedzi na nie zawsze są dla nas wystarczające. 
I szukamy, szukamy, szukamy. Aż znajdziemy.
I znowu... okazuje się, ze to jest nic.
Kropla w morzu.


Jak mówi Jiri.. Skupmy się na wynikach, a nie na rozmyślaniu.

To seminarium znowu spowodowało, że zrobiłam sobie rachunek sumienia. Ponownie uświadomiłam sobie, że robię rzeczy, których nie powinnam robić. Chociaż robiąc je jest nam - właścicielom psów - o wiele łatwiej.

Moje postanowienia po seminarium:
- stopniowe eliminowanie agresji dominacyjnej w życiu codziennym z Santą.
To będzie bardzo trudne, bo co jak nie dominacja daje największy respekt. Santa też jej suką, która zawsze chciałaby postawić na swoim i niekiedy to zachowania dominacyjne pokazują, kto rządzi z naszej dwójki. (nie mylić z teorią dominacji - nie rzucam psem o podłogę, ani go nie katuje).
- stopniowe eliminowanie korekt, a wzmacnianie tylko pożądanych zachowań.
Tu muszę zachować zdrowy rozsądek, bo już kiedyś tak chciałam zrobić, to potem nie wiedziałam od czego się zabrać przy eliminowaniu zachowań, które sobie Santa sama wymyśliła.
- nie karcić za negatywne skojarzenie i emocje w stosunku do psów.
- stopniowe wrzucanie Santę na głęboką wodę przy psach.
Treningi wśród psów, starty w zawodach treningowych. Tylko kontrolowane środowisko.
- kupić gaz pieprzowy i używać na wszystko co chodzi luzem i zmierza w naszym kierunku.


W miniony weekend (19-20.03) organizowałam I Wiosenne Treningowe Przebiegi Obedience. Zorganizowałam je tylko i wyłącznie, by móc na własnych zasadach zgromadzić dużą ilość psów i zrobić trening z Santą.
Przy okazji moim planem jest promowanie województwa łódzkiego w sportach kynologicznych. Co jak co, ale tu się nic nie dzieje, a to centrum Polski.
Mam nadzieję, że to sie wkrótce zmieni, bo plany mam ambitne ;)

Razem z Santą wystartowałam w klasie 1. Wystartowałam, to za duże słowo.
Zrobiłam luźny trening przy psach i ludziach w bardzo trudnych warunkach psychicznych dla Santy. Dla mnie chyba też.
Emocje Santą targały. Frustracja sięgała co jakiś czas linii granicznej eksplozji - dzięki czemu nasze uszy mogły delektować się śpiewem operowym Santy
 


Zostawanie było dla Santy najtrudniejsze.
Widziałam zakłopotanie w jej oczach, które chciały być jak najdalej, jak najbliżej mnie.
Wytrzymała.
Wytrzymała 3 m od innych psów!
Oczywiście była na lince.
Początek był dla niej wyzwaniem. Tyle obcych psów, tyle zapachów obcych psów i emocje.
Było widać u niej niepokój.
Ale bardzo mnie cieszy, że na każdą komendę włączała się się do pracy. Była dzielna, chociaż widziałam ze bardzo chciała coś z całą tą sytuacją zrobić.
Był jeden moment, który dzielił nas od tragedii.
To było chwilowe zatrzymanie czasu. Przed oczami przeleciało mi całe seminarium z Jiri - co robić, co robić?!
Bez problemu udało mi się ja odwołać i przekierować na mnie. Uff Zagrożenie w postaci ozika 30 m od nas zostało zniesione





Co do ćwiczeń:
1. Zmiany pozycji: wejście na ring na smyczy (w naszym przypadku nie było innej opcji). Szybkie waruj na raz, bardzo ładne. Siad już nie taki ładny, ale mózg zawieszony "te psy na pewno tam jeszcze są".
2. Siad w marszu bardzo ładne.
3. Kwadratu nie robiłyśmy.
4. Stój w marszu, o dziwo się udało, bo rano się dziewczyna zbuntowała na zatrzymanie ;P Małe przebieranie łapami.
5. Przywołanie - totalna torpeda, aż się wystraszyłam zderzenia z nią.
Powtórzona komenda na dostawienie.
6. Aport - genialne podebranie koziołka, super tempo. Memłanie koziołka </3 ale utrzymanie go w pysku do komendy. Odebranie - dobre, o ile można powiedzieć, gdy pies trzyma koziołek na pół taktu
7. Obieganie pachołka. Tak pozytywnego wykonania ćwiczenia nie miał żaden pies
Piękne kicanie w galopie, za pachołkiem wiatr we włosach, motyle w brzuchu, przebudzenie szczeniaczka
8. Chodzenie przy nodze, jak na Santowe możliwości, to nawet fajnie. Nie zmęczyłam się przepychaniem jej sprzed nóg
Ładne skręty w lewo. Chyba nawet zrobiła jakieś 3 kroki do tyłu. Biegać nadal nie potrafimy:D
9. Przeszkodę Santa robiła dzisiaj pierwszy raz od ponad pół roku. Zrobiła to super. Tylko prędkość nie pozwoliła na bezawaryjne dostawienie.
To było bardzo fajne doświadczenie - dla mnie jako przewodnika, ze zawody są zabawą, dla Santy, że pieski nie gryzą.
To małe światełko w tunelu i mam nadzieję podążać do wyjścia z niego.

















poniedziałek, 8 lutego 2016

Szczeniaczki, szczeniaczki i .... po szczeniaczach

Świadomość i racjonalne podchodzenie do życia, to chyba największa moja bolączka przy realizacji marzeń... 
Myślę, że to już czas kiedy moja decyzja jest ostateczna i nie podważalna.  
Santa szczeniaków mieć nie będzie.
Są w życiu rzeczy ważne i ważniejsze.





Moja decyzja jest uwarunkowana zbyt rozwiniętymi... popędami u Santy.
Bardzo dobrze rozwinięty popęd łupu oraz popęd łowiecki, to niesamowite ułatwienie w szkoleniu psa. Ba! Nie wyobrażam sobie mieć psa bez łupu. Ale kiedy do tego dochodzi agresja łowiecka (agresja nieafektywna, o której pisałam tutaj), która rozwinęła łańcuch łowiecki do etapu złapania i zagryzienia ofiary, to już nie jest ułatwienie... w życiu codziennym. Chociaż nadal pomocne w sporcie - no bo przecież pies angażuje się całym sobą w upolowanie piłki/pozoranta/dysku. Równie bardzo angażuje się w polowanie na wiewiórki, ptaki, koty... Co jest do zniesienia, bo nie powoduje większych szkód.
Inaczej ma się sytuacja, gdy pies poluje na inne psy.
Wtedy już nie jest ciekawie.
A już na pewno, gdy na własne oczy wiedziało się cały schemat polowania włącznie z (prawie)zagryzieniem psa. Setera! To kurczę nie jest mały piesek, by można było wytłumaczyć, że się "pomyliła"...


Czy to wada? Nie można uznać, że bardzo dobrze rozwinięte popędy są wadą. Na pewno nie dla psa. Na pewno dla właściciela i ofiary już tak.
Nie można powiedzieć, że jest niezrównoważona, ponieważ agresja nieafektywna nie powoduje pobudzenia sympatycznego układu nerwowego, gdyż nie jest związana z emocjami. Obejmuje atak związany ze wzorem zachowań łowieckich.

Dodatkowo Santusia moja jedyna najukochańsza myszunia odziedziczyła po swoich rodzicach niezwykłą wolę walki oraz chęć konfrontacji z każdym napotkanym psem. Innymi słowy, gdyby nie ciągła kontrola byłybyśmy jedynymi spacerowiczami w parku... ;)



Ten typ tak ma.
Wybierając Santę wiedziałam, że to nie będzie łatwy osobnik. Nie wiedziałam, że jej wczesno szczenięce zachowanie, które skwitowałam jako Szatan wcielony, stanie się faktycznym zjawiskiem.

Już jako 3 miesięczne szczenię polowała na inne psy na kursie PT. Oczywiście nikt mi nie pomógł, bo PT obejmowało naukę siadania, warowania i "do mnie"... Dlatego jestem przeciwniczką wszelakich kursów grupowych...


Ciężką pracą i izolacją od psów udało nam się przeżyć w spokoju prawie 3 lata. Aż do felernego dnia kiedy, to Santa dostała ciążę urojoną, a w raz z nią hormony. Kiedy, to jej tolerancja do psów spadła do poziomu -1000.
Coś w jej małej, uszatej główce się poprzekręcało... I postanowiła, że unicestwi wszystkie psy, które ośmielą się wtargnąć na jej przestrzeń osobistą w promieniu kilometra.

Regularna praca skwitowała nie małym sukcesem, ale to już nigdy nie będzie pełne zaufanie do psa.


Tym sposobem Santa jest skazana na wieczne dziewictwo, a nasze starty w Obedience zaczną i skończą się jedynie na zawodach treningowych, gdzie będę mogła mieć psa pod stała kontrolą.
Nie mogę narażać inne psy na przedwczesna śmierć albo kalectwo.



Santa nie jest odosobnionym przypadkiem z agresją nieafektywną. Nie ona jedyna zagryza pieski i wiewiórki w parku. Ale nie potrafię rozmnożyć suki, po której sama nie zdecydowałabym się na szczeniaka (ze względu na tę agresję) wciskając, że szczeniaczki są słodkie, ciemnowilczaste i ekstra do sportu! No jasne, że ekstra do sportu. Dlatego ubolewam... Ale trening, to tylko cząsteczka życia z psem. Życie z takim psem, to nie usłana różami ścieżka szczęścia. Trzeba mieć łeb na karku, oczy dookoła głowy, dużo cierpliwości i twardy charakter odporny na wszelkie załamania i drastyczne widoki i mocne korekty. I tak jak w naszym przypadku, możliwość rezygnacji ze startów po kilkuletnim przygotowaniu do zawodów.
Nie wiem czy można dostać mocniejszy cios w serce.


Dlatego nie chcę narażać przyszłych-niedoszłych przewodników szatańskich kulek na rozczarowania i na ciągłą walkę z psim zabójcą.


Kiedy decydowałam się na hodowle postanowiłam sobie zasady.
Czas weryfikuje czy z początku nieskazitelnie idealne hodowle trzymają się tego czego postanowiły na samym początku.
A na prawdę znam wiele hodowli różnych ras, które omijają swój "regulamin" szerokim łukiem, gdy pierwsza gotówka za szczeniaczki wpływa na konto....



Do osób, które już sieją ferment o tym, że nie daję sobie rady z Santą.
Polecam najpierw mieć pojecie co to znaczy pies z agresją nieafektywną i jak walczy pies z niebywałą wolą walki.
To nie jest słodki piesek merle który atakuje ze strachu, bo ktoś za głośno tupnął.
A najlepiej, to polecam pytać u źródła, bo zawsze najwięcej do powiedzenia mają osoby, których nigdy na oczy nie widziałam.