środa, 23 marca 2016

Seminarium i Przebiegi Obedience


12-13 marca spędziłam z Santą na seminarium dotyczącego agresji u psów. Prowadzącym seminarium był Jiri Scucka, u którego byłam na poprzednim seminarium o motywacji, komunikacji i metod szkoleniowych.

To seminarium było częścią drogi do zrozumienia zachowania Santy.
Nadal psychika Santy jest dla mnie jedną wielką zagadką. 
Na szczęście nie jest już niewiadomą ;) 
Człowiek myśli, ze juz sporo wie i przychodzi zderzenie z rzeczywistością i nagle okazuje się, ze jesteśmy zieloni jak szczypiorek. Ale tak już chyba jest, ze im więcej się dowiadujemy, tym więcej niewiadomych przed nami. Coraz więcej pytań, a odpowiedzi na nie zawsze są dla nas wystarczające. 
I szukamy, szukamy, szukamy. Aż znajdziemy.
I znowu... okazuje się, ze to jest nic.
Kropla w morzu.


Jak mówi Jiri.. Skupmy się na wynikach, a nie na rozmyślaniu.

To seminarium znowu spowodowało, że zrobiłam sobie rachunek sumienia. Ponownie uświadomiłam sobie, że robię rzeczy, których nie powinnam robić. Chociaż robiąc je jest nam - właścicielom psów - o wiele łatwiej.

Moje postanowienia po seminarium:
- stopniowe eliminowanie agresji dominacyjnej w życiu codziennym z Santą.
To będzie bardzo trudne, bo co jak nie dominacja daje największy respekt. Santa też jej suką, która zawsze chciałaby postawić na swoim i niekiedy to zachowania dominacyjne pokazują, kto rządzi z naszej dwójki. (nie mylić z teorią dominacji - nie rzucam psem o podłogę, ani go nie katuje).
- stopniowe eliminowanie korekt, a wzmacnianie tylko pożądanych zachowań.
Tu muszę zachować zdrowy rozsądek, bo już kiedyś tak chciałam zrobić, to potem nie wiedziałam od czego się zabrać przy eliminowaniu zachowań, które sobie Santa sama wymyśliła.
- nie karcić za negatywne skojarzenie i emocje w stosunku do psów.
- stopniowe wrzucanie Santę na głęboką wodę przy psach.
Treningi wśród psów, starty w zawodach treningowych. Tylko kontrolowane środowisko.
- kupić gaz pieprzowy i używać na wszystko co chodzi luzem i zmierza w naszym kierunku.


W miniony weekend (19-20.03) organizowałam I Wiosenne Treningowe Przebiegi Obedience. Zorganizowałam je tylko i wyłącznie, by móc na własnych zasadach zgromadzić dużą ilość psów i zrobić trening z Santą.
Przy okazji moim planem jest promowanie województwa łódzkiego w sportach kynologicznych. Co jak co, ale tu się nic nie dzieje, a to centrum Polski.
Mam nadzieję, że to sie wkrótce zmieni, bo plany mam ambitne ;)

Razem z Santą wystartowałam w klasie 1. Wystartowałam, to za duże słowo.
Zrobiłam luźny trening przy psach i ludziach w bardzo trudnych warunkach psychicznych dla Santy. Dla mnie chyba też.
Emocje Santą targały. Frustracja sięgała co jakiś czas linii granicznej eksplozji - dzięki czemu nasze uszy mogły delektować się śpiewem operowym Santy
 


Zostawanie było dla Santy najtrudniejsze.
Widziałam zakłopotanie w jej oczach, które chciały być jak najdalej, jak najbliżej mnie.
Wytrzymała.
Wytrzymała 3 m od innych psów!
Oczywiście była na lince.
Początek był dla niej wyzwaniem. Tyle obcych psów, tyle zapachów obcych psów i emocje.
Było widać u niej niepokój.
Ale bardzo mnie cieszy, że na każdą komendę włączała się się do pracy. Była dzielna, chociaż widziałam ze bardzo chciała coś z całą tą sytuacją zrobić.
Był jeden moment, który dzielił nas od tragedii.
To było chwilowe zatrzymanie czasu. Przed oczami przeleciało mi całe seminarium z Jiri - co robić, co robić?!
Bez problemu udało mi się ja odwołać i przekierować na mnie. Uff Zagrożenie w postaci ozika 30 m od nas zostało zniesione





Co do ćwiczeń:
1. Zmiany pozycji: wejście na ring na smyczy (w naszym przypadku nie było innej opcji). Szybkie waruj na raz, bardzo ładne. Siad już nie taki ładny, ale mózg zawieszony "te psy na pewno tam jeszcze są".
2. Siad w marszu bardzo ładne.
3. Kwadratu nie robiłyśmy.
4. Stój w marszu, o dziwo się udało, bo rano się dziewczyna zbuntowała na zatrzymanie ;P Małe przebieranie łapami.
5. Przywołanie - totalna torpeda, aż się wystraszyłam zderzenia z nią.
Powtórzona komenda na dostawienie.
6. Aport - genialne podebranie koziołka, super tempo. Memłanie koziołka </3 ale utrzymanie go w pysku do komendy. Odebranie - dobre, o ile można powiedzieć, gdy pies trzyma koziołek na pół taktu
7. Obieganie pachołka. Tak pozytywnego wykonania ćwiczenia nie miał żaden pies
Piękne kicanie w galopie, za pachołkiem wiatr we włosach, motyle w brzuchu, przebudzenie szczeniaczka
8. Chodzenie przy nodze, jak na Santowe możliwości, to nawet fajnie. Nie zmęczyłam się przepychaniem jej sprzed nóg
Ładne skręty w lewo. Chyba nawet zrobiła jakieś 3 kroki do tyłu. Biegać nadal nie potrafimy:D
9. Przeszkodę Santa robiła dzisiaj pierwszy raz od ponad pół roku. Zrobiła to super. Tylko prędkość nie pozwoliła na bezawaryjne dostawienie.
To było bardzo fajne doświadczenie - dla mnie jako przewodnika, ze zawody są zabawą, dla Santy, że pieski nie gryzą.
To małe światełko w tunelu i mam nadzieję podążać do wyjścia z niego.

















poniedziałek, 8 lutego 2016

Szczeniaczki, szczeniaczki i .... po szczeniaczach

Świadomość i racjonalne podchodzenie do życia, to chyba największa moja bolączka przy realizacji marzeń... 
Myślę, że to już czas kiedy moja decyzja jest ostateczna i nie podważalna.  
Santa szczeniaków mieć nie będzie.
Są w życiu rzeczy ważne i ważniejsze.





Moja decyzja jest uwarunkowana zbyt rozwiniętymi... popędami u Santy.
Bardzo dobrze rozwinięty popęd łupu oraz popęd łowiecki, to niesamowite ułatwienie w szkoleniu psa. Ba! Nie wyobrażam sobie mieć psa bez łupu. Ale kiedy do tego dochodzi agresja łowiecka (agresja nieafektywna, o której pisałam tutaj), która rozwinęła łańcuch łowiecki do etapu złapania i zagryzienia ofiary, to już nie jest ułatwienie... w życiu codziennym. Chociaż nadal pomocne w sporcie - no bo przecież pies angażuje się całym sobą w upolowanie piłki/pozoranta/dysku. Równie bardzo angażuje się w polowanie na wiewiórki, ptaki, koty... Co jest do zniesienia, bo nie powoduje większych szkód.
Inaczej ma się sytuacja, gdy pies poluje na inne psy.
Wtedy już nie jest ciekawie.
A już na pewno, gdy na własne oczy wiedziało się cały schemat polowania włącznie z (prawie)zagryzieniem psa. Setera! To kurczę nie jest mały piesek, by można było wytłumaczyć, że się "pomyliła"...


Czy to wada? Nie można uznać, że bardzo dobrze rozwinięte popędy są wadą. Na pewno nie dla psa. Na pewno dla właściciela i ofiary już tak.
Nie można powiedzieć, że jest niezrównoważona, ponieważ agresja nieafektywna nie powoduje pobudzenia sympatycznego układu nerwowego, gdyż nie jest związana z emocjami. Obejmuje atak związany ze wzorem zachowań łowieckich.

Dodatkowo Santusia moja jedyna najukochańsza myszunia odziedziczyła po swoich rodzicach niezwykłą wolę walki oraz chęć konfrontacji z każdym napotkanym psem. Innymi słowy, gdyby nie ciągła kontrola byłybyśmy jedynymi spacerowiczami w parku... ;)



Ten typ tak ma.
Wybierając Santę wiedziałam, że to nie będzie łatwy osobnik. Nie wiedziałam, że jej wczesno szczenięce zachowanie, które skwitowałam jako Szatan wcielony, stanie się faktycznym zjawiskiem.

Już jako 3 miesięczne szczenię polowała na inne psy na kursie PT. Oczywiście nikt mi nie pomógł, bo PT obejmowało naukę siadania, warowania i "do mnie"... Dlatego jestem przeciwniczką wszelakich kursów grupowych...


Ciężką pracą i izolacją od psów udało nam się przeżyć w spokoju prawie 3 lata. Aż do felernego dnia kiedy, to Santa dostała ciążę urojoną, a w raz z nią hormony. Kiedy, to jej tolerancja do psów spadła do poziomu -1000.
Coś w jej małej, uszatej główce się poprzekręcało... I postanowiła, że unicestwi wszystkie psy, które ośmielą się wtargnąć na jej przestrzeń osobistą w promieniu kilometra.

Regularna praca skwitowała nie małym sukcesem, ale to już nigdy nie będzie pełne zaufanie do psa.


Tym sposobem Santa jest skazana na wieczne dziewictwo, a nasze starty w Obedience zaczną i skończą się jedynie na zawodach treningowych, gdzie będę mogła mieć psa pod stała kontrolą.
Nie mogę narażać inne psy na przedwczesna śmierć albo kalectwo.



Santa nie jest odosobnionym przypadkiem z agresją nieafektywną. Nie ona jedyna zagryza pieski i wiewiórki w parku. Ale nie potrafię rozmnożyć suki, po której sama nie zdecydowałabym się na szczeniaka (ze względu na tę agresję) wciskając, że szczeniaczki są słodkie, ciemnowilczaste i ekstra do sportu! No jasne, że ekstra do sportu. Dlatego ubolewam... Ale trening, to tylko cząsteczka życia z psem. Życie z takim psem, to nie usłana różami ścieżka szczęścia. Trzeba mieć łeb na karku, oczy dookoła głowy, dużo cierpliwości i twardy charakter odporny na wszelkie załamania i drastyczne widoki i mocne korekty. I tak jak w naszym przypadku, możliwość rezygnacji ze startów po kilkuletnim przygotowaniu do zawodów.
Nie wiem czy można dostać mocniejszy cios w serce.


Dlatego nie chcę narażać przyszłych-niedoszłych przewodników szatańskich kulek na rozczarowania i na ciągłą walkę z psim zabójcą.


Kiedy decydowałam się na hodowle postanowiłam sobie zasady.
Czas weryfikuje czy z początku nieskazitelnie idealne hodowle trzymają się tego czego postanowiły na samym początku.
A na prawdę znam wiele hodowli różnych ras, które omijają swój "regulamin" szerokim łukiem, gdy pierwsza gotówka za szczeniaczki wpływa na konto....



Do osób, które już sieją ferment o tym, że nie daję sobie rady z Santą.
Polecam najpierw mieć pojecie co to znaczy pies z agresją nieafektywną i jak walczy pies z niebywałą wolą walki.
To nie jest słodki piesek merle który atakuje ze strachu, bo ktoś za głośno tupnął.
A najlepiej, to polecam pytać u źródła, bo zawsze najwięcej do powiedzenia mają osoby, których nigdy na oczy nie widziałam.





wtorek, 19 stycznia 2016

Agresja nieafektywna, czyli agresja łowiecka

Agresja nieafektywna, to agresja drapieżnicza - łowiecka. Polega ona na realizowaniu naturalnych wzorców zachowań drapieżnika. Jest to zachowanie wrodzone i wszystkie psy przejawiają zachowania łowickie. Niektóre części tego złożonego zachowania zostały osłabione lub wygaszone.

Wzór zachowań drapieżnych:

namierzanie 
v
obserwacja
v
podkradanie
v
pogoń
v
chwytanie
v
zagryzienie
v
rozszarpanie
v
konsumpcja 


Wszystkie psy mają uwarunkowany ostatni etap zachowań łowieckich - konsumpcję. Bez tego nie byłyby w stanie przeżyć -muszą jeść.
U niektórych ras, np border collie w wyniku celowej hodowli nastawionej na użytkowości rasy - pasieniu wzmocniono i rozwinięto takie cechy jak: namierzanie - wpatrywanie się - podkradanie - pogoń.
Wygaszane są natomiast: chwytanie i zagryzanie.
To cechy charakterystyczne dla psów zaganiających.


Wiele ras użytkowych hodowany pod sport (IPO, Mondio) zachowania łowickie mają rozwinięte aż do zagryzienia i rozszarpania.



Różnica między agresją afektywną a nieafektywną:
"Agresja afektywna związana jest z pobudzeniem zarówno autonomicznego układu nerwowego, jak i sympatycznego układu nerwowego (emocje). Kategoria ta obejmuje wszystkie formy agresji z wyjątkiem zachowań łowieckich.
Agresja nieafektywna nie powoduje pobudzenia sympatycznego układu nerwowego, gdyż nie jest związana z emocjami. Obejmuje atak związany ze wzorem zachowań łowieckich." - Zachowania agresywne u psów - James O'Heare




 Jest to zachowanie dziedziczne, a psy (szczeniaki) zachowują się instynktownie, ale nie oznacza to, że takiego zachowania nie możemy uwarunkować. Jest to jednak trudne zadanie, dlatego że pozbawienie naturalnych instynktów jest niemożliwe (można je jedynie przygasić lub kontrolować), a motywacja (pogoń) jest bardzo intensywna.

Agresja łowiecka nie jest mi obca.
A raczej Sancie.

Wiem jak trudne jest kontrolowanie psa, który jest w stanie upolować zwierzynę (w tym psa). Ale przy odrobinie pracy i wysiłku kontrolowanie takiego psa nie jet zbyt trudne.

W kontrolowaniu takiego psa potrzebne jest bezwarunkowe posłuszeństwo - zwracanie uwagi na przewodnika, przywołanie i "stalowa" komenda - u nas jest to waruj. To podstawa, która pomoże nam "obudzić" psa w pierwszych fazach polowania - wpatrywania się i podkradania.

To nie jet wada i nie coś "złego". Nie można uznać, że bardzo mocno rozwinięte popędy u ras predysponowanych to wada. To może być problem dla ofiary, ale "dzikość taka jest".
Ktoś jest drapieżnikiem, a ktoś ofiarą.

Czy to przeszkadza podczas pracy przy psach?

Oczywiście, że nie. Pies - nawet ten, który "lubi" polować nie zajmuje się przez cały swój dzień obmyślaniem planu i strategii działania na psa sąsiada, ani na psa z którym trenuje.
To agresja łowiecka. Emocje są wyłączone! To instynkt. 

Gdy pies pracuje nie ma mowy by był zainteresowany czym innym niż przewodnikiem, pracą i piłką (na której zaspokaja zachowania łowieckie)



sobota, 9 stycznia 2016

Dlaczego psy zachowują sie agresywnie?

 Odpowiedź na to pytanie jest prosta - ponieważ zwierzęta rozwinęły w sobie gotowość przyswojenia zachowania agresywnego, by osiągnąć korzyć, czyli pozytywne wzmocnienie, a uniknąć negatywnych wzmocnień.
Mówiąc prosto, pies reaguje agresją, ponieważ mu się to opłaci - natarczywe dziecko odejdzie, pies, przy którym drugi osobnik czuje się nie komfortowo nie reaguje na wysyłane sygnały, pies który został wielokrotnie pogryziony pierwszy reaguje agresją, by uniknąć kolejnego ataku.

 Wszystkie osobniki dążą do zaspokojenia potrzeb, jeśli kolidują one z z interesami drugiego osobnika - często agresja jest jedyną drogą rozwiązania konfliktu. 

Otwarta agresja jest niebezpieczna dla psów. One doskonale o tym wiedzą. Konfrontacja z drugim psem wiąże się z ranami i niemożliwością polowania, czyli zaspokojeniem głodu lub ucieczki. Dlatego psy stosują sygnały informujące inne osobniki, próbując uniknąć awantury.

Wiele zachowań u psów to dążenie do pozytywnego wzmocnienia, niemniej jednak zdarzają się psy, które wykorzystują agresje w zamian za ucieczkę (kiedy nie mają możliwości, np. gdy są zapędzone w róg,  ból nie pozwalający im na ucieczkę) lub do uniknięcia bodźca awersyjnego.


Zachowanie agresywne nie jest z natury złe. Jest jednym z naturalnych zachowań, w które jest "wyposażony" pies. (człowiek również). Może ono być kłopotliwe dla drugiej strony albo dla obydwóch stron konfliktu. Oczywiście najbardziej kłopotliwe jest ono dla ofiary, która narażona jest na agresje skierowaną w jej stronę. Może być tez kłopotliwe dla psa, który tymi zachowaniami agresywnymi reaguje. Oznacza, to że doświadcza on bodźców awersyjnych, a jedyną metoda obrony, którą uważa za słuszną, to atak.


Przechodząc dalej zadajemy sobie pytanie:
czy zachowanie agresywne jest uwarunkowane genetycznie czy wyuczone?
Zadawanie tego typu pytań do niczego nie prowadzi, ponieważ każde zachowanie składa się zarówno z wrodzonych jak i wyuczonych elementów.
Każdy pies rodzi się z całą gamą uwarunkowań genetycznych, ale w dużej  mierze to od czynników środowiskowych i doświadczeń własnych pewne zachowania się ujawniają. Na przykład agresja.


Psy które z pozoru są łagodne, które "muchy by nie skrzywdziły" są w stanie ugryźć, gdyby znalazły się w sytuacji bez wyjścia lub potwornego bólu. Odwrotnie psy, które można uznać, że mają skłonność do agresji są wstanie panować nad sobą i unikać konfliktu w każdy możliwy sposób.  Dziwne by było, gdyby pies nie użył w całym swoim życiu zachowania agresywnego.

Po prostu te z pozoru łagodne psy mające wysoki próg reakcji agresywnych nie zostały nigdy sprowokowane do tego stopnia by konieczna była obrona.

Rasy psów były selekcjonowane do konkretnej pracy, dlatego powstały rasy o różnym progu pobudzenia i agresji.Wraz z pojawieniem się hodowli nastawionych na sport i pracę (np. w służbach), zanikały pierwotne cele hodowli. Dla przykładu możemy tutaj podać Owczarki Niemieckie z linii użytkowej i Owczarki Belgijskie Malinois, które pierwotnie pilnowały stada owiec, a obecnie wykazują się na ringach IPO, Mondioringu i wszelkich służbach mundurowych. Od lat u tych ras pielęgnowana jest równomiernie agresja, popęd łupu oraz popęd obrony.  Popęd łupu u tych ras jest o wiele większy niż u wszystkich chartów razem wziętych, dlatego, że to od lat ten popęd u owczarków jest pielęgnowany i rozwijany, a u większości ras myśliwskich - wygaszany.

Próg reakcji agresywnej nie pozostaje przez całe życia na tym samym poziomie. Jesteśmy w stanie przesuwać je w górę i w dół. Przy częstym powtarzaniu się zachowań agresywnych i ich wzmacnianiu progi obniżają się, a pies coraz łatwiej i częściej reaguje agresją.
Psy reagują agresywnie, ponieważ rozwinęły genetycznie predyspozycje do takich zachowań przez selekcję naturalną.
Agresja pozwala im dążyć do pozytywnych wzmocnień a unikać negatywnych.


W następnym poście postaram się bliżej przyjrzeć agresji łowieckiej, czyli agresji nieafektywnej.

czwartek, 7 stycznia 2016

Nowy Rok, nowe... co?

Tradycyjnie każdy rozpoczyna Nowy Rok, z nowymi postanowieniami, potem na koniec roku pisze sprawozdanie i tak dalej, i tak dalej...
Czy coś w tym złego?
Nie, myślę, że nie.
W zasadzie też pisałam podsumowanie, bo kiedyś działo sie wiele nowych rzeczy.

A teraz? Rok 2015 był rokiem... zmarnowanym. Zmarnowałam go na przygotowywanie Santy do hodowlanki, odłożyłam na bok przygotowanie do egzaminu IPO1, przeleciało nam kilka zawodów obi "Bo akurat wtedy już będzie w ciąży"... Ehh...

Mówi się trudno.

Santa jest dopiero w połowie swojej przyszłej-niedoszłej kariery sportowej. Regularnie z uporem maniaka trenujemy posłuszeństwo i IPO i tak "może" rok 2016 okaże się rokiem sukcesu. Sukcesem będzie jak uda mi się w końcu z tym oszołomem podejść do IPO ;)


Nowe postanowienia?
Nieodłącznie to samo - podejść do IPO i pojechać na zawody Obedience.


Oby rok 2016 był rokiem szczęścia, bo jak to się mówi "na Titanicu wszyscy byli zdrowi, tylko szczęścia zabrakło"...

piątek, 18 grudnia 2015

Akcja Testowania Produktów NaszeZoo

Jakiś czas temu podjęłam współpracę ze sklepem Nasze Zoo w ramach Akcji Testowania Produktów.
Paczka miała być niespodzianką, więc z niecierpliwieniem oczekiwałam na kuriera ;)

Do przetestowania otrzymałyśmy piłkę ze sznurem ZOLUX Dental oraz ciastka z kawałkami warzyw Herbal Pets.



Na pierwszy ogień poszły ciastka. Ciastka jak ciastka... Wszystko co da się wziąć do pyska dla Santy jest jadalne. Z tego względu nie mogę obiektywnie stwierdzić czy jej smakowały czy o prostu zjadła, bo jej dałam.
Ciastka są bardzo twarde (aż się sama zdziwiłam). Ich twardość i kształt ma się przyczynić do usuwania kamienia nazębnego.  Ciastka pachną i wyglądają jakby były posypane wegetą :P

SKŁAD: mąka pszenne graham, woda, grysik warzywna (marchew, pasternak, korzeń cykorii).
ANALIZA: białko 11,8%, tłuszcz 1,6%, popiół 3,2%, włókno 11,4%.

Moja opinia:
Ciastka Herbal Pets, to przekąski dla psa "w ciągu dnia". My raczej nie stosujemy tego typu przekąsek. Zwłaszcza, że pod ręką mamy zawsze pełno świeżych marchewek i jabłek.


Ciastka można zakupić TUTAJ
 ________________________________________________________________________

Od razu jak zobaczyłam piłkę Zolux Dental, to powiedziałam NO NIE! Ten nieszczęsny sznur...
Santa kocha piłki pod każdym względem. Te małe, duże i ogromne. Ze względu na to, że na treningu używam tylko jedynej właściwej piłki firmy Gappay, postanowiłam, że wyjmę ten sznur i dam Sancie ją potłamsić. Kiedyś miała już podobne jajo do czyszczenia zębów i zostawiając ją z nim na kilkanaście minut został mi po nim tylko kawałek sznurka.


Santa ma swoją kulę do wylewania emocji, którą pomemla i idzie spać.
Piłkę Zolux Dental gryzła kilka (!) godzin i nie nudziło jej się!
Piłka wydaje się być niezniszczalna.
Jest bardzo dobrze wykonana i gdyby nie ten sznur była by prawie idealna. (prawie, bo jak wyżej przeczytaliście jedyny słuszny wybór to Gappay :D ).
Po każdej stronie piłki ulokowano pasy z różnymi typami żłobień, wypustek i miękkich szczotek, które mają pomagać przy czyszczeniu zębów psa.

Moja opinia:
Według mnie piłka jest bardzo dobrze wykonana. Spełnia swoje zadanie. Wydaje się że gryzienie jej sprawia psu dodatkową przyjemność "w pysku". Dla mnie pozytywne zaskoczenie i na pewno piłka posłuży nam na długi czas.


Piłkę można zakupić TUTAJ

środa, 2 grudnia 2015

Piesek czy suczka?

Mogę się założyć, że każdy z Was przynajmniej raz w życiu usłyszał na spacerze tekst "piesek czy suczka" od osoby, której pies właśnie biegnie w nasza stronę.

Jakby to miało znaczenie z czyich zębów ten nieszczęsny piesek zginie... ;)

Co tym ludziom ubzdurało się, że jak piesek podbiegnie do suczki to się nic nie stanie? (i na odwrót). Liczą na miłość od pierwszego wejrzenia?
Nie wiem. Kurde, nie wiem!
Nie wiem czy ci ludzie takie ograniczenie myślenia i przewidywania dziedziczą, czy pracują nad tym latami.


Ja wiem, że niektórzy psy mają z przypadku i ten pies jest dla nich jednym wielkim wrzodem w życiu. Ale widuję i wypindrzone damy z równie wystrojonymi pieskami i podejrzewam, że stać ich na smycz albo chociaż na kilka lekcji pt. : "jak nauczyć psa przywołania?"

 Problem akceptacji i tolerancji innych poza swoich nosem w naszym społeczeństwie jest poważny. Wiem, że nie da się zbawić całego świata. Wiem, że dla ludzi najefektywniejsza nauka jest wtedy, kiedy dostaną za coś karę. Samo uświadamianie nic nie daje.

Kilka osób już się nauczyło pilnować swoje psy, kiedy piesek biegł do słodkiej suczki, a ta suczka prawie go zabiła.

Nic mnie tak nie wkurza na spacerze jak biegające luzem psy!
Sama puszczam Santę ze smyczy. Jasne, po to jest spacer. Ale do jasnej cholery, co jest w skomplikowanego w zawołaniu psa?!
Co do czego, to każdy jest wygadany jeśli chodzi o bronieniu swoich racji, ale żeby wypowiedzieć dwa słowa "do mnie", to większość zapomina języka w gębie.

Zawsze, gdy widzę psa na horyzoncie wołam do siebie Santę. Niestety muszę przewidywać reakcję swojego psa, obcego psa i jeszcze reakcję tego durnego człowieka.

Robiłam to zawsze - gdy Santa ignorowała psy, i teraz, gdy Santa boi się psów i jest w stanie psa dosyć mocno poturbować jeśli się jakiś na nią rzuci.


Ten post zawiera wiele emocji. Negatywnych emocji. Po prostu brak mi już siły. Pracuję dzień w dzień z psem. Z psem, który boi się psów. Tak, boi się. Jest to uciążliwe, zwłaszcza, że do listopada tamtego roku problem z psami nie istniał. Psy były tłem, były ignorowane. Niestety ciąża urojona i hormony robią swoje. Efekty uboczne są dla nas nieco kłopotliwe.
Zawirowanie hormonalne i kilka ataków ze strony psów dały się we znaki. (psów ulicznych, no bo to, ze jakiś pies u kogoś przebywa, a cały dzień biega po ulicy, to nie jest pies domowy).
Ze strachu nie da się wyjść "od tak". Pierwsze fazy strachu dosyć szybko przygasiłam. Ale potem znowu zaczęły się ataki.

Zdarzały się ataki podczas załatwiania swoich potrzeb fizjologicznych - tak, kiedy Santa sikała podbiegł pies i ją zaatakował (myślałam, że sama rozszarpie tego psa). Pierwszy raz miałam okazje zobaczyć jak pies biegnie z końca ulicy sprintem i wbija się mojego psa...
Było jeszcze kilka przypadków, ze strony psów-szczekaczy, które skutecznie też wkurzały Santę.

W każdym przypadku, kiedy dochodziło do spięcia, to JA musiałam ratować czyjegoś psa. Nikt, powtarzam NIKT nawet nie przyspieszył kroku, kiedy to ich pies był przygniatany przez wielkiego owczarka.
Nikt nawet się nie odezwał słowem. Nigdy nie usłyszałam "przepraszam". To ja pytałam się czy psu się nic nie stało, bo chyba tylko ja jestem odpowiedzialna za czyny swojego psa...


 I tak, dzień w dzień wychodząc z psem na spacer staram się przechodzić przy jak największej ilości psów. Z każdym psem, jest postęp. Santa nie zwraca uwagi na psy, do czasu. Do czasu, kiedy znowu jakiś kundel jej nie zaatakuje.
Cholery idzie dostać!!
Nie można się zrelaksować na spacerze, bo musisz się zastanawiać "a ten to zapnie tego psa?", " a ten pies biegnie po śmierć czy się zatrzyma?"

 I gdy słyszę te cudowne słowa "piesek czy suczka?" to mam ochotę puścić Santę i samej podejść do tej osoby złapać za łeb i walnąć kilka razy głową o mur.