piątek, 8 kwietnia 2016

Postępy w reakcji na psy

Minęło już trochę czasu odkąd zachowanie Santy zmieniło się o 180 stopni.
Santa nadal jest krwiożerczą bestią, ale jestem wstanie znowu ją kontrolować.
Długa droga za nami, a przed nami jeszcze dłuższa do odzyskania spokoju i poukładania sobie wartości w Santowej główce.

Co udało nam się osiągnąć?

Wprowadzenie jasnej i czystej komendy dla psa oznaczającej "TO ZACHOWANIE JEST DOBRE, KONTYNUUJ JE". To jedyna komenda jaką używam przy psach. Santa uczyła się jej od nowa. Inne hasło, inna sytuacja, inne bodźce. To musiała być mocna komenda, która jednocześnie chwali i zakazuje psu innej czynności. Czynności, która jest samonagadzająca, a do tego bardzo kusi (zakazany owoc jest najlepszy :))
Jestem wzruszona, gdy widzę Santę w trudnej sytuacji, kiedy walczy sama ze sobą, kiedy pokusa jest tak duża, tak mocna, a z drugiej strony ja mogąca zaoferować jej "tylko" smaczka i pochwałę...

 Udało nam się wyeliminować jeżenie się podczas mijania się z innym psem. To drugi etap z długiej listy do przerobienia.
Mijany pies przestał być obiektem do konfrontacji i pokazu sił.
Nie ma już oglądania się za psem, jeżenia się (a jeżenie było bardzo imponujące), nie ma sztywnego chodu. Nie ma już niepewności w danej sytuacji - atak czy podążanie za przewodnikiem.

Obecnie Santa idzie luźnym krokiem mijając psa, lekko podnosi ogon. Ogon jest luźny, luźno machający. Bez spięcia. Sierść na miejscu.

Santa potrafi już oglądać psy z daleka i z bliska.

Czasami zdarza jej się przyczaić na psa, gdy idziemy na niego na wprost. Ale tak jak napisałam wyżej, gdy dochodzimy do psa jej zachowanie od razu ulega zmianie.


Potrafi odwołać się od patrzenia w psa. Potrafi odwołać się od wąchania psa.
U weterynarza sama proponuje "zapoznanie się" z drugim psem. Obwąchuje spokojnie, bez strachu, bez napięcia.

Zaczęła używać nosa gdy, widzi psa. Widać, że stara się odczytać sygnały innych psów.

Ostatnio była również na spacerze z małym shih-tzu. Totalny brak zainteresowania drugim psem.

w tle dwa psy


Nadal największym problemem są szczekające psy zza bramy. Pracuje przy psach, które są za bramą. Spokojnie obwąchuje się z tymi, które są zainteresowane. Chociaż widać, ze jeszcze dość niepewnie.
Nadal ma problem z opanowaniem się przy psach, które rzucają się jak opętane na siatkę, gdy obok nich przechodzimy. To dla niej jeszcze za trudne. Ale dzięki komendzie, którą wprowadziłam opanowuje się na tyle że jest wstanie przejść nie zagryzając psa przez siatkę :)
To wygląda jak walka Szatana z Bogiem. Miota nią, ale już coraz częściej i szybciej rezygnuje z jadki z psem zza ogrodzenia.

Kolejnym etapem będzie spacer z kilkoma spokojnymi psami. A następnie spacer luzem w kagańcu i ćwiczenie odwołania. Na sam koniec aktywne dotykanie i zostawanie w grupie bez linki.
Może kiedyś odważę się ponownie puścić Santę luzem w parku :)


piątek, 1 kwietnia 2016

Zanim zdecydujesz sie na użytka

Popularność owczarków niemieckich z linii użytkowych od jakiegoś czasu zaskakująco rośnie. I chyba nie jest to dobra informacja dla miłośników użytków...

Na popularność linii użytkowej na pewno ma wpływ większa świadomość ludzi, zainteresowanie zdrowiem psa i chęć uprawiania z psem sportu. To super! Na prawdę.

Szkoda, że (pseudo)hodowcy już wypatrzyli okazję...
Co rusz widuję zapowiedzi nowych miotów. Co krok ktoś rozmnaża swoją ukochana sukę, która jest taka mega zrównoważona, super w pracy, a popędy.. "Łooo panie! Żaden pies takich nie ma!"

Mija się to niestety z celem hodowli psów użytkowych. Psy trafiają "na kolanka", do pilnowania ogródka i do aportowania patyków w lesie.



Nie ważne czym zafascynowała Cie ta rasa, ale pamiętaj, że:

Owczarki niemieckie z linii użytkowej potrzebują o wiele więcej uwagi ze strony przewodnika niż psy eksterierowe. Te psy od lat hodowane są dla pracy i do pracy. Sensem życia tych psów jest robota, a nie chodzenie na uwięzi wokół bloku.

Psy z linii użytkowej są o wiele trudniejsze w wychowaniu i jednocześnie "banalnie" proste w treningu. To psy z charakterem, które grożenie paluszkiem uznają za niezły żart od właściciela.
To nie jest pies dla bezradnej dziewczynki, która boi się głośniej odezwać do psa.
To nie jest pies, którego się bije by być "Alfą".
To jest pies, który wymaga szacunku, dyscypliny i twardej ręki.
To jest pies, który z przyjemnością zrobi coś według swojego uznania, chociaż wie, że mu nie wypada ;)
To jest pies, który trening jest w stanie zrobić o każdej porze dnia i nocy. A jeśli ci się nie chce robić treningu - masz pecha, ale psu się chce ;)
To jest pies, który na skinienie palca jest gotów do działania.
To nie jest słodki pluszak. To jest pies, który faktycznie może stać się niebezpieczny.


Mój pies waży 27 kg. Regularnie ćwiczy różne sporty. Jest silna. Bardzo silna.
Na prawdę musiałam ostro przypakować, żeby w razie "W" móc utrzymać bestię na smyczy. Ale nadal, gdy z zaskoczenia wybiegnie nam kot z podwórka, to droga hamowania kończy się na najbliższym drzewie, bo nie jestem w stanie jej zatrzymać.

Użytki nie są przyjaciółmi innych zwierzątek. Jasne, wiele zależy od wychowania a jeszcze więcej od doświadczenia psa. Ale nigdy nie jesteśmy wstanie kontrolować środowiska w 100% Wtedy niestety nie kończy się na kłapaniu ząbkami, tylko istnieje realne zagrożenie utraty zdrowia, a nawet życia.

Temperamenty tych psów nie jest przypadkowe. Długoletnia selekcja i hodowla pozwoliła uzyskać psy świetne do sportu, zrównoważone, o dobrych popędach. Często, to co jest niezbędne w sporcie utrudnia życie na co dzień.
Coś za coś.
Dlatego właśnie uważam, że użytki powinny być dalej hodowane tylko i wyłącznie pod kątem pracy i sportu.
Priorytetem hodowli psów użytkowych nie jest hodowanie psów do towarzystwa.
Do towarzystwa od wieków hodowane są inne rasy.

Każdego przyszłego nabywcę użytka proszę o przemyślenie tej decyzji 10 razy, a następnie wybrać hodowlę psów, która hoduje psy z prawdziwego zdarzenia, a nie z przypadku.
Znam wielu hodowców, którzy robią wokół siebie świetny PR, a w rzeczywistości wychodzi niezła klapa...

środa, 23 marca 2016

Seminarium i Przebiegi Obedience


12-13 marca spędziłam z Santą na seminarium dotyczącego agresji u psów. Prowadzącym seminarium był Jiri Scucka, u którego byłam na poprzednim seminarium o motywacji, komunikacji i metod szkoleniowych.

To seminarium było częścią drogi do zrozumienia zachowania Santy.
Nadal psychika Santy jest dla mnie jedną wielką zagadką. 
Na szczęście nie jest już niewiadomą ;) 
Człowiek myśli, ze juz sporo wie i przychodzi zderzenie z rzeczywistością i nagle okazuje się, ze jesteśmy zieloni jak szczypiorek. Ale tak już chyba jest, ze im więcej się dowiadujemy, tym więcej niewiadomych przed nami. Coraz więcej pytań, a odpowiedzi na nie zawsze są dla nas wystarczające. 
I szukamy, szukamy, szukamy. Aż znajdziemy.
I znowu... okazuje się, ze to jest nic.
Kropla w morzu.


Jak mówi Jiri.. Skupmy się na wynikach, a nie na rozmyślaniu.

To seminarium znowu spowodowało, że zrobiłam sobie rachunek sumienia. Ponownie uświadomiłam sobie, że robię rzeczy, których nie powinnam robić. Chociaż robiąc je jest nam - właścicielom psów - o wiele łatwiej.

Moje postanowienia po seminarium:
- stopniowe eliminowanie agresji dominacyjnej w życiu codziennym z Santą.
To będzie bardzo trudne, bo co jak nie dominacja daje największy respekt. Santa też jej suką, która zawsze chciałaby postawić na swoim i niekiedy to zachowania dominacyjne pokazują, kto rządzi z naszej dwójki. (nie mylić z teorią dominacji - nie rzucam psem o podłogę, ani go nie katuje).
- stopniowe eliminowanie korekt, a wzmacnianie tylko pożądanych zachowań.
Tu muszę zachować zdrowy rozsądek, bo już kiedyś tak chciałam zrobić, to potem nie wiedziałam od czego się zabrać przy eliminowaniu zachowań, które sobie Santa sama wymyśliła.
- nie karcić za negatywne skojarzenie i emocje w stosunku do psów.
- stopniowe wrzucanie Santę na głęboką wodę przy psach.
Treningi wśród psów, starty w zawodach treningowych. Tylko kontrolowane środowisko.
- kupić gaz pieprzowy i używać na wszystko co chodzi luzem i zmierza w naszym kierunku.


W miniony weekend (19-20.03) organizowałam I Wiosenne Treningowe Przebiegi Obedience. Zorganizowałam je tylko i wyłącznie, by móc na własnych zasadach zgromadzić dużą ilość psów i zrobić trening z Santą.
Przy okazji moim planem jest promowanie województwa łódzkiego w sportach kynologicznych. Co jak co, ale tu się nic nie dzieje, a to centrum Polski.
Mam nadzieję, że to sie wkrótce zmieni, bo plany mam ambitne ;)

Razem z Santą wystartowałam w klasie 1. Wystartowałam, to za duże słowo.
Zrobiłam luźny trening przy psach i ludziach w bardzo trudnych warunkach psychicznych dla Santy. Dla mnie chyba też.
Emocje Santą targały. Frustracja sięgała co jakiś czas linii granicznej eksplozji - dzięki czemu nasze uszy mogły delektować się śpiewem operowym Santy
 


Zostawanie było dla Santy najtrudniejsze.
Widziałam zakłopotanie w jej oczach, które chciały być jak najdalej, jak najbliżej mnie.
Wytrzymała.
Wytrzymała 3 m od innych psów!
Oczywiście była na lince.
Początek był dla niej wyzwaniem. Tyle obcych psów, tyle zapachów obcych psów i emocje.
Było widać u niej niepokój.
Ale bardzo mnie cieszy, że na każdą komendę włączała się się do pracy. Była dzielna, chociaż widziałam ze bardzo chciała coś z całą tą sytuacją zrobić.
Był jeden moment, który dzielił nas od tragedii.
To było chwilowe zatrzymanie czasu. Przed oczami przeleciało mi całe seminarium z Jiri - co robić, co robić?!
Bez problemu udało mi się ja odwołać i przekierować na mnie. Uff Zagrożenie w postaci ozika 30 m od nas zostało zniesione





Co do ćwiczeń:
1. Zmiany pozycji: wejście na ring na smyczy (w naszym przypadku nie było innej opcji). Szybkie waruj na raz, bardzo ładne. Siad już nie taki ładny, ale mózg zawieszony "te psy na pewno tam jeszcze są".
2. Siad w marszu bardzo ładne.
3. Kwadratu nie robiłyśmy.
4. Stój w marszu, o dziwo się udało, bo rano się dziewczyna zbuntowała na zatrzymanie ;P Małe przebieranie łapami.
5. Przywołanie - totalna torpeda, aż się wystraszyłam zderzenia z nią.
Powtórzona komenda na dostawienie.
6. Aport - genialne podebranie koziołka, super tempo. Memłanie koziołka </3 ale utrzymanie go w pysku do komendy. Odebranie - dobre, o ile można powiedzieć, gdy pies trzyma koziołek na pół taktu
7. Obieganie pachołka. Tak pozytywnego wykonania ćwiczenia nie miał żaden pies
Piękne kicanie w galopie, za pachołkiem wiatr we włosach, motyle w brzuchu, przebudzenie szczeniaczka
8. Chodzenie przy nodze, jak na Santowe możliwości, to nawet fajnie. Nie zmęczyłam się przepychaniem jej sprzed nóg
Ładne skręty w lewo. Chyba nawet zrobiła jakieś 3 kroki do tyłu. Biegać nadal nie potrafimy:D
9. Przeszkodę Santa robiła dzisiaj pierwszy raz od ponad pół roku. Zrobiła to super. Tylko prędkość nie pozwoliła na bezawaryjne dostawienie.
To było bardzo fajne doświadczenie - dla mnie jako przewodnika, ze zawody są zabawą, dla Santy, że pieski nie gryzą.
To małe światełko w tunelu i mam nadzieję podążać do wyjścia z niego.

















poniedziałek, 8 lutego 2016

Szczeniaczki, szczeniaczki i .... po szczeniaczach

Świadomość i racjonalne podchodzenie do życia, to chyba największa moja bolączka przy realizacji marzeń... 
Myślę, że to już czas kiedy moja decyzja jest ostateczna i nie podważalna.  
Santa szczeniaków mieć nie będzie.
Są w życiu rzeczy ważne i ważniejsze.





Moja decyzja jest uwarunkowana zbyt rozwiniętymi... popędami u Santy.
Bardzo dobrze rozwinięty popęd łupu oraz popęd łowiecki, to niesamowite ułatwienie w szkoleniu psa. Ba! Nie wyobrażam sobie mieć psa bez łupu. Ale kiedy do tego dochodzi agresja łowiecka (agresja nieafektywna, o której pisałam tutaj), która rozwinęła łańcuch łowiecki do etapu złapania i zagryzienia ofiary, to już nie jest ułatwienie... w życiu codziennym. Chociaż nadal pomocne w sporcie - no bo przecież pies angażuje się całym sobą w upolowanie piłki/pozoranta/dysku. Równie bardzo angażuje się w polowanie na wiewiórki, ptaki, koty... Co jest do zniesienia, bo nie powoduje większych szkód.
Inaczej ma się sytuacja, gdy pies poluje na inne psy.
Wtedy już nie jest ciekawie.
A już na pewno, gdy na własne oczy wiedziało się cały schemat polowania włącznie z (prawie)zagryzieniem psa. Setera! To kurczę nie jest mały piesek, by można było wytłumaczyć, że się "pomyliła"...


Czy to wada? Nie można uznać, że bardzo dobrze rozwinięte popędy są wadą. Na pewno nie dla psa. Na pewno dla właściciela i ofiary już tak.
Nie można powiedzieć, że jest niezrównoważona, ponieważ agresja nieafektywna nie powoduje pobudzenia sympatycznego układu nerwowego, gdyż nie jest związana z emocjami. Obejmuje atak związany ze wzorem zachowań łowieckich.

Dodatkowo Santusia moja jedyna najukochańsza myszunia odziedziczyła po swoich rodzicach niezwykłą wolę walki oraz chęć konfrontacji z każdym napotkanym psem. Innymi słowy, gdyby nie ciągła kontrola byłybyśmy jedynymi spacerowiczami w parku... ;)



Ten typ tak ma.
Wybierając Santę wiedziałam, że to nie będzie łatwy osobnik. Nie wiedziałam, że jej wczesno szczenięce zachowanie, które skwitowałam jako Szatan wcielony, stanie się faktycznym zjawiskiem.

Już jako 3 miesięczne szczenię polowała na inne psy na kursie PT. Oczywiście nikt mi nie pomógł, bo PT obejmowało naukę siadania, warowania i "do mnie"... Dlatego jestem przeciwniczką wszelakich kursów grupowych...


Ciężką pracą i izolacją od psów udało nam się przeżyć w spokoju prawie 3 lata. Aż do felernego dnia kiedy, to Santa dostała ciążę urojoną, a w raz z nią hormony. Kiedy, to jej tolerancja do psów spadła do poziomu -1000.
Coś w jej małej, uszatej główce się poprzekręcało... I postanowiła, że unicestwi wszystkie psy, które ośmielą się wtargnąć na jej przestrzeń osobistą w promieniu kilometra.

Regularna praca skwitowała nie małym sukcesem, ale to już nigdy nie będzie pełne zaufanie do psa.


Tym sposobem Santa jest skazana na wieczne dziewictwo, a nasze starty w Obedience zaczną i skończą się jedynie na zawodach treningowych, gdzie będę mogła mieć psa pod stała kontrolą.
Nie mogę narażać inne psy na przedwczesna śmierć albo kalectwo.



Santa nie jest odosobnionym przypadkiem z agresją nieafektywną. Nie ona jedyna zagryza pieski i wiewiórki w parku. Ale nie potrafię rozmnożyć suki, po której sama nie zdecydowałabym się na szczeniaka (ze względu na tę agresję) wciskając, że szczeniaczki są słodkie, ciemnowilczaste i ekstra do sportu! No jasne, że ekstra do sportu. Dlatego ubolewam... Ale trening, to tylko cząsteczka życia z psem. Życie z takim psem, to nie usłana różami ścieżka szczęścia. Trzeba mieć łeb na karku, oczy dookoła głowy, dużo cierpliwości i twardy charakter odporny na wszelkie załamania i drastyczne widoki i mocne korekty. I tak jak w naszym przypadku, możliwość rezygnacji ze startów po kilkuletnim przygotowaniu do zawodów.
Nie wiem czy można dostać mocniejszy cios w serce.


Dlatego nie chcę narażać przyszłych-niedoszłych przewodników szatańskich kulek na rozczarowania i na ciągłą walkę z psim zabójcą.


Kiedy decydowałam się na hodowle postanowiłam sobie zasady.
Czas weryfikuje czy z początku nieskazitelnie idealne hodowle trzymają się tego czego postanowiły na samym początku.
A na prawdę znam wiele hodowli różnych ras, które omijają swój "regulamin" szerokim łukiem, gdy pierwsza gotówka za szczeniaczki wpływa na konto....



Do osób, które już sieją ferment o tym, że nie daję sobie rady z Santą.
Polecam najpierw mieć pojecie co to znaczy pies z agresją nieafektywną i jak walczy pies z niebywałą wolą walki.
To nie jest słodki piesek merle który atakuje ze strachu, bo ktoś za głośno tupnął.
A najlepiej, to polecam pytać u źródła, bo zawsze najwięcej do powiedzenia mają osoby, których nigdy na oczy nie widziałam.





wtorek, 19 stycznia 2016

Agresja nieafektywna, czyli agresja łowiecka

Agresja nieafektywna, to agresja drapieżnicza - łowiecka. Polega ona na realizowaniu naturalnych wzorców zachowań drapieżnika. Jest to zachowanie wrodzone i wszystkie psy przejawiają zachowania łowickie. Niektóre części tego złożonego zachowania zostały osłabione lub wygaszone.

Wzór zachowań drapieżnych:

namierzanie 
v
obserwacja
v
podkradanie
v
pogoń
v
chwytanie
v
zagryzienie
v
rozszarpanie
v
konsumpcja 


Wszystkie psy mają uwarunkowany ostatni etap zachowań łowieckich - konsumpcję. Bez tego nie byłyby w stanie przeżyć -muszą jeść.
U niektórych ras, np border collie w wyniku celowej hodowli nastawionej na użytkowości rasy - pasieniu wzmocniono i rozwinięto takie cechy jak: namierzanie - wpatrywanie się - podkradanie - pogoń.
Wygaszane są natomiast: chwytanie i zagryzanie.
To cechy charakterystyczne dla psów zaganiających.


Wiele ras użytkowych hodowany pod sport (IPO, Mondio) zachowania łowickie mają rozwinięte aż do zagryzienia i rozszarpania.



Różnica między agresją afektywną a nieafektywną:
"Agresja afektywna związana jest z pobudzeniem zarówno autonomicznego układu nerwowego, jak i sympatycznego układu nerwowego (emocje). Kategoria ta obejmuje wszystkie formy agresji z wyjątkiem zachowań łowieckich.
Agresja nieafektywna nie powoduje pobudzenia sympatycznego układu nerwowego, gdyż nie jest związana z emocjami. Obejmuje atak związany ze wzorem zachowań łowieckich." - Zachowania agresywne u psów - James O'Heare




 Jest to zachowanie dziedziczne, a psy (szczeniaki) zachowują się instynktownie, ale nie oznacza to, że takiego zachowania nie możemy uwarunkować. Jest to jednak trudne zadanie, dlatego że pozbawienie naturalnych instynktów jest niemożliwe (można je jedynie przygasić lub kontrolować), a motywacja (pogoń) jest bardzo intensywna.

Agresja łowiecka nie jest mi obca.
A raczej Sancie.

Wiem jak trudne jest kontrolowanie psa, który jest w stanie upolować zwierzynę (w tym psa). Ale przy odrobinie pracy i wysiłku kontrolowanie takiego psa nie jet zbyt trudne.

W kontrolowaniu takiego psa potrzebne jest bezwarunkowe posłuszeństwo - zwracanie uwagi na przewodnika, przywołanie i "stalowa" komenda - u nas jest to waruj. To podstawa, która pomoże nam "obudzić" psa w pierwszych fazach polowania - wpatrywania się i podkradania.

To nie jet wada i nie coś "złego". Nie można uznać, że bardzo mocno rozwinięte popędy u ras predysponowanych to wada. To może być problem dla ofiary, ale "dzikość taka jest".
Ktoś jest drapieżnikiem, a ktoś ofiarą.

Czy to przeszkadza podczas pracy przy psach?

Oczywiście, że nie. Pies - nawet ten, który "lubi" polować nie zajmuje się przez cały swój dzień obmyślaniem planu i strategii działania na psa sąsiada, ani na psa z którym trenuje.
To agresja łowiecka. Emocje są wyłączone! To instynkt. 

Gdy pies pracuje nie ma mowy by był zainteresowany czym innym niż przewodnikiem, pracą i piłką (na której zaspokaja zachowania łowieckie)



sobota, 9 stycznia 2016

Dlaczego psy zachowują sie agresywnie?

 Odpowiedź na to pytanie jest prosta - ponieważ zwierzęta rozwinęły w sobie gotowość przyswojenia zachowania agresywnego, by osiągnąć korzyć, czyli pozytywne wzmocnienie, a uniknąć negatywnych wzmocnień.
Mówiąc prosto, pies reaguje agresją, ponieważ mu się to opłaci - natarczywe dziecko odejdzie, pies, przy którym drugi osobnik czuje się nie komfortowo nie reaguje na wysyłane sygnały, pies który został wielokrotnie pogryziony pierwszy reaguje agresją, by uniknąć kolejnego ataku.

 Wszystkie osobniki dążą do zaspokojenia potrzeb, jeśli kolidują one z z interesami drugiego osobnika - często agresja jest jedyną drogą rozwiązania konfliktu. 

Otwarta agresja jest niebezpieczna dla psów. One doskonale o tym wiedzą. Konfrontacja z drugim psem wiąże się z ranami i niemożliwością polowania, czyli zaspokojeniem głodu lub ucieczki. Dlatego psy stosują sygnały informujące inne osobniki, próbując uniknąć awantury.

Wiele zachowań u psów to dążenie do pozytywnego wzmocnienia, niemniej jednak zdarzają się psy, które wykorzystują agresje w zamian za ucieczkę (kiedy nie mają możliwości, np. gdy są zapędzone w róg,  ból nie pozwalający im na ucieczkę) lub do uniknięcia bodźca awersyjnego.


Zachowanie agresywne nie jest z natury złe. Jest jednym z naturalnych zachowań, w które jest "wyposażony" pies. (człowiek również). Może ono być kłopotliwe dla drugiej strony albo dla obydwóch stron konfliktu. Oczywiście najbardziej kłopotliwe jest ono dla ofiary, która narażona jest na agresje skierowaną w jej stronę. Może być tez kłopotliwe dla psa, który tymi zachowaniami agresywnymi reaguje. Oznacza, to że doświadcza on bodźców awersyjnych, a jedyną metoda obrony, którą uważa za słuszną, to atak.


Przechodząc dalej zadajemy sobie pytanie:
czy zachowanie agresywne jest uwarunkowane genetycznie czy wyuczone?
Zadawanie tego typu pytań do niczego nie prowadzi, ponieważ każde zachowanie składa się zarówno z wrodzonych jak i wyuczonych elementów.
Każdy pies rodzi się z całą gamą uwarunkowań genetycznych, ale w dużej  mierze to od czynników środowiskowych i doświadczeń własnych pewne zachowania się ujawniają. Na przykład agresja.


Psy które z pozoru są łagodne, które "muchy by nie skrzywdziły" są w stanie ugryźć, gdyby znalazły się w sytuacji bez wyjścia lub potwornego bólu. Odwrotnie psy, które można uznać, że mają skłonność do agresji są wstanie panować nad sobą i unikać konfliktu w każdy możliwy sposób.  Dziwne by było, gdyby pies nie użył w całym swoim życiu zachowania agresywnego.

Po prostu te z pozoru łagodne psy mające wysoki próg reakcji agresywnych nie zostały nigdy sprowokowane do tego stopnia by konieczna była obrona.

Rasy psów były selekcjonowane do konkretnej pracy, dlatego powstały rasy o różnym progu pobudzenia i agresji.Wraz z pojawieniem się hodowli nastawionych na sport i pracę (np. w służbach), zanikały pierwotne cele hodowli. Dla przykładu możemy tutaj podać Owczarki Niemieckie z linii użytkowej i Owczarki Belgijskie Malinois, które pierwotnie pilnowały stada owiec, a obecnie wykazują się na ringach IPO, Mondioringu i wszelkich służbach mundurowych. Od lat u tych ras pielęgnowana jest równomiernie agresja, popęd łupu oraz popęd obrony.  Popęd łupu u tych ras jest o wiele większy niż u wszystkich chartów razem wziętych, dlatego, że to od lat ten popęd u owczarków jest pielęgnowany i rozwijany, a u większości ras myśliwskich - wygaszany.

Próg reakcji agresywnej nie pozostaje przez całe życia na tym samym poziomie. Jesteśmy w stanie przesuwać je w górę i w dół. Przy częstym powtarzaniu się zachowań agresywnych i ich wzmacnianiu progi obniżają się, a pies coraz łatwiej i częściej reaguje agresją.
Psy reagują agresywnie, ponieważ rozwinęły genetycznie predyspozycje do takich zachowań przez selekcję naturalną.
Agresja pozwala im dążyć do pozytywnych wzmocnień a unikać negatywnych.


W następnym poście postaram się bliżej przyjrzeć agresji łowieckiej, czyli agresji nieafektywnej.

czwartek, 7 stycznia 2016

Nowy Rok, nowe... co?

Tradycyjnie każdy rozpoczyna Nowy Rok, z nowymi postanowieniami, potem na koniec roku pisze sprawozdanie i tak dalej, i tak dalej...
Czy coś w tym złego?
Nie, myślę, że nie.
W zasadzie też pisałam podsumowanie, bo kiedyś działo sie wiele nowych rzeczy.

A teraz? Rok 2015 był rokiem... zmarnowanym. Zmarnowałam go na przygotowywanie Santy do hodowlanki, odłożyłam na bok przygotowanie do egzaminu IPO1, przeleciało nam kilka zawodów obi "Bo akurat wtedy już będzie w ciąży"... Ehh...

Mówi się trudno.

Santa jest dopiero w połowie swojej przyszłej-niedoszłej kariery sportowej. Regularnie z uporem maniaka trenujemy posłuszeństwo i IPO i tak "może" rok 2016 okaże się rokiem sukcesu. Sukcesem będzie jak uda mi się w końcu z tym oszołomem podejść do IPO ;)


Nowe postanowienia?
Nieodłącznie to samo - podejść do IPO i pojechać na zawody Obedience.


Oby rok 2016 był rokiem szczęścia, bo jak to się mówi "na Titanicu wszyscy byli zdrowi, tylko szczęścia zabrakło"...