poniedziałek, 13 stycznia 2014

Fakto-mity o Owczarku Niemieckim


"Owczarek niemiecki musi być zrównoważony, pewny siebie, oddany
właścicielowi, łagodny (o ile nie zostanie sprowokowany), czujny i łatwy do
wyszkolenia. Cechy te, połączone z odwagą, ciętością i twardością charakteru
czynią z niego dobrego psa do towarzystwa, obrońcę, stróża, psa policyjnego
i pasterskiego."
Tak rasę opisuje wzorzec FCI, a jak wygląda to na prawdę? Czy w rzeczywistości każdy ONek jest zrównoważony, pewny siebie, odważmy i posiada twardy charakter, a do tego chętnie współpracuje z właścicielem? Było by pięknie, gdyby chociaż 80 %  populacji taka była.. Niestety proporcje są jednak odwrotne. Dzieje się to oczywiście przez nadmierną popularność rasy co wiążę się z hodowaniem na ilość, nie na jakość.
Rasą interesuję się, bo wiąże ona wszystkie cechy psa, które mi odpowiadają, które są mi potrzebne, i które szukam, gdy stwierdzam, ze "ta rasa mi pasuje". 
Nie odważyłam się jednak na zakup psa z linii wystawowej. Za dużo mam rozsądku, a za mało "znajomości", by trafić na super psa z tejże linii.
Rasa została podzielona na dwie linie. Wyżej wspomnianą linię wystawową ( show ) i na linię pracującą ( working ). Ta druga ratuje honor rasy, a ta pierwsza.. a ta pierwsza ma swój świat i tworzy dziwne monstra, które zapisywane są jako "Czempiony urody".

Santa - użytkowy czempion urody... :D

Na asku prosiłam Was o wypisanie najczęstszych "fatomitów" dotyczących ONków.

"Owczarki to psy trudne w wychowaniu"
- Owczarki to psy z natury oddane, uległe i chcące współpracować z właścicielem. Nasza w tym broszka jak to wykorzystamy. Czy pozwolimy psu w najmłodszych latach życia robić z nami co ze chce czy ustalimy zasady od razu. Jeśli to uczynimy, wspólne życie z ONkiem będzie jak bajka. Pies żyje zasadami, ułożonym schematem - tak jest mu łatwiej odnaleźć się w naszym ludzkim świecie. Umożliwimy mu to i ustalmy zasady od pierwszej godziny pobytu szczeniaka w nowym domu.

"Agresywny, bo Owczarek"
- Tak się przyjęło, bo większa populacja rasy to rozhisteryzowane psy,  które nie wiedząc co począć atakują ze strachu, a nie dlatego, ze są pewne siebie - pewny siebie pies nie zaatakuje tylko wyda ostrzeżenie, dopiero zaatakowany odeprze atak.

"Tylko dla doświadczonych"
- Osobiście uważam, że z uległym psem każdy da sobie radę, o  ile osoba ta wie o psach coś więcej niż to, ze pies głowę powinien nosić z przodu.. Owczarki zostały tak wyhodowane, by każdy mógł im sprostać. Oczywiście są psy twardsze, z którymi już nie jest tak łatwo i tu na prawdę trzeba wiedzieć jak z psem się obchodzić. 

"ONki muszą coś trenować"
- Dla mnie jak najbardziej tak. To nie musi być jakaś stricte użytkowość, to może być jogging, dogtrekking, bikejoring... każda aktywność jest dobra, niekoniecznie pod zawody i na pokaz. Nie ma bardziej wszechstronnej rasy niż Owczarki Niemieckie. U nich nie  ma ograniczeń, można jedynie liczyć na nieco gorsze rezultaty od psów typowo predysponowanych pod jakiś sport.

"Poradzi sobie nawet dziecko"
- Dziecko to pojecie względne. Może zdarzyć się nad wyraz ogarnięta 13-nastolatka jak i jej rówieśnica z ubytkiem w płacie mózgowym... Ja jednak nie powierzyłabym pieczy nad tak dużym i w niewłaściwych rękach /  źle wychowany niebezpiecznym psem, który z łatwością przeciągnie dziecko po chodniku i rzuci się na psa po drugiej stronie ulicy. Co innego, gdy rodzice wychowują psa, wiedzą co się z nim dzieje i co robi z nim dziecko, a pies jest w pełni zrównoważony.

"Poszłaś na łatwiznę biorąc użytka"
- Zapomnieliśmy jednak, że użytek sam się nie wyszkoli, podobnie jak border, belg czy pudel.
Owszem ma ku temu predyspozycja, dlatego też podzielono rasę na użytki i na showy, by z jednymi móc pracować a z drugimi biegać po ringu.



Jeśli znacie jeszcze jakieś ciekawe to chętnie na nie odpowiem ;)

środa, 1 stycznia 2014

Sprawozdanie 2013

Chciałam to napisać wczoraj, ale jakoś weny mi brakło, a i czasu mało.
2013 rok to rok pełny pracy z Santą, nowych znajomości, wzlotów i upadku, poważnego upadku, po którym odbiliśmy się i jest już dobrze.
W podsumowaniu poprzedniego roku napisałam, ze chciałabym, aby 2013 rok był lepszy, był udany. Myślę, że tak też się stało.
Odeszło paru ludzi w moim życiu, ale na ich miejsce przyszli nowi, i chyba bardziej wartościowi.


W 2013 potrenowałyśmy sobie z Santą agility, zaczęłyśmy tez zabawę z frisbee, ale przede wszystkim w końcu regularnie zaczęłyśmy trenować obronę, a od paru miesięcy przygotowujemy się do BH, będąc w Teamie z niezwykłymi ludźmi.


W lipcu wyjechałam z Santą na pierwsze wspólne wakacje.. a raczej Wakacjole z Moniką i Astro.
To były chyba moje najlepsze wakacje dotychczas, lepsze będą następne, gdy Monika przyjedzie do mnie na cały miesiąc <3
Nawet tak duża odległość ( ponad 700 km ) nie jest w stanie przeszkodzić przyjaźni..


Nie był to rok tylko samych pozytywów. Było też złych zdarzeń. Choćby miliony ataków na Santę ze strony borderów czy innych psów. Blizny się zagoiły, psychika nadal podrażniona i Santa nie nadaje  się już do wspólnych spacerków z innymi psami. Jedynymi psami, przy których jest w stanie się zachować to Nadia i Astro.


Nasz duet ma wielu "fanów", Santa ma wielu wielbicieli, ale nie mogę pominąć także osób, które za wszelką cenę próbują "zbesztać" nas z błotem, popularnie mówiąc - hejtujac ile fabryka daje. Prawda jest niestety taka, że to co nieraz piszecie nie wiem czy traktować jako dobrą opowieść fantasy  czy niesamowitą zazdrość tego czego nie można mieć, albo się nie chce zrobić by mieć.. No cóż.. 
Przyjmuję to na miękko, wiem, ze tak już musi być - takie prawa dżungli, jednak przykre czytać coś takiego. Przykre, gdy ktoś pisze "poszłaś na łatwiznę, masz ONka" - sam ONek się nie wychowa i nie wytresuje, i na prawdę prowadzenie takiego psa nie jest łatwe. Tym bardziej, gdy jest to twój pierwszy pies.


I na koniec dno, dno totalne i odbicie się od niego i praca od nowa, od podstaw.
Jeszcze nie to co chcę, nie to co było, ale będzie. Nie dziś, nie jutro, ale będzie !
Siary nie ma, pokazu posłuszeństwa nie spaliłyśmy, bez stresu, ciekawe jak na egzaminie :D

sobota, 28 grudnia 2013

Bikejoring

Chyba weźmiemy się za to na poważnie.
Dotychczas na rower wybieraliśmy się okazjonalnie, okazja była i dzisiaj, ale po dzisiejszym treningu, wszystkich wykonanych komendach, braku reakcji na psy ( zawsze tak było ) i braku rzucania sie na opony.. jestem na TAK. Musze zaopatrzyć się w sledy.
Może wiecie, gdzie tanio kupie?


czwartek, 26 grudnia 2013

Święta, święta i po świętach...

... czas zrzucić to co nie poszło w cycki.. 

Santa spędziła święta samotnie z Rafikiem. Odrobimy przed Sylwestrem.. xD

Zdjęcia z poniedziałku:









poniedziałek, 23 grudnia 2013

"Jak maszyna!"

Wczoraj nastąpił przełom !
Chyba Santa wraca do świata pracujących piesełków <3 !!
Wczorajszy trening był jedynym od bardzo długiego czasu, gdzie nie wyszłam jeszcze bardziej wkurzona niż byłam przed nim, i od bardzo długiego czasu nie dostałam ani jednego "zlinczowania" mnie za to jak pies mi pracuje.. Aż dziwne uczucie.. Owszem, nie obyło się bez uwag, ale te uwagi raczej były pozytywne niż negatywne i co najważniejsze "Santa już nie ma mnie w dupie, teraz jesteśmy na etapie - kumpel - kumpel", a musimy dojść do ostatniego etapu, którym jest - pies - przewodnik - pan, guru, mój "władca" - oczywiście na placu, w życiu codziennym zostaje relacja kumpel - kumpel. 
Jest duży postęp, bo zniżyliśmy się do etapu, gdzie pies nie wchodził mi na głowę, tylko zacytuje "srał mi na głowie".. Tak byliśmy bardzo nisko... -_-
Wczoraj z Karoliną robiłyśmy jako para pokazująca długotrwała pracę z psem, to co można osiągnąć dzięki systematyczności, konsekwencji i chęci. Pokazywałyśmy także to czego psy z grupy podstawowej będą miały opanowane za jakiś czas. Przy czym i tak pani Halina zawsze zaznaczał, ze nasze psy to psy sportowe, przeznaczone i szkolone od małego do startów, i że nasze ćwiczenia różnią się od tych na co dzień, tzn. ćwiczenia są podobne, ale na innym poziomie.

Na ćwiczak przyszłam jak zawsze o 10:20, nasz trening zaczyna się o 10:30, bo wcześniej jest w/w grupa podstawowa. Stoję sobie z Santą na drodze przed wejściem. Pani Halina jak mnie zauważyła, od razu mnie zawołała.. myślę co ona ode mnie chce.. Na szczęście kazała mi iść z Santą na odłożenie  - waruj - zostań, podczas, gdy tamci robili spacerowe chodzenie przy nodze, i komendy zostań - do mnie. Na szczęście Santa mi się nie zerwała, a już mięśnie  jej drygnęły jak pani stała obok mnie i krzyknęła "do mnie". 
Po  jakiś 10 minutach wzięłam Santę i zaczęłam z nią robić siad i waruj z marszu. W międzyczasie przyszła Karolina.
Zawołała mnie pani Halina i powiedziała, żebym pokazała dziewczynie to ćwiczenie przy niej, bo ona nie ogarnia tego wizualnie xD 
Wszystko pięknie ładnie, opis każdego mojego ruchu, dziwne uczucie, ale fajne :D i pochwała.. to najbardziej motywuje :>


Po jakimś czasie nastąpiło zwołanie wszystkich obecnych na placu celem zobaczenia jak pracują  nasze psy.
Ja z lewej strony placu, Karolina z prawej idziemy  do środka do ludzi z psami na kontakcie.. jak profesjonaliści xP Aczkolwiek trzeba tak robić, bo to samo jest na BH.
Krótkie przedstawienie nas:
"Młode dziewczyny Karolina i Marta pokażą Wam jak powinny pracować psy i jak powinno wyglądać każde ćwiczenie. 
Karolina jest przewodnikiem Texasa - border collie, a Marta przewodnikiem Santy - owczarka niemieckiego tak zwanego użytkowego. Oba psy przygotowują się do egzaminu BH. Bla bla" - zaczęła opisywać ćwiczenia i nas chwalić, ale nie pamiętam co konkretnie było mówione.
Zapytała się ile Santa ma miesięcy, mówię że "jutro 18" i nagle z tłumu " Taka młoda !?"
Najpierw zrobiłyśmy siad z marszu. Tył zwrot, 5 kroków, siad, odejście na 10 kroków i zrobiliśmy przywołanie i "do nogi", żeby ludzie widzieli jak to ma wyglądać.
Następnie Karolina odeszła na bok, a ja zrobiłam rundkę chodzenia przy nodze w każdym kierunku, ze stopami, ze skrętami itp. uff... wyszło świetnie, nawet kontakcik był super super :D
Ja odeszłam na bok i Karolina zrobiła waruj z marszu. I nagle jakaś pani krzyknęła Jejku jaki on piękny, jakie on ma piękne umaszczenie !" Spojrzałam sie na Santę i tylko takie "A ty jesteś mądrzejsza".. i zaczęłam śmiać sie sama do siebie.. xD
Potem siad z marszu. Karolinie wyszło świetnie, aż mi japa opadła, bo tydzień temu Texas nie ogarniał tego i szedł dalej jak gdyby nigdy nic xD Ja natomiast się zawahałam - zrobiłam dokładnie ten sam błąd, który robiła Karolina zawsze przy tym ćwiczeniu - za długo przy psie zostałam, bo nie zaufałam jej że zostanie. Usiadła Santa, ale za wolno.. przeze mnie. Porobiłyśmy jeszcze parę ćwiczeń i odeszłyśmy na bok dalej ćwiczyć, bo zachciało im się fotek grupowych. 

Poćwiczyłam to siadanie z marszu i ogarnęłam, potem siad - waruj przy nodze, przywołanie i jak ja to mówię: "bliskość", czyli komenda do mnie i odchodzenie w tył razem z psem. 
Obserwował na jakiś pan - maż jednej z "uczących" się pań.
"Niesamowite.. Jak maszyna!"
Pytał się mnie ile Santa ma lat i od jak dawna z nią trenuję.
Tyle komplementów. Od razu człowiek "obrasta w piórka" i zachciewa mu się ponownie trenować i piąć wyżej, i wyżej. 
Dzień wcześniej jeszcze był u nas kolega mojego taty, który wystawia Cane Corso ich szefa i trenował kiedyś ze swoimi psami, mówi ze szacun dla mnie. Każdy gest, każde słowo buduje we mnie wiarę i utwierdza sie we mnie, że to co robię z Santą ma poziom.. i to nie jakiś niski poziom.

Nieraz trzeba spaść na samo dno, odbić się od niego i z podwójną mocą zaatakować ponownie.

_________________________________________

Santa dzisiaj  kończy 18 miesięcy !
Co oznacza, ze wkracza w dorosły wiek. Że niby wszystko jej wolno :D
Dzisiaj idę do weta na szczepienie, ciekawe ile waży.. Potem dopiszę, więc jak coś to paczajcie.

EDIT.: Santa waży 26,5 kg.
Schudła 2,5 kg w ciągu 2-3 miesięcy.


środa, 11 grudnia 2013

Na nowo?


Dawno nie pisałam konkretnego posta, bo nie działo się u mnie zbyt dobrze..
Coś się popsuło, coś pękło między mną a Santą i żyłyśmy w konflikcie.
Na początku nie przyjmowałam tego do wiadomości.. No bo jak to - mój idealny pieseł, nasz idealny team, nasze współgranie.. to wszystko co udało nam się już wypracować.. Od tak zniknęło? Nie ma, pustka, nicość? Jakim cudem?! 
Musiałam przejrzeć na oczy i uświadomić sobie, że nawet w najlepszych związkach są spięcia, jest okres, w którym wszystko się psuje i o włos dzieli o totalnej katastrofy..
Wielokrotnie chciałam się wyżalić na blogu, wylać swoje łzy, aczkolwiek pisanie o tym sprawiało mi jeszcze większy zawód niż to co widziałam na co dzień, bo "wychodziło" ze mnie to czego nie chciałam przyjąć do wiadomości. Poza tym, grono pewnych ludzi tylko czyha na potknięcia ludzi, by tylko wywołać nową aferę w zasadzie o nic.. Tak samo jak i z wagą Santy - niby nie powinno to nikogo poza wtajemniczonymi interesować, a zainteresowali się wszyscy Ci, którzy nie mieli zielonego pojęcia i tworzyli swoje fascynujące opowiastki..
Wszystko popsuło się z czasem, gdy mnie przez dwa tygodnie brakowało czasu nawet na spokojne zjedzenie, bo czas gonił jak szalony. 
Przez 2 tygodnie miałam znikomy kontakt z Santą, chyba nawet na spacery nie chodziłam z nią, może jakiś sporadyczny się znalazł.. 
"Władzę i stery" nad Santą przez ten czas sprawowali rodzice - chcieć nie chcieć, pies znalazł sobie towarzyszów spędzania wolnego czasu, gdy ja.. robiłam wszytko, tylko nie zajmowałam się z psem.
Rodzice jak to rodzice.. Wolność do bólu, zero zasad, włażenie na głowę, wariowanie, nakręcanie się... no i miałam zeschizowanego psa, z którym nie dało się nic zrobić. Dosłownie.
Po tych nieszczęsnych dwóch tygodniach ja byłam napalona na jakiś trening z psem, pies.. pies nie wiedział jak się zachować.. Szczekał, wył, robił wszystko tylko nie to co ja chciałam, a jak już się w zebrała w sobie robiła to na "odwal się". A najbardziej załamało mnie.. BRAK KONTAKTU I SKUPIENIA NA MNIE. Nic mnie tak nie sfrustrowało.. Po tym treningu i po paru następnych rzuciłam wszystko i przestałam robić z psem cokolwiek, najprościej rzecz ujmując " obraziłam się" na psa. Wtedy już nie dlatego, ze nie miałam czasu, ale nie miałam chęci na to by cokolwiek robić z tym kundlem.
Przyszła któraś tam niedziela, Pani Halina załamała się jak zobaczyła to co robi Santa, ja zapadałam sie pod ziemię, ale porządny opieprz i rady, a także analizując zachowanie Santy Pani Halina  powiedziała mi czego skutkiem jest to, ze tak to ujmę "złe zachowanie". Kolejny okres to ogarnianie psa, obserwowanie go - co zepsuli rodzice, na co ta Sierota się nakręca.. Krok po kroku naprawialiśmy nasze stosunki, było już nawet nawet.. i potem spróbowałam popracować z nią z koziołkiem... Kolejne załamanie.. wypluła koziołek - ten spadł jej na łapę.. Bała się wziąć cokolwiek do pyska.. To był przesąd. Byłam już tak załamana, bo do ogarnięcia całego schematu Obi został nam ten koziołek - stwierdziłam, że jeżeli dzisiaj nie zobaczę poprawy w jej ćwiczeniach, to kończę z tym.. Przerzucę się na coś, w czym ten kundel może się spełni, bo jak widać jej mózg nie ogarnia takiego czegoś..
Myślę, że chyba wyczuła moje złe emocje, bo ciągle znosiła mi zabawki i choć wystraszona ( bo zrobiła źle, bo jestem zła ) nakłaniała mnie do zabawy.
Wzięłam ją na boisko i zrobiłam jedna rundkę z chodzenia przy nodze. Nie było to coś wystrzałowego.. powiedziałabym, ze to nawet nie świeciło, ale jakaś iskierka się pojawiła. Dało mi to nadzieję, ale nie zaczęłam z nią od razu wskakiwać na głęboką wodę.
Cofnęłam się do przedszkola, do tego co robiła jak była szczylem załatwiającym się jeszcze na płytkach w przedpokoju. Komendy wplatane w zabawę - jedna / dwie / trzy komendy podczas zabawy, tak by nie zorientowała się, że to poważny trening, a forma zabawy, bo najwidoczniej było to dla niej zbyt dużo obciążenie.. może nawet stres.. za dużo od niej wymagałam?
Zaczęłam też spędzać z nią więcej czasu - po prostu głaszcząc ją czy leżąc z nią - rzadko mi się to zdarza, bo nie oglądam Tv a przy innej okazji nie pokładam się w ciągu dnia.
Sancie powróciła chęć do zabawy, do pracy. 
Wczoraj zrobiłam z nią krótką sesję chodzenia przy nodze - raczej chodzenia po okręgu w lewą stronę. Ach.. kontakcik, dupka prosto... W KOŃCU!
Dzisiaj - co prawda po ciemku i nie zamierzony mini trening - nie mogłam się oprzeć, bo Santa strasznie była nakręcona od samego mojego przyjścia ze szkoły, więc musiałam ją wykorzystać ;)
Bez piłki, bez dodatkowych komend... Głowa wysoko, paczadła wpatrzone w moje oczy. Iskierki w oczach... Zero ludzi, w oddali odgłosy miasta, zmrok, trening przy świetle lampy... To lubię, to kocham, tego mi brakowało i myślę, że Sancie również.
Po burzy następuje słońce. Nasze słońce wychodzi zza chmur, przebija się i przebije się choćby nie wiem co, bo nic nie sprawia mi.. jej.. NAM takiej satysfakcji i radości co Obedience.




To sie rozpisałam... xD

EDIT.: Filmik z dzisiaj: