Santa nadal jest krwiożerczą bestią, ale jestem wstanie znowu ją kontrolować.
Długa droga za nami, a przed nami jeszcze dłuższa do odzyskania spokoju i poukładania sobie wartości w Santowej główce.
Co udało nam się osiągnąć?
Wprowadzenie jasnej i czystej komendy dla psa oznaczającej "TO ZACHOWANIE JEST DOBRE, KONTYNUUJ JE". To jedyna komenda jaką używam przy psach. Santa uczyła się jej od nowa. Inne hasło, inna sytuacja, inne bodźce. To musiała być mocna komenda, która jednocześnie chwali i zakazuje psu innej czynności. Czynności, która jest samonagadzająca, a do tego bardzo kusi (zakazany owoc jest najlepszy :))
Jestem wzruszona, gdy widzę Santę w trudnej sytuacji, kiedy walczy sama ze sobą, kiedy pokusa jest tak duża, tak mocna, a z drugiej strony ja mogąca zaoferować jej "tylko" smaczka i pochwałę...
Udało nam się wyeliminować jeżenie się podczas mijania się z innym psem. To drugi etap z długiej listy do przerobienia.
Mijany pies przestał być obiektem do konfrontacji i pokazu sił.
Nie ma już oglądania się za psem, jeżenia się (a jeżenie było bardzo imponujące), nie ma sztywnego chodu. Nie ma już niepewności w danej sytuacji - atak czy podążanie za przewodnikiem.
Obecnie Santa idzie luźnym krokiem mijając psa, lekko podnosi ogon. Ogon jest luźny, luźno machający. Bez spięcia. Sierść na miejscu.
Santa potrafi już oglądać psy z daleka i z bliska.
Czasami zdarza jej się przyczaić na psa, gdy idziemy na niego na wprost. Ale tak jak napisałam wyżej, gdy dochodzimy do psa jej zachowanie od razu ulega zmianie.
Potrafi odwołać się od patrzenia w psa. Potrafi odwołać się od wąchania psa.
U weterynarza sama proponuje "zapoznanie się" z drugim psem. Obwąchuje spokojnie, bez strachu, bez napięcia.
Zaczęła używać nosa gdy, widzi psa. Widać, że stara się odczytać sygnały innych psów.
Ostatnio była również na spacerze z małym shih-tzu. Totalny brak zainteresowania drugim psem.
![]() |
| w tle dwa psy |
Nadal największym problemem są szczekające psy zza bramy. Pracuje przy psach, które są za bramą. Spokojnie obwąchuje się z tymi, które są zainteresowane. Chociaż widać, ze jeszcze dość niepewnie.
Nadal ma problem z opanowaniem się przy psach, które rzucają się jak opętane na siatkę, gdy obok nich przechodzimy. To dla niej jeszcze za trudne. Ale dzięki komendzie, którą wprowadziłam opanowuje się na tyle że jest wstanie przejść nie zagryzając psa przez siatkę :)
To wygląda jak walka Szatana z Bogiem. Miota nią, ale już coraz częściej i szybciej rezygnuje z jadki z psem zza ogrodzenia.
Kolejnym etapem będzie spacer z kilkoma spokojnymi psami. A następnie spacer luzem w kagańcu i ćwiczenie odwołania. Na sam koniec aktywne dotykanie i zostawanie w grupie bez linki.
Może kiedyś odważę się ponownie puścić Santę luzem w parku :)



































