niedziela, 4 maja 2014

Dobry czas !

Nawet bardzo dobry !
Jak wracać do formy to na pełnej mocy. Lepszego efektu niż sobie wypracowujemy aktualnie z Santą nie może być. Wszystko systematycznie idzie do przodu, nie cofamy się tak jak wcześniej.
Santa weszła w wiek, w którym stabilizuje się psychicznie i zaczęła w 100 % egzekwować to czego od niej wymagam.

Moja Myszka ma już prawie 22 miesiące, za chwile stukną jej dwa lata. Przyszedł czas by się sprawdzić, co przez te 1,5 roku dłubałyśmy sobie na treningach. Co dały wzloty i milion upadków. Co dały załamania, nerwy, smutek i łzy, aż w końcu rezygnacja. 
29 czerwca wraz z Zulusem, Hańczą, może Texasem Santa będzie zdawać egzamin BH. Następnie przejdziemy testy psychiczne i przegląd hodowlany.
A jeśli ktoś jest bardzo ciekawy i ma chęć zobaczenia nas na wystawie jak się pogrążamy ( bo przecież po co kłusować.. gonić galopem ! ) to zapraszam serdecznie 25 maja do Gostynina !

Nie taki brzydki użytek jak mówią :D
______________________________________

A teraz przyszedł czas na to co lubię najbardziej, a mianowicie TRENING.
Niczego mi tak nie brakowało jak wspólny trening w dobrym gronie znajomych.
Od jakiegoś czasu mamy z Santą dobrą passę, więc byłam dobrej myśli i obudziłam się sama chwilę przed budzikiem. Co śmieszne miałam sen, w którym szłam z Santą na trening i przed wsiadaniem do tramwaju zapytałam sama siebie czy wszystko wzięłam - wzięłam wszystko, zapomniałam tylko psa xD
Na szczęście w realu tak nie było - przed wyjściem z domu spojrzałam czy wzięłam psa :D

Trening zaczął się nietypowo, bo od obrony - zawsze pierwsze jest posłuszeństwo. 
Najpierw 4 miesiace zimowej przerwy, potem jeden kluczowy trening, który zmienił bardzo dużo w mózgu Sanciora, i znowu 2 miesiące przerwy. Santa nie zapomniała o najważniejszej lekcji w jej życiu i pokazała, ze się rozwija do przodu, a nie do tyłu :)
Zaczęła już całkiem sensownie oszczekiwać pozoranta w namiocie. Bardzo fajne było przekierowanie, z którym był największy problem, ale gdy zajarzyła czego wymagam zaczęło to wyglądać nawet przyzwoicie. No i jest spokojniejsza, ale raz czy dwa włączył jej sie  "nerwus", ale dało sie ją szybko wyciszyć na rękawie. Generalnie praca nie idzie na marne, a zabawa jest przednia !


Potem był schemat do BH. Przeszłyśmy cały bez zastrzeżeń. Bez pomyłek, bez żadnego "ale" Santy, bez dekoncentracji - 100 % skupienia. Grupę zrobiła bardzo fajnie. jedyne tylko co mnie troszkę zdenerwowało, to to, że juz ładnie puszczała piłkę a jak dostała piłkę w nagrodę w grupie za przejście pierwszej części schematu zawiesiła się, zacisnęła szczęki.. wyłączyła się na piłce. Co geny to geny -_-
Odłożenie zrobiła idealnie - po prostu sie zrelaksowała, odpoczywała, a ja sobie poszłam. Nawet nie musiałam na nią patrzeć, aczkolwiek nagradzałam słownie co jakiś czas... żeby nie przysnęła :D

Jutro wstawie film, bo jest wstawiony na FB, a jak ktoś nie ma pani Haliny w znajomych to nie obejrzy.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Odżywamy


Od paru dni wymykamy się z domu na poranne spacerki. Rześkie powietrze, poranne promienie słońca. Mało ludzi - zrzędliwych starych mędrców "A po straż miejska to mam zadzwonić? Tu się psów nie puszcza ze smyczy !",  ludzi z psami też nie ma, cały park i pola dla nas.
Wcześniejsze spacery polegały na moim przyzwyczajeniu do świata zewnętrznego. Te spacery dają mi tyle radości, do tego ta pogoda i pies, który się słucha i nie muszę drzeć się żeby przyszła.. Tak za bardzo podnosiłam głos - teraz zaczęłam szanować swoje gardło do tego stopnia, ze chłopak nie poznaje mojego głosu. 

Wyjęłam już frisbee. Tak mi się pięknie Santa składa w powietrzu, że oniemiałam z zachwytu 
Dzisiaj natomiast chciałam zmierzyć się z tym co pozostało z naszej pracy, a pozostało... wszystko ! No dosyć dużo, ucierpiała niestety dokładność i tempo siadania z marszu, ale już to ogarnęłam na wieczornych ćwiczeniach. 
Ostatnio na spacerze w Łodzi, Santa nie była wstanie zostać na komendzie "zostań" wstawała, a jak już jej się udało zostać, to wstawała, gdy ktoś koło niej przechodził, przejeżdżał, albo kaczka do wody weszła. Po tej sytuacji zmieniałam jej komendę ( co powinnam zrobić już dawno, ze względu na rodziców)i następnego dnia pięknie 10 minut wytrzymała nie wstając, nie przewracając tyłka na prawo i lewo. Odeszłam na 20 kroków i stałam odwrócona plecami do niej ( pierwszy raz), chodziłam koło niej, mówiłam ( to ją najbardziej prowokowało do wstawania kiedyś, bo po pochwale - nagroda ). Przy nodze chodziła dynamicznie, z ładnym kontaktem, ale nachodzi na mnie. Proste siadanie z marszu, warowanie to samo, a najpiękniejsza to ta torpeda podczas przywołania 



Poza tym chodzimy "wodnym szlakiem", więc Santa pływa do upadłego i uczy się skakać do wody co idzie jej opornie :x


Wczoraj cały dzień lało, dzisiaj zanosi sie na burzę, bo tak duszno, ze mi pies bo godzinie intensywnego wysiłku chciał umrzeć.
Dzisiaj nagrałam pierwszy krótki trening. Widać braki w dokładności i szybkości siadania z marszu i to okropne nachodzenie na mnie.. Znowu jest co robić.



poniedziałek, 21 kwietnia 2014

(Nie)wesołe, nudne i chorowite święta...

Nie mogłam wymarzyć sobie "lepszych" świąt, niż te. Już lepsze były w tamtym roku, gdy Wielkanoc była pod metrową warstwą śniegu. 8 kwietnia trafiłam do szpitala, wyszłam 16 ( po 3 dniach buntu, generalnie chcieli mnie miesiąc trzymać). Do maja nie mogę wychodzić na dwór, kolejne pół roku mam uważać na siebie pod względem wysiłku fizycznego. BH i wystawa w maju nam przepadła. Eh.. Kolejny raz, gdy jesteśmy w szczytowej formie wszystko się wali. Na szczęście w czerwcu jest ponownie egzamin BH w Warszawie. Z Santą przez ostatni czas miałam i mam niewielki kontakt, ponieważ nie mogę mówić. Dzisiaj dopiero wzięłam trochę smaków i poprzypominałam trochę. Pies sie męczy nie będąc wybieganym. Dzisiaj drugi raz od ponad 2 tygodni była na spacerze... 


sobota, 5 kwietnia 2014

Owczarek w domu i.. porządek...?

Hahahahahahahah... tak. Jasne... Chciałabym ;)

Czas przedstawić prawdę ! Sama prawda, czysta (brudna) prawda, i tylko prawda.

Co tu się oszukiwać - owczarki są brudasami ! A przynajmniej Santa.


Pies przygotowany do spaceru. Obroża juz na szyi, tylko zapiąć smycz i gotowe. Można ruszać podbijać świat. Idzie przy nodze, nie zwracając uwagi na to co dzieje się na ulicy. Jaki samochód przejeżdża, czy rower nadjeżdża od tyłu czy z przodu. Nieopodal biegnący człowiek. pewnie spieszy się na autobus. Drepczemy dalej. Siad. Odpinam smycz. Sucz wgapiona we mnie czeka na magiczne hasło. OK. Rusza. Piękno biegnącego owczarka cieszy oko. Ma chwile dla siebie, na załatwienie potrzeb fizjologicznych. Przywołuje psa. W zasięgu wzroku widzę ptaki. Ona tez je widzi. "Waruj!". Suka pada na glebę. Przyczajona czeka na komendę. "Okej. Bierz!" Z niesamowitym przyspieszeniem próbuje chwycić jednego z gołębi. Prawie się udaje, jednak ptak wzbija się w górę. "Do mnie!". Robiąc wielkie koło, zawraca do mnie. Chwila wyciszenia i drepczemy dalej. Wychodząc zza blokowych trawników, wita nas mało ruchliwa ulica. "Stój". Czeka. Równam do psa. Przechodzimy. Idziemy 100 metrów. I znów oczekiwanie na komendę zwalniającą. "OK". Ojej trawa, ojej błoto, ojej ziemia, ojej kaczki w stawie. Od czego by tu zacząć. Kolejno przechodząc od mokrej trawy, poprzez błoto idziemy na kawałek zielonego placu, by poćwiczyć. Siad. Waruj. Fuss ( Chodzenie przy nodze). W tym momencie czyste ubrania przechodzą w zapomnienie. Spodnie, buty, kurtka w kolorze maskującym. Pies.. Pies w stanie fatalnym, ale z zasieszem na ryju. Kończymy. Swobodnym kłusem w stronę stawu. Czas schodzić pysk. Pysk? Łapki też chcą. Łapki? brzuszek też chce? Brzuszek? A to może popływam. Wracając nie przyznajemy się do siebie. A raczej ja do niej. Dom. Otwieram drzwi. Pies siada i czeka. Kierunek łazienka. Automatycznie wejście do brodzika. Za nami stróżka cieknącego błota, ściana w przedpokoju "z lekka" brudna. 10 minut opłukiwania psa. Brodzik pełen piachu. Upie.. Ubrudzony, że lepiej nie patrzeć. Pies wychodzi z brodzika. Otrzepuje się. Wszyyyyyyyyyyystko w wodzie, włącznie ze mną i ręcznikiem, którym chciałam ja wytrzeć.. Łazienka tonie. Uwalniając psa robię przenośną powódź w całym domu. ŁÓŻKO. tak fajnie wejść. CZŁOWIEK. Tak fajnie się otrzeć...

To nasz standardowy spacer. Nie łudźcie się każdy to przeżyje ze swoim owczarkiem-brudasem :D

Pełno sierści w domu.
Każdy przeżywa linienie psa 2 razy do roku. Podwórkowego psa. Pies w domu linieje przez cały rok, a na wiosnę i jesień te stany się nasilają, tak że w nocy nie musisz przykrywać się kołdrą - przykryje Cię sierść ;) Bez codziennego zamiatania się nie obejdzie, chyba, ze lubisz mieć perski dywan na podłodze za darmo. Chociaż dla leniwych jest wyjście - sierść odkłada się w rogach domu, wiec nie widać tak bardzo jak się nie pozamiata / odkurzy.

Piach w domu
Cóż, podobnie jak z sierścią. Polecam częste zamiatanie, bo przy psie-brudasie, piach z sierści wysypuje się kilogramami. Ja mam dwa psy, wiec piachu jest 2x więcej. Na łóżkach też -_-

Strącanie przedmiotów ogonem.
U nas w domu raczej nic nie znajduje się na wysokości psiego ogona. Natomiast przyjął sie taki zwyczaj, ze śniadanie i kolację, herbatę kładzie się na stołku. Santa miewa nieraz napady bezmózgiej radości. Coś jej się włącza i nie myśli zbyt racjonalnie. Po prostu sie cieszy. Wiele herbat strąciła. Wiele kanapek zostało pozamiatane ogonem. Wiele razy dostałam ogonem po twarzy leżąc na łóżku...

Napady głupawki.
Cóż...Zdarzają się. Nie polecam być wtedy na linii ognia.. lub na łóżku >.< Rozpędzone 26 kilo wskakujący z impetem na ciebie. I jeszcze sie cieszy ze zwijasz się z bólu. Prawdziwy przyjaciel :)

Żebranie przy stole.
Zasada jest taka. Jak sobie wychowasz tak będziesz miał. u mnie w domu pies może być przy stole, boi nieraz je z nami. Nieraz jest odwoływany i gapi się swoimi ślepiami 2 metry od stołu. Wada jest taka, ze owczarki to duże psy i bez problemu dosięgają pyskiem do talerza. Tata juz tego doświadczył,a le cóż sam sobie tego  życzył. Nie mogę nie wspomnieć w tym miejscu o zorganizowanej akcji moich psów ! Jedząc kolację przede mną siedział i żebrał Rafik. Za mną przyczaiła sie Santa. Rafik oparł sie o moje kolana przednimi łapkami. Odruchowo cofnęłam rękę do tyłu. tak straciłam kanapkę pakując ja prosto w paszczę Santy. Idąc umyć rękę ze śliny Santy - Rafik w tym czasie ukradł mi drugą kanapkę z talerza na stołku ( Santa nie ruszy). Normalnie bym zareagowała, jednak w tej sytuacji bym zafascynowana bystrością (może przypadkową, ale jednak) moich psów :D

Jedzenie i picie wody.
Powódź. Tak najkrócej idzie to określić. Chociaż Santa ma miski na stojaku to i tak jej się ulewa. Pomijając fakt, ze i tak woli pić z misek Rafika - wtedy piję 1/2 zawartości miski. Druga połowa "suszy" się na podłodze.

Męczenie się psa w domu.
Mieszkanie dla psa jest jak duża buda. Mieszkając na podwórku psu wcale lepiej nie jest - sam sie na nim nie wybiega. Po domu też nie biega. W domu się odpoczywa, drepta by rozprostować kości, czasem sie pobawić i leżeć ze swoim Człekiem na łóżku.
Wbrew pozorom nie dusi się, nie zagrzewa, nie ma klaustrofobii -_-


niedziela, 23 marca 2014

Pieseł w szkole

22 marca w naszym LO były dni otwarte. Już wcześniej załatwiłam sobie wejście z psem.
Od razu na wejściu... nieporozumienie :D
Jedna z nauczycielek nakazała mi włożyć Sancie kaganiec, bo jest duża, a jesteśmy w szkole, gdzie jest dużo ludzi - pomijając fakt, ze w tamtym roku chodziła z dziewczyną po szkole z Malamutem BEZ KAGAŃCA. No ale Ok, nie będę się sprzeczać i tak za chwile jej go zdejmę. Gdy weszłam na górę i poszłam do swoich - tak też zrobiłam. Wszyscy ucieszeni, uradowani, euforia niosła się po całym korytarzu, bo.. pies xD Bo Santa, bo piesek taki szkolony, ładny, a do tego Szarik.


Na początku Santa była nieco zdezorientowana, ale nie wystraszona. Pierwszy raz znalazła się w takiej sytuacji, w zamkniętym budynku, pośród "miliona" ludzi, sprzętów, w dodatku świeżo wypastowana podłoga, która mi utrudniała chodzenie w desantach, a co dopiero Sancie.. Po chwili jednak się zrelaksowała, zapoznała z nowym terenem, nowym miejscem pracy. 
Niestety cieczka i czas wchodzenia w ruję (oraz podłoga, na której się ślizgała ) dały się we znaki. Nie była to niechęć do pracy, ale hmm nie było "tej iskry w oczach" od początku, dopiero po rozgrzewce. 
Sztuczki musiały być raczej stateczne, przy slalomie zabiłam się prawie i ja i pies, przy obrotach było to "chodzenie", a nie spiralka. Zrobiłam z nią także chodzenie przy nodze i siad z marszu. Za pierwszym razem w pozycji siedzącej leciała za mną ( ach ta podłoga </3 ), potem robiła to w zwolnionym tempie, tak, że po pokazie musiałam zobaczyć czy nie przyswoiła sobie zwolnionego tempa - na szczęście nie, to tylko reakcja na warunki podłogowe :D


W przerwach od pokazów Santa chodziła i zwiedzała szkołę. Oczywiście byłam punktem głównym każdej "wycieczki" po szkole :D
I tak najmilsze były, gdy ludzie ze szkoły rozpoznawali mnie i pytali o treningi z Santą, o obronę itp. ;)
Nawet policjant był zachwycony pracą z Santą, podobnie jak i ludzie ze SPAT-u.

Zrobiłam także szykanie piłki w szkole :>
Na szczęście znalazła xD

Poza tym dowiedziałam się, ze Santa jest przepiękna, ale mogłabym jej czasem dawać jeść... >.<
Tylko jeden nauczyciel okazał się ogarniać temat i wstawiał się za mną.



sobota, 15 marca 2014

Wiosna, praca i cieczka...

Teoretycznie wiosny jeszcze nie, a praktycznie w łódzkim mamy ją od dobrych 3 tygodni :D
Treningi w słoneczku, ciepełku i przede wszystkim nie muszę się spieszyć, ze zaraz będzie ciemno i nic nie zdążę zrobić.
Niestety dzisiaj pogoda zrobiła nam dżołka i wieje i leje.. a dzisiaj miał być trening w rozproszeniach.. Trudno, jutro mamy swój "normalny" trening.

Waruj z marszu
W tamtym tygodniu poszłyśmy sobie poskakać na "eżdzilitkach", ale ludzi było tak dużo, ze w czasie przerw robiłam sobie z Santą elementy posłuszeństwa w rozproszeniu.. Obedience wciągnęło nas na dobre *.* Nigdy nie sądziłam, że to z pozoru nudne posłuszeństwo daje tyle satysfakcji i wbrew pozorom nie należy do najłatwiejszych. Wtedy na treningu miałam przemyślenia na temat psich sportów. 
W agility wszystko zależy od Ciebie, jak pokierujesz psa, czy wystarczająco szybko zmienisz rękę, odwrócisz się, zapamiętasz tor. To Ty myślisz, pies biegnie za ręką. Do tego jak w każdym sporcie dochodzi dokładność, szybkość i poprawność przebiegu - co jest zależne od naszego kierowania psem.

W IPO jest tyle różnych czynników, tyle emocji, tyle napięć, że poziom ekscytacji u psa jest na najwyższym poziomie i trzeba go tak podporządkować, że choćby "zafiksowany" na pozoranta" wykonywał Moje komendy, a nie zrywał się na każdą ucieczkę. Wyższa szkoła jazdy. Jeszcze przed nami. My dopiero jesteśmy na etapie walenia z bicza, krzyków, biegania pozoranta w czasie, gdy Santa idzie na kontakcie przy nodze. W dodatku w części B mamy samo posłuszeństwo. Wszystko zależy od nas jak wyuczymy psa, jakie tempo nadamy ćwiczeniom, dokładność. Tu nie tylko przewodnik myśli, ale i pies. Niech mi się zachce jeszcze chodzić na ślady jak na posłuszeństwo, to będzie idealnie ;)

Frisbee to dla mnie czarna magia. Ja to jak patrzę na Julke z Flo, to mi szczena opada i aż zazdroszczę ( bo chciałam grona do frisbee ;c ). Niestety, moje para-zdolności w rzucaniu frisbee uniemożliwiają coś więcej niż backhandy, overy i flipy >.<


Dzwonił ostatnio do mnie Pan Bernard - hodowca Santy. Wybiera się w maju na łódzką wystawę, o ile uda mi się "dostać" do numeru rodowodu Santy, to wystawimy się w maju w Łodzi. O ile, nie zgra nam sie to z egzaminem BH, który ma być jakoś w maju, ale to wszystko do ustalenia.
Poza tym w czerwcu -może- jedziemy do Opola, na treningi do czeskiego pozoranta, który szkoli psy do służb mundurowych, u niego szkoli hodowca Santy. Za Boga w świecie nie pamiętam jak się nazywa xD
Może niedługo dostanę zdjęcia pół siostry Santy ze skojarzenia WIGO Starý Samotár oraz GINGER aus Buddy's Meute. 


Poza tym Santa w końcu dostała długo wyczekiwanej cieczki. Jest trochę roztargniona, ale pracuje w miarę normalnie.
To takie cudowne.. Suka w cieczce, Rafik nie reaguje, kundle w około również nie.. <3
Będąc przy Rafiku należy wspomnieć, że parówka schudła, aczkolwiek nadal ma problemy z chodzeniem ( zdj. 2 )




wtorek, 4 marca 2014

Wracamy do formy

Długo czekałam by móc w końcu to napisać.
WS końcu mamy to, o co mi chodziło, co próbowałam wypracować przez ten długi czas.
W niedzielę pierwszy raz robiłyśmy cały układ BH. Weź tu zapamiętaj, gdzie ile kroków...
"50 kroków na wprost, w tył zwrot, 15 kroków na wprost normalnym marszem, 15 biegiem, 15 wolnym i 7 zwykłym marszem... w prawo zwrot, 15 na wprost, w prawo zwrot, 10 na wprost, w tył zwrot, 7 kroków na wprost, zatrzymanie, 7 na wprost, w lewo skręt, 15 kroków do punktu wyjścia. Kierujesz się w grupę ludzi." Nagroda. Potem powtarzasz, tylko, ze zaczynasz od grupy ludzi i bez smyczy. Nagroda. 
Cały egzamin.
I te śmieszne formułki :D


I tu dla porównania - chodzenie przy nodze z grudnia:

Chodzenie z marca:


Widoczna różnica.
 Na plus oczywiście.
To jest własnie to co chciałam ;D