czwartek, 30 października 2014

Wystawa

Cóż.. kiedyś musimy się z tym zmierzyć :D
30 listopada w Nowym Dworze Mazowieckim będziemy lśnić na XXX zimowej wystawie krajowej... 
Będziemy zaraz za wszystkimi eksterierami chyba, że poproszę o ocenę poza konkurencją.

Jak ktoś chce porównać eksteriera w ruchu i w zachowaniu do użytka, no to zapraszam - w zamian po proszę focisze :D :D

Z autopsji wiem, że wystawcy eksterierów nie lubią użytków na wystawach, bo... rozpraszają uwagę widzów :D
Na CACIBie w Łodzi robiąc sobie trening miedzy ludźmi i psami przywiązanymi do płotów i ujadającymi dobre pół godziny (na co, to nie wiem, chyba na duchy), zostałam poproszona o zaprzestanie "chodzenia przy nodze", bo drażnię psy. A przepraszam bardzo, nie można powiedzieć, żeby się położyły i zamknęły japę? Poza tym, co tak frustruje takiego nieszczęsnego eksterierka w zwykłym chodzeniu drugiego psa? Rozumiem, ze widok piłki, ok. Ale one nawet okiem nie spojrzały na piłkę - przecież i tak połowa z nich nie wie do czego to okrągłe... 
PS. Nie było w tym czasie oceny na ringu. 
Podczas tej całej parady, Santa siedziała obok mnie i robiła jako ozdóbka do głaskania i robienia zdjęć :D

Nie żeby tylko mnie nie lubili, ale gdy Pan Jacek wystawiał Zulusa i zrobił sobie mały trening na rozruszanie psa przed oceną i przyciągnął uwagę widzów został "zlinczowany" wzrokami i minami wystawców eksterierów.. plus ocenę dobrą za JASNE OCZY, przy czym ma smołę w oku...

Eh.. znowu wyszło na jaw, ze nie lubię eksterierów.. :< 



wtorek, 21 października 2014

Psijacielu drogi - ile kosztuje utrzymanie sportowego psa

O akcji
     Jako blogerzy często mówimy o naszym życiu z psem, przedstawiamy wspólne wyjazdy czy zdjęcia zadowolonego czworonoga. To sprawia, że wiele osób decyduje się na posiadanie psa w ogóle, a czasem na psa konkretnej rasy. Uważamy, że należy zwracać uwagę na fakt, iż pies to regularne wydatki: na jego żywienie, profilaktykę weterynaryjną, zaspokojenie potrzeb takich jak zabawa, spacer, socjalizacja czy wychowanie. Niejednokrotnie to również niespodziewane wydatki na leczenie. Bezpieczne i niosące satysfakcję uprawianie psich sportów – tak teraz modne – wymaga poświęcania funduszy na seminaria, kursy, zawody, akcesoria oraz właściwe przygotowanie fizyczne i psychiczne psa.
     Każdego dnia w Polsce porzucane są kolejne psy. Często decyzja o posiadaniu psa podejmowana jest nierozsądnie, pod wpływem samych emocji, bez trzeźwego spojrzenia na obowiązek, który bierzemy sobie na barki. Takie psy, na które później nie ma pieniędzy, lądują w schroniskach, są wyrzucane na ulicę, przywiązywane w lesie czy po prostu niehumanitarnie uśmiercane. Często ludzie nie leczą swoich psów z podstawowych dolegliwości, a zamiast tego chcą je uśpić – aby wziąć kolejne, jeszcze zdrowe. Pragniemy, aby człowiek brał na siebie pełną odpowiedzialność za posiadanego czworonoga, i aby ta odpowiedzialność zaczynała się już na etapie planowania i zrozumienia, jakie wydatki muszą zostać poniesione.




Jeśli kiedykolwiek zastanawiało Was ile kosztuje utrzymanie psa sportowego, to teraz macie okazję przetrzeć oczy - i ja też, bo sumy mogą wyjść przerażające :)
Najpierw rozpatrzę Santę - dwuletnią sukę Owczarka Niemieckiego (czyli koszt dwuletniego utrzymania psa), regularnie trenującej i prowadzącej aktywny tryb życia.
Następnie przeanalizujemy Rafika - sześcioletniego jamnika po wypadku (czyli koszt utrzymania psa przez okres sześciu lat).

SANTA

Żywienie

Od małego Santa dostawała karmę dla delikatnych szczeniąt (ze względu na niesprecyzowane przez weterynarza wojny żołądkowe) - ok. 120/mc, następnie żywiona była BARFem - ok. 100 zł/mc, a później karmą dla psów aktywnych - ok. 120zł/mc. 
Przez jakiś czas dostawała, karmę dla psów o normalnej aktywności + surowe i obecnie również takową dostaje, zmieniona marka i typ: BRIT Care Adult Large Breed Lamb & Rice -150 zł/mc ; 60 zł/ tyg. ACANA Lamb & Apple, kupuję na wagę w zoologu.)
Nie liczę ton owoców i warzyw i innych cudactw ;)

Razem: ~3170 zł.

Weterynarz i leczenie

Jak wspomniałam wyżej Santa na początku miała problemy z żołądkiem. Weterynarz oczywiście wybrał najdroższą drogę leczenia, czyli szczepienia przeciwko tasiemcowi. Okazało się to być, tylko "zwykłymi" nicieniami, ale co pies się nacierpiał i przy okazji ja, to moje... Jeden taki zastrzyk ok 40 zł, było ich 2-3.
Wiadomo pierwsze szczepienia, wścieklizna, odrobaczenia, zapalenie uszu, maści na porozcinane opuszki, krople przeciwko kleszczom i pchłom... W okresie szczenięcym i młodzieńczym leki na wspomaganie stawów. Nie przypominam sobie, by coś było kosztownego. Na razie czeka nas wydatek w postaci RTG.

 Razem: ~690 zł. (przy czym większość wizyt mam za free :)



Zabawki i akcesoria  
Pomimo tego, że regularnie trenuję z psem, nie rozrzucam się -jak większość psiarzy- z zabawkami, obróżkami, smyczkami, piłeczkami, szarpaczkami. Zasada jest taka - zabawki się szanuje i używa tylko podczas pracy. Piłki o ile nie popłyną z prądem rzeki, albo ktoś po chamsku nie zabierze "przypadkiem" lub kiedyś nie odpadał sznurek od piłki nie mam potrzeb ich wymiany tudzież zakupu nowych, "bardziej kolorowych". 
Przewinęło się u nas kilkanaście piłek. Obecnie ma dwie piłki HOKO i swoją kulę smakulę większą od pyska, na której wylewa emocje. 3 dyski frisbee, gryzak do aportu, 2 smycze (jedna od samego początku, drugą robioną własnoręcznie), 2 obroże ( przewinęło się kilka za parę złoty), łańcuszek, łańcuch wystawowy, kolczatkę oraz akcesoria szkoleniowe: szelki, linka, kolce (w/w), linkę... No i klatka.

 Razem: ~700 zł.


Seminaria, treningi, wyjazdy, egzaminy



 Cóż.. najdroższy podpunkt tego posta.. ;)
Regularnie trenujemy obronę 35 - 40 zł/ trening (zależy, czasami jedziemy do innego pozoranta), udajemy się czasami na seminarium - chociaż rzadko się to zdarza, bo otacza nas tylu "fachowców", którzy sami kwapią się do pomocy ;)
Zdałyśmy kurs PT - 500 zł, nieraz potrzebujemy indywidualnych lekcji - ok 50 zł. Zaczęłyśmy tez pasienie - 60 zł/ trening. Plus jakieś inne większe-mniejsze treningi, wplątane gdzieś tam w ciągu tygodnia...
Poza tym egzamin BH i PIP.

Mam to szczęście, że otaczają mnie wspaniali ludzie z pasją i w razie czego pomagają.. za darmo, co dla niektórych jest niedomyślenia, żeby chociażby udzielić opinii za darmo :)


Razem: ~3000 zł.

Ogólnie na Santę w ciągu dwóch lat wydałam około 7560 - nie licząc kosztów zakupu psa, paliwa, wyrządzonych szkód i rzeczy które pominęłam.


 RAFIK

 Żywienie
 Ok 50 - 60 zł/mc.
Tak jak u Santy nie liczę gotowanego, owoców i warzyw.

Razem: ~3500 zł.

Weterynarz i leczenie

W przeciwieństwie do Santy Rafik wybrał sobie spędzanie wolnego czasu u weterynarza, jako najdroższą formę wypoczynkową..
Po poważnym wypadku, ani Rafik, ani my nie poddaliśmy się w walce o jego zdrowie i późniejsze normalne funkcjonowanie. Samo leczenie po wypadku to ok 1000-1500 zł. Miał wtedy 2 lata, obecnie ma 6. Od 4 lat jest w okresie zimy na zastrzykach uśmierzający ból, dodatkowo infekcja skórna (zarażenie od chorych kotów), pogryzienie przez szczura ( nie pytajcie..), leczenie oczu podrapanych przez koty, wspomaganie kręgosłupa... Wścieklizna i odrobaczenie.

Razem: ~3500 zł.

Zabawki i akcesoria

Rafik nie należy do typów, które kochają zabawę zabawkami, które są inne niż skarpetki lub ścierka kuchenna.. ;)
Akcesoria smycz flexi, męskie szelki odblaskowe w kwiatki i równie męska obroża w kwiatki - zakupiłam dzięki wygranemu bonowi w konkursie ;)
Za "młodu" miał kupowane jakieś tam piłeczki, ogólnie to typ "za jedzenie zrobię wszystko".

Razem: ~100 zł.

Seminaria, treningi, wyjazdy



Dawno, dawno temu próbowaliśmy trenować agility ;) 

 Razem: ~100 zł.

Pomimo, że to Rafik jest z nami dłużej, wydaliśmy na niego ok 7200 zł. Większą część, zajmuje leczenie go, pozostałej części raczej się nie odczuwa.



 

niedziela, 19 października 2014

Trening obrony

Z wiadomej przyczyny miałyśmy z Santą przymusową przerwę w jakichkolwiek treningach. O ile posłuszeństwo wprowadziliśmy już 1,5 tygodnia temu - ostrożnie z piłką, o tyle obronę musiałyśmy odłożyć aż do wczoraj. Szczerze mówiąc, myślałam, ze będzie gorzej. Pomimo kilku zawyć przy wychodzeniu z namiotu i dezorientacji przy samodzielnym oszczekaniu wśród 6 osób - wszystko było ładnie, szybko i dynamicznie. Bez nerwów na rękawie i z ładnymi wybiciami, co widać na filmie. 
Uważam, że trening był udany, ba! Nawet bardzo ;)
W przyszłym tygodniu, aby nadrobić ten stracony czas, robimy sobie dwa dni szkoleniowe. 
W piątek z Patrykiem Krajewskim i w sobotę z Michałem Wiśniewskim ;)


poniedziałek, 13 października 2014

Jesiennie

Czekałam, aż pojawią się kolorowe liście, by w końcu móc wyżyć się na kolorach. Jak na razie przeważa kolor żółty i pomarańczowy z dodatkiem nieco wilczego odcienia ;)
Co tu dożo pisać. 
Santa jest w wniebowzięta. Liście można łapać, jeść, tarzać się w nich i robić za nie flipy ;D


Ogólnie rzecz biorąc powracamy do formy. 
Przez te 3 tygodnie niewiele robiłyśmy - głównie leżałyśmy...
Tydzień byłam chora, 2 tygodnie Santa nic nie mogła mieć w pysku oprócz karmy ( po czym maść przeciw bakteryjna ) i do tego cieczka.
Troszkę tam dłubałam z nią zmiany pozycji. Jak na razie jest dobrze, ale tylko dobrze, bo robimy to na małe odległości z dołączonym sygnałem optycznym. Raz wychodzi, jest super, pięknie i idealnie. A nieraz mózg się nie załącza i znowu robi siad na jedną łapę -_- 

No cóż.. "lubimy" bawić się w dłubaninę.. No bo co innego można robić w obi? :D

Szykuje się film jesienny :>




 Po nicnierobieniu Santa wygląda tak i waży 27,5 kg

29-30.11 w Legionowie będziemy się wystawiać



 Film z wczoraj
 


Uaktualniam zakładkę o Sancie. W niedługim czasie będzie można co nieco poczytać o tym Diable.







środa, 8 października 2014

Rodowód

Zaskoczę Was !
Tym razem wieści są pozytywne ;)
Po 5 miesiącach i 2 dniach przyszedł rodowód z ZG :>

Musiałam tylko przepisać cały rodowód Belosa.. 
Ale czego nie robi, żeby zdobyć swoje..

No wiec oficjalnie mam psa rodowodowego :D


niedziela, 5 października 2014

PIP

Oficjalnie mamy w Polsce 4 Owczarka Niemieckiegoz zaliczoną Próbą Instynktu Pasterskiego !


___________________________________________


Podkradłam parę zdjęć, żeby nie było :D






wtorek, 16 września 2014

Owieczki

W miniony weekend (13-14.09) wyjechaliśmy spędzić sielsko czas ze znajomymi.
Po wyjechaniu z miasta, prosta droga prowadziła nas do coraz to mniej zabudowanych miejscowości, a drogi stawały się coraz węższe i jednocześnie bardziej kręte. Droga zaprowadziła nas to drogi niczym z amerykańskiego filmu. Wąska, kręta droga, a wokół pola kukurydzy.
Dla mnie - dla osoby, która zachwyca się każdym widokiem przyrody ( i nie tylko), było to coś cudownego. A banan z twarzy nie znikał przez cały czas jazdy miedzy kukurydzą. Niedaleko od tej filmowej sceny zaczynała się droga, która prowadziła - rzekłabym- na ranczo, które rozciągało się na kilka hektarów.
Tam powitała nas gospodarz Pastuszkowa - Ola. 
Na początku troszkę niepewni, po chwili czuliśmy się jakbyśmy przyjechali w odwiedziny do rodziny.
Owieczki już czekały. 
Wprowadziliśmy psy do stodoły, coby było im chłodniej. Oczywiście Santa musiała od razu pokazać, ze ona to nie ma najmniejszego zamiaru zostawać sama w stodole podczas, gdy inne psy wychodzą i sobie gdzieś idą ! Dlatego też postanowiła wsadzić pysk miedzy pręty klatki. Zaklinować się. Wyrwać kufę rozdrapując tym samym pół pyska, a następnie dostać uczulenia lub nadwrażliwości ( najprawdopodobniej) na słomę. Ot co, wyśmienicie rozpoczęty weekend. 


Rozdarty i opuchnięty pysk w niczym jej  nie przeszkadzał. 
Od razu pokazała zainteresowanie owcami. Najpierw niepewnie, a potem (po minucie xD) już była gotowa na lvl up !

Przeszliśmy na większy koszar, bo po wypuszczeniu owiec z małego, Santa wyrwała ( na smyczy) i owieczki pobiegły w kąt na drugi koniec zagrody :x
Potrzebny był Rojek, który bez problemu zaprowadził owce na drugą zagrodę i wprowadził do koszaru.

Po dojściu do tego koszaru. Puściłam Santę. ta - rzecz jasna instynktownie - zaczęła obiegać koszar wokoło. Duże zainteresowanie owcami. Następnie wpuściliśmy ją do owiec, bez smyczy. Tu pałeczkę przejęła Ola, która po kilku szybkich i precyzyjnych korektach (nie biciu*) wygasiła myśliwskie zapędy Santersa, a w to miejsce zajarzyły się kontroli "zaganiaj, pilnuj, stado". 



Ta tym Polega Próba Instynktu Pasterskiego, który bedziemy potwierdzać 4 października.

Na następnych wejściach, również hamowałyśmy niepotrzebne popędy Santy. 
Jest to jak najbardziej naturalna rzecz u psa, który widzi owce pierwszy raz w życiu zaledwie 30 minut wcześniej ;) Dotychczas Santa nie miała styczności z owcami, a ogólnie rzecz biorąc z zaganianiem, czyli czymś co w niej drzemie, gdzieś głęboko i prawdopodobnie w dużej licznie ONków również. Aczkolwiek przez całe swoje życie miała jedynie styczność z pogonią - popęd łupu, dlatego z owcami próbowała zrobić to co znała - pogonić. Aczkolwiek, to nie było tak, ze przez 10-15 minut chodzenia z owcami Santa polowała na nie niczym wilk, po prostu następował moment za dużego pobudzenia, stresu, który wyładowała na uderzeniu owcy. W sobotę pomagała mi Ola, częściej ze mną wchodziła na plac. Bo ogarnąć psa to jedno, trudniej było mi siebie opanować :D







Po pierwszym dniu byłam bardzo miło zaskoczona komplementami jakie usłyszałam od Oli.
Okazało się, że Santa ma niezwykły potencjał i bardzo dużą chęć pracy. 
"Już dawno nie widziałam psa zaganiającego w tak pięknym stylu"^^
Santa jest bardzo opiekuńcza wobec stada, uważnie obserwuje każdą owce, a ta najdalej położona od grupy pilnuje tak samo jak resztę stada. Potrafi iść na równi z ostatnią owcą i uważnie obserwować przód stada, spoglądać na ostatnią owcę i obiegać od lewej by zobaczyć czy owce nie wyprzedzają. Coś niesamowitego. 
Santa wywiera bardzo dużą presje na owcach, dlatego też trzyma się od stada niekiedy dosyć daleko, ale instynktownie wie co, gdzie i jak ma zrobić ;)





Następnego dnia na pierwszym wejściu Santa po ostrej burze, pięknie poszła na sam koniec pastwiska za mną i Olą. Podczas powrotu Santa wymyśliła własny plan działania, na który my sie nie zgadzałyśmy. Walka trwała kilka minut. A walka toczyła sie na staniu i czekaniu co pies zrobi. Kilka minut stała w miejscu i patrzyła na nas, trochę do tyłu ( do ludzi -  głównie Piotrka i psów). Zrobiła parę kroków w naszą stronę. Po czym pobiegła do ludzko-psiego stada. Wydawało jej sie, ze to ja bedę pracować na jej zasadach, a tu zonk - okazało sie, ze jak nie ona, to mam drugiego psa - niezastąpionego Rojka. Zazdrość występuje nawet u psów. Zawołany Rojek truchtem podbiegał w naszą stronę, Santa za nim. Rojek dostał komendę na położenie się. Santa pare metrów przebiegła, zatrzymała się i zawróciła. No wiec wzieliśmy Rojka do pracy. Oczywiście Santa znowu przybiegła - tym razem została odgoniona. Albo pracuje wtedy, kiedy ja chcę, albo wcale.
Po przyjściu z owcami i Rojkiem "pod widownię" border dostał komendę na położenie isę a do akcji wkroczyła Santa. Kolejne wejście było bardzo dobre. Sancie zapaliła sie kontrolka, ze to jednak nie ona rządzi i bawimy się na moich zasadach. Wiadomo taki spór charakterów może sie jeszcze powtórzyć, aczkolwiek jej rasa i linia z której pochodzi nakazuje jej wręcz współpracę z człowiekiem. Także jest na "przegranej pozycji", dodatkowo ten instynkt, który z kolei każe jej iść i pilnować stada.. :D




W sobotę wieczorem bardzo spuchł jej pysk. Wyglądała dosłownie jak pitbull po walce. Zdjęcia nie oddają realnego obrazu. W niedzielę opuchlizna nieco zeszła. Rozłożyła się po faflach. Dzisiaj natomiast na treningu zauważyłam że od wewnętrznej strony kłów krwawią jej dziąsła (tak jak trzyma piłkę), które z resztą wyglądają jakby było trochę przekrwione.. ;(
Jutro idziemy do weterynarza, zobaczymy co poradzi.


FILM